Ściągaj, co się da!

Co najchętniej robią internauci? Na potęgę ściągają pliki. Według ostrożnych szacunków, sieci P2P generują co najmniej 50 procent całego ruchu w Internecie, a w momentach szczególnego natężenia znacznie więcej. Do tego trzeba jeszcze doliczyć pliki pobierane ze stron WWW. Nie wiadomo, jaki stanowią odsetek, ale można się domyślać, że również znaczący, bo witryny udostępniające duże zbiory programów i gier cieszą się niesłabnącą popularnością.

Co najchętniej robią internauci? Na potęgę ściągają pliki. Według ostrożnych szacunków, sieci P2P generują co najmniej 50 procent całego ruchu w Internecie, a w momentach szczególnego natężenia znacznie więcej. Do tego trzeba jeszcze doliczyć pliki pobierane ze stron WWW. Nie wiadomo, jaki stanowią odsetek, ale można się domyślać, że również znaczący, bo witryny udostępniające duże zbiory programów i gier cieszą się niesłabnącą popularnością.

Dlatego postanowiliśmy zaprezentować przegląd aplikacji, które pomogą ci pobrać wszystko, czego tylko zapragniesz. A jeśli jesteś maniakiem ściągania, podpowiadamy, jak pobierać pliki niezależnie od tego, czy jesteś w domu, czy poza nim.

Zaczynamy od menedżerów pobierania, które powoli wychodzą z użytku z powodu coraz popularniejszych łączy szerokopasmowych. Wciąż jednak mogą przydać się w różnych problemowych sytuacjach. Warto zwrócić uwagę na FlashGeta, który ze zwykłego menedżera pobierania przekształcił się w uniwersalne narzędzie umożliwiające ściąganie plików również z sieci P2P. Artykuł o pobieraniu plików ze stron WWW uzupełniamy opisami kilku specjalistycznych narzędzi, bez których nie obejdzie się miłośnik pobierania plików z serwisu YouTube czy kolekcji plików graficznych.

Gdy wkraczamy w świat sieci P2P, okazuje się, że nawet kilkumegabitowe łącze nie gwarantuje wysokich transferów. Nikogo nie dziwi komputer włączony przez kilka dni w oczekiwaniu na skompletowanie pliku z filmem. Ale tak nie musi być. Aby skończyć z pobieraniem w żółwim tempie, zajrzyj do tekstu "P2P na miarę XXI wieku". Prezentujemy w nim programy P2P i charakterystyki poszczególnych sieci. Dzięki naszym poradom skończą się twoje problemy ze ściąganiem filmów i gier. Pamiętaj jednak, że najczęściej są to pliki udostępnione nielegalnie.

Jeśli nie potrafisz żyć bez sieci P2P, ale boisz się nalotu policji, powinieneś maskować swoją tożsamość w Sieci lub zawartość dysku. Powszechnie uważa się, że P2M (Peer to Mail) pozwala anonimowo wymieniać się plikami. Okazuje się, że nie do końca jest to prawda, czego dowiodło nasze krótkie dziennikarskie śledztwo. Jego wyniki przedstawiamy w tekście "Zamiast P2P". Jak zabezpieczyć się przed inwigilacją? Skuteczną metodą ukrycia plików pozostaje szyfrowanie dysku. Wystarczy choćby szyfrowanie EFS dostępne w Windows XP i Viście.

Zresztą stróże prawa i organizacje zajmujące się ochroną praw autorskich zmagają się nie tylko z użytkownikami sieci P2P. Ostatnio jeden z belgijskich dostawców usług internetowych, firma Scarlet, odwołał się od wyroku sądu, który nakazał firmie zablokowanie oprogramowania do bezpośredniej wymiany plików. Zdaniem przedstawicieli firmy, takie działanie wobec klientów jest nielegalne i nieetyczne. Także Unia Europejska wstawiła się za użytkownikami sieci bezpośredniej wymiany plików, uznając, że dostawcy usług internetowych nie mają obowiązku ujawniać ich danych osobowych na żądanie organizacji reprezentujących przemysł muzyczny lub filmowy.

Bycie użytkownikiem P2P wcale nie jest sielanką, nawet jeśli ma się niespodziewanych sprzymierzeńców. W Sieci czyha groźne oprogramowanie, takie jak wirusy czy spyware, które wykorzysta najmniejszą okazję, żeby zainfekować komputer. Musisz też uważać, co udostępniasz. Niedawno amerykańska policja aresztowała osobę podejrzaną o wyszukiwanie w sieciach P2P uwspólnionych przypadkiem danych osobowych internautów i wykorzystywanie ich do zakupów na koszt ofiary. W sumie oszust wydał 73 tysiące nie swoich dolarów. Przez P2P wyciekają też poufne dokumenty firm i instytucji rządowych. Wszystko przez niesfornych pracowników, ściągających pliki w pracy. Ostatnio głośno było o singapurskiej firmie Odex, która namierzyła kilka tysięcy osób udostępniających jej filmy w Internecie. Podejrzani otrzymali propozycję - amnestia, jeśli zaprzestaną nielegalnego procederu, albo sprawa w sądzie o odszkodowanie w wysokości 3 tysięcy dolarów.