Samsung i Apple mają problem - może zabraknąć podzespołów do produkcji flagowców

Koronawirus już sprawił, że produkcja smartfonów ostro zjechała w dół. Marzec okaże się kluczowym miesiącem dla urządzeń 5G.

Chińskie fabryki stanęły, ponieważ koronawirus może rozprzestrzeniać się pomiędzy pracownikami. Wystarczy jedna zarażona osoba, aby zagrozić zdrowiu tysiącom innych. Skutki tego odczuwają największe smartfonowe marki świata, ponieważ to właśnie w tym kraju produkowane są podzespoły oraz składane flagowce. Jak donosi Bloomberg, już w tej chwili amerykańska sieć AT&T narzeka na brak smartfonów, a operatorzy i sieci sprzedaży w Wielkiej Brytanii oraz Francji wyprzedały wszystkie popularne modele. Chociaż zamieszanie spowodowane koronawirusem trwa dopiero kilka tygodni, bardzo mocno daje się we znaki - a skutki tego poczujemy jeszcze przez wiele miesięcy. Przykład? Apple ostrzega autoryzowane sklepy, że nie jest w stanie uzupełniać na bieżąco zapasów iPhone. Niektóre produkty firmy z Cupertino, jak iPad Pro, są już dostępne w ograniczonej ilości.

Samsung i Apple mają problem - może zabraknąć podzespołów do produkcji flagowców

Jak podaje Canalys, sprzedaż smartfonów na świecie spadła już o 4,3%, a w samej Europie o 7,4%. Przed wybuchem epidemii spodziewano się wzrostu o 3,6%. Ben Stanton, analityk z Canalys, mówi, że braki zapasów i utrzymania tempa bieżącej produkcji odbiją się mocno na rynkach. Produkcja w lutym wynosiła tylko 35% tego, co normalnie, w marcu ma wzrosnąć do 85%, a dopiero w kwietniu powrócić do normalnego poziomu. Do tego czasu producenci będą musieli rozwiązać problem niedostatecznej ilości smartfonów. Statystycznie każdego dnia sprzedaje się ich pięć milionów na całym świecie. Niektórym z nich potrzeba tylko kilku tygodni od zejścia z linii produkcyjnej do trafienia w ręce odbiorcy. Na takim schemacie bazują producenci, określając ilość urządzeń dla swoich sieci sprzedażowych. Załamanie łańcucha dostaw przekreśla wszystkie te plany.

CCS Insight prognozuje, że sprzedaż smartfonów poza Chinami spadnie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy b.r. o 10%. Marina Koytcheva, wiceprezes tej firmy analitycznej, zauważa, że jeśli wirus nadal będzie się rozprzestrzeniał, wpłynie to nie tylko na rynek smartfonów, ale uderzy także w lokalne gospodarki. Łączy się to z planami rozwoju sieci 5G - jeśli nie będzie wystarczająco wiele osób używających smartfonów 5G, tempo budowania nowych stacji tego standardu znacznie spowolni. Dalej - producenci mniej zarobią, zatem zapłacą mniejsze podatki. Efektu domina nie trzeba nikomu wyjaśniać - odbije się to na wielu aspektach ekonomii.

W USA, podczas konferencji inwestorów Morgan Stanley, szef działu operacyjnego AT&T powiedział, że dystrybutorzy w Stanach Zjednoczonych będą mieć problemy z brakiem smartfonów. Nie obawia się tego konkurencyjny operator, Verizon, jednak zdaje sobie sprawę, że przy dłuższych zakłóceniach problemy mogą się zacząć. Dla konsumentów jednym z niewielu plusów tej sytuacji jest fakt, że operatorzy nie mogą podnieść cen znajdujących się już w sprzedaży modeli (aby powetować sobie straty), ponieważ wiążą ich umowy z producentami, w których kwoty te zostały jasno określone. Wszyscy mają jednak nadzieję, że w marcu epidemia koronowirusa ucichnie i wszystko zacznie wracać do normy. Im szybciej, tym lepiej.

Źródło: Bloomberg