SDMI kontra reszta świata

Nowy standard dystrybucji muzyki w Internecie wciąż w powijakach. Mimo ratyfikowania go już przez ponad 100 firm i organizacji, nowa specyfikacja zapisu dźwięku z trudem toruje sobie drogę.

Rozpowszechnione dotąd standardy zapisu utworów muzycznych nie zapewniają właściwej ochrony praw autorskich, dlatego producenci i wytwórnie muzyczne postanowiły opracować nowy, bardziej bezpieczny - Secure Digital Music Initiative (SDMI). Pomimo ratyfikowania go już przez ponad 100 firm i organizacji, nowa specyfikacja zapisu dźwięku z trudem toruje sobie drogę. Choć większość utworów czy raczej ich fragmentów można już posłuchać w Internecie, to pełne utwory muzyczne zamówione tą drogą muszą być dostarczane za pośrednictwem tradycyjnych kanałów dystrybucji.

Nowy standard będzie wprowadzany w dwóch fazach. Początkowo programowy mechanizm wyzwalający (triggering mechanism) pozwoli użytkownikowi jedynie na odkodowanie muzyki, ale nie umożliwi jej pobrania do czasu, aż dokona on aktualizacji oprogramowania. Z aktualizacją (faza druga) wiąże się zastosowanie mechanizmu zabezpieczającego (screening mechanism), sprawdzającego, czy nie zachodzi próba nielegalnego kopiowania utworu bez zgody właściciela praw autorskich.

Jednakże opublikowanie specyfikacji to jedno, a wprowadzenie jej w istniejących systemach to zupełnie co innego. Czy klienci zechcą zrezygnować z dotychczasowej działalności? Dlaczego mieliby wykorzystywać nowy system, kiedy stary jest dla nich (choć nie dla producentów) bardziej korzystny?

Producenci uważają, że dobrym rozwiązaniem może być udostępnianie najatrakcyjniejszych utworów wyłącznie w nowym systemie - bez posiadania urządzeń zgodnych z systemem SDMI nie będzie można ich posłuchać.

Więcej informacji: http://www.sdmi.com.