Sekrety oszczędnych


Tajemnice stanu gotowości

Jeśli często przerywasz korzystanie z peceta w ciągu dnia, uruchom opcję przełączania się systemu w stan mniejszego zużycia energii, zwany stanem gotowości. Przeznaczony do tego fragment oprogramowania znajduje się w opcjach zasilania, jednej z części panelu sterowania.

Rozwiązanie się komplikuje, kiedy chcesz jeszcze bardziej ograniczyć zużycie energii. Winna jest wsteczna kompatybilność. Opcjonalnie płyty główne są konfigurowane przez producentów w taki sposób, aby zmniejszyć kłopoty z ich instalowaniem. Nie wdając się w szczegóły, chodzi o możliwość łatwego uruchomienia starszych systemów operacyjnych. Niestety, ta całkiem zrozumiała praktyka nie ułatwia wykorzystania bardziej zaawansowanych metod oszczędzania energii wprowadzonych do nowszych systemów.

Większość współczesnych płyt głównych pozwala wybrać między dwoma stanami oszczędzania energii, zdefiniowanymi w specyfikacji ACPI (Advanced Configuration and Power Interface). Pierwszy, zwany stanem S1, wprowadza komputer w stan gotowości "gorącej". Według specyfikacji ACPI, w tym stanie wszystkie urządzenia utrzymują kontakt z płytą, jednym słowem - pozostają włączone. To bardziej bezpieczny ze sposobów oczekiwania. Starsze karty rozszerzeń, które nie spełniają wszystkich wymagań ACPI, pozostając włączone, nie sprawiają problemów z przejściem w stan czynny. W drugim ze stanów, S3, komputer zasypia głębiej. Jednocześnie sprzęt i oprogramowanie musi spełniać wyższe wymagania. Pod prądem pozostaje pamięć, więc nie jest konieczne przeładowanie systemu ani wcześniej otwartych aplikacji w czasie przywracania aktywności komputera, a sam powrót nie trwa dłużej niż ze stanu S1.

Sekrety oszczędnych

Monitor LCD Neovo M-17 też ma niezły apetyt. Największy wpływ na zużycie energii mają ustawienia jaskrawości samego monitora, minimalne rozdzielczość i wyświetlane kolory.

Te szczegóły nie wydają się nadmiernie ciekawe, dopóki nie zajrzymy do wyników testów. W stanie S1 zasilany jest prawie cały system i poza zatrzymaniem procesora nie oszczędza się wiele więcej. Komputer wprowadzony w ten stan dalej zużywa sporo energii. System z Pentium 4, który służył do testów, pobierał 110 W na biegu jałowym. Po wprowadzeniu w stan S1 zużycie spadało do 78 W. To tak, jakby wyłączyć niewielką żarówkę. Korzyść zauważalna w rocznym rachunku za energię, ale niezbyt wielka.

Głębokość zasypiania systemu ustawia się w BIOS-ie. W większości płyt głównych wystarczy w czasie rozruchu komputera nacisnąć klawisz [Delete] i znaleźć na liście odpowiednią kartę, zwykle pod hasłem Power Management Setup i zmienić opcję ACPI Suspend Type z S1 na S3. Ten banalnie prosty zabieg wystarczył, żeby testowe Pentium 4 można było wprowadzać w stan głębszej drzemki. Z dobrymi skutkami dla portfela - z 78 W zużycie energii spadło do 8,5 W. W różnych konfiguracjach korzyść z głębszego zasypiania może być różna, ale w żadnym z kilku testowanych przypadków oszczędności nie były mniejsze od 70 procent. Jeżeli choć jedno z urządzeń lub kart rozszerzeń wmontowanych w płytę nie podniesie się po przejściu na S3, o jego stosowaniu możemy zapomnieć.

Odcienie wyłączania

Wyłączenie komputera tak, aby całkiem nie pobierał prądu, nie jest proste. Wybierzesz Wyłącz komputer na ekranie zamykania systemu, poczekasz, aż monitor ściemnieje, i pomyślisz, że to jest właśnie wyłączenie kompletne. Złudzenie. Nawet pozornie nieczynny system pobiera energię. Dopiero wyciągnięcie wtyczki z gniazdka, przekręcenie wyłącznika albo odcięcie zasilania w inny sposób doprowadzi do celu. Wyłącznik ulokowany zwykle na przedniej ściance komputera jest w istocie rzeczy wyłącznikiem "miękkim". W specyfikacji zasilaczy ATX wymaga się, aby jedna z jego pięciowoltowych linii pozostawała cały czas pod napięciem. W istocie rzeczy wyłącznik nie zasługuje na swoją nazwę. Raczej służy do przekazania informacji płycie głównej, która także nigdy całkowicie nie zasypia, a następnie do wysłania do zasilacza polecenia pobudki i rozpoczęcia dostarczania energii do wszystkich obwodów. Taki sposób zasilania został wprowadzony razem z nowymi możliwościami uruchomienia komputera na sygnał z sieci, modemu, klawiatury i innych peryferii. Aby to było możliwe, zasilacz wspólnie z płytą główną muszą mieć możliwość samodzielnego uruchomienia się, co wymaga doprowadzania energii przez cały czas. Współczesne płyty główne, kiedy są "wyłączone", pobierają około 7 W. Taki sposób utrzymywania komputera w gotowości do startu kosztuje rocznie około 20 zł. Licznik tyka, jeśli tylko wtyczka jest podłączona do prądu. Przekaz tej wiadomości jest oczywisty: po wyłączeniu komputera przez Windows należy skorzystać z wyłącznika w zasilaczu, a jeśli go brakuje, wyjąć wtyczkę sieciową.

Częste mycie skraca życie

Przez lata rozpowszechniana była opinia, że częste wyłączanie skraca żywotność systemu komputerowego. Jej podstawą nie są wyniki systematycznych badań, ale raczej uogólnienia często spotykanego przypadku, kiedy włączany komputer odmawia pracy, chociaż przed wyłączeniem pracował normalnie. Możemy wymienić takie części systemu, które raczej zużywają się systematycznie z upływem godzin pracy. Wyłączenie twardych dysków niepotrzebnie kręcących talerzami w tempie 10 tysięcy obrotów na minutę z pewnością przedłuży czas ich pracy.

Najlepsza zapora na świecie

Jest jeszcze jedna korzyść z wyłączania komputera, kiedy nie jest potrzebny. Im dłużej urządzenie znajduje się w zasięgu Internetu, tym ma większe szanse stać się przedmiotem zainteresowania hakera albo ataku wirusa. Faktycznie jedynie wyłączenie komputera jest niezawodnym sposobem zabezpieczenia się przed atakiem napastników. Na inne tarcze prędzej czy później znajdzie się odpowiedni miecz.

Patrz i płać

Komputerowe monitory są także jednym z największych pożeraczy energii i przyczyniają się w dużym stopniu do dewastacji środowiska. Wczesne modele monitorów kineskopowych miały stosunkowo niewielkie ekrany i równie małe zapotrzebowanie na energię. Były wykonywane z najtańszych, toksycznych materiałów. Ich ogólna sprawność energetyczna była bardzo marna, np. czternastocalowy monitor do komputerów Amstrad zużywał w czasie pracy tylko 40 W, ale kiedy komputer wyłączano, jego monitor w dalszym ciągu zużywał 20 W, kilka razy więcej od dzisiejszych.