Sąd: YouTube to nie publiczne forum i nie musi gwarantować wolności słowa

Internet jest miejscem, gdzie każdy może wypowiadać swoje poglądy. Jeśli jednak chodzi o prywatne serwisy, nie muszą one gwarantować wolności słowa.

Do sądu w San Francisco wpłynął pozew przeciwko YouTube. Został złożony przez PragerU - jest to (cytując Wikipedię) amerykańska organizacja non-profit, która tworzy filmy na różne tematy polityczne, gospodarcze i filozoficzne z amerykańskiej konserwatywnej lub prawicowej perspektywy. A dlaczego do tego doszło? Otóż organizacja poczuła się urażona tym, że niektóre jej filmy są cenzurowane, a inne - blokowane. Powołała się przy tym na pierwszą poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, w której czytamy: "Kongres nie ustanowi ustaw wprowadzających religię lub zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych; ani ustaw ograniczających wolność słowa lub prasy lub naruszających prawo do pokojowych zgromadzeń i wnoszenia do rządu petycji o naprawę krzywd."

Sąd w San Francisco uznał jednak, że YouTube nie jest miejscem publicznym, a prywatną firmą i nie musi dostosowywać swojej polityki do pierwszej poprawki. W uzasadnieniu czytamy, że "obowiązuje ona władze w stosunku do obywateli, ale nie prywatne firmy w stosunku do klientów". Craig Strazzeri z PragerU skomentował wyrok następująco: "jest on rozczarowujący, ale nie przestaniemy walki i pokażemy całemu światu, jak wielkie kompanie cenzurują konserwatywne idee". Organizacja zapowiada odwołanie od wyroku.

Od czasu gdy YouTube, Facebook, Twitter i inne media społecznościowe stały się powszechne, pojawiła bardziej zaawansowana moderacja treści. Z jednej strony pomaga to walczyć z fałszywymi informacjami, jednak z drugiej może być cenzurą treści, z którymi nie zgadzają się moderatorzy.

Źródło: BBC