Siła wagi średniej

Miesiąc temu przekonywaliśmy cię, że nie musisz wydawać fortuny na porządny notebook. Teraz spróbujemy udowodnić sensowność zakupu komputera przenośnego za większe pieniądze.


Miesiąc temu przekonywaliśmy cię, że nie musisz wydawać fortuny na porządny notebook. Teraz spróbujemy udowodnić sensowność zakupu komputera przenośnego za większe pieniądze.

Choć dobry laptop można mieć już za niecałe 3 tys. zł, to prawdziwa bonanza zaczyna się powyżej owego progu cenowego. Możesz przebierać w konfiguracjach, wielkościach ekranu i samego notebooka, zdecydować się na maszynę szokującą nie tylko szybkością, ale i wagą, lub postawić na wolniejszy, choć wyjątkowo poręczny i lekki komputer, którego codzienne noszenie będzie przyjemnością, a nie udręką.

W niniejszym teście modeli ze średniego przedziału cenowego (3-5 tys. zł) znalazły się 22 laptopy, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Są i niewielkie, ważące 2 kilogramy konstrukcje idealne dla podróżników, jak i duże notebooki, przeznaczone dla miłośników rozrywki, którym nie przeszkadza, że urządzenie waży ponad 3 kg.

Chcąc dopasować testy do wymogów sprzętu ery High Definition, ponownie zmodyfikowaliśmy procedurę testową, uwzględniając najnowszy benchmark PCMark Vantage. Ponadto zbadaliśmy jakość matryc laptopów.

AMD w odwrocie

Nawet jedna z najlepszych matryc w teście cierpi na typowe przypadłości laptopowych ekranów: małą przestrzeń barw, zbyt wysoką temperaturę, nadmiar niebieskiego i za niską gammę.

Nawet jedna z najlepszych matryc w teście cierpi na typowe przypadłości laptopowych ekranów: małą przestrzeń barw, zbyt wysoką temperaturę, nadmiar niebieskiego i za niską gammę.

Cechą wspólną laptopów powyżej 3000 zł są dwurdzeniowe procesory. I właściwie można od razu powiedzieć, że wyłącznie z fabryk Intela, bo AMD praktycznie wypadło z gry. Tam, gdzie liczy się jak najniższa cena, Turiony mają jeszcze rację bytu, ponieważ są tańsze od produktów konkurenta, oferując podobną wydajność. Jednak w starciu z najnowszymi modelami CPU z rodziny Core 2 Duo rywale nie mają większych szans zarówno pod względem szybkości pracy, jak i oszczędności energii. Dobitnym tego przykładem jest samotny, jedyny przedstawiciel platformy AMD: mały notebook MSI PR210. Od bliźniaczego MSI PR200 z układami Intela był zdecydowanie wolniejszy i pracował na baterii średnio o godzinę krócej. Owszem, nieco niższa częstotliwość taktowania Turiona w połączeniu z dwukrotnie mniejszą pamięcią RAM niewątpliwie podważa zasadność owego porównania platform, niemniej jednak różnice są tak duże, iż wnioski nasuwają się same.

Równie niepokojąco dla AMD prezentuje się statystyka mobilnych układów graficznych. Należąca do AMD firma ATI, niegdyś niekwestionowana królowa laptopowej grafiki, dziś musi niemal walczyć o przetrwanie w tym segmencie. Mocno opóźniona premiera układów z serii HD 2x00 została bezlitośnie wykorzystana przez NVIDIĘ, która szturmem zdobyła rynek świetnymi GeForce'ami 8x00M, szczególnie modelem 8600M. I choć ATI ma teraz mocne argumenty w postaci udanej rodziny HD 2x00, firmie niesłychanie trudno będzie odzyskać pozycję sprzed roku, kiedy większość notebooków wyposażona była w jej produkty. Obecnie ma nieciekawą sytuację - przynajmniej biorąc pod uwagę specyfikacje komputerów w naszym teście: przytłaczająca większość GeForce'ów, kilka słabych, zintegrowanych układów Intela i jedynie dwa laptopy z nowymi Radeonami. Dalszy rozwój wypadków zależeć będzie od polityki cenowej AMD oraz szybkości wprowadzania przez tę firmę nowych modeli mobilnych GPU.

Cztery giga nie śmiga

Opłacalność

Opłacalność

Podchwytliwe pytanie za kilkaset złociszy: jaką maksymalną wielkość pamięci RAM może mieć laptop? Prawidłowa odpowiedź: taką, na jaką pozwala jego system operacyjny. Jednak większości użytkowników komputerów owa informacja mówi tyle, co nic. Tymczasem stajemy się powoli świadkami kolejnego zderzenia postępu z rzeczywistością. Postęp to tanie moduły pamięci, których efektem są 2 GB RAM w standardzie notebooka ze średniej półki, natomiast rzeczywistość to 32-bitowe systemy Windows XP i Vista, które są mogą obsłużyć maksimum 4 GB pamięci. Jeśli zapragniesz wzbogacić swój laptop o kolejne 2 GB RAM albo od razu skusisz się na model z 4 GB, taki jak ICom PrestigeBook 8420 czy NoteStar PowerPlus FL90P z naszego testu, lepiej się zastanów: dopóki używasz systemu 32-bitowego, nie wykorzystasz więcej niż 3 GB. Jednym słowem, niepotrzebnie wydasz kilkaset złotych.

Wydajność

Wydajność

Na czterogigabajtowe ograniczenie jest proste remedium: 64-bitowy system operacyjny. Gdy czekaliśmy na Vistę, wydawało się oczywiste, że wraz z nią wkroczymy w świat 64 bitów dla mas - tak jak Windows 95 otworzył erę 32-bitową dla szarych użytkowników pecetów. Tymczasem zachowawcze podejście Microsoftu, a przede wszystkim producentów aplikacji (zoptymalizowanie kodu) i sprzętu (konieczne nowe sterowniki) spowodowało, że Vista de facto stała się tymczasową protezą, która wkrótce może zacząć uwierać. A przecież baza sprzętowa dla przełomowego 64-bitowego Windows była już całkiem spora: wraz z wejściem procesorów Core 2 Duo Intel ostatecznie wstąpił na 64-bitową ścieżkę, wytyczoną dużo wcześniej przez AMD, obsługę 64-bitów mają także niektóre Celerony i układy Dual-Core Pentium. Można założyć, że w tym roku 90 procent nowych komputerów - stacjonarnych i przenośnych - będzie wyposażonych w procesory 64-bitowe, a wielu użytkowników zechce powiększyć RAM do 4 GB. I wówczas okaże się, że inwestycja w Vistę miała sens, lecz tylko w jej odmianę 64-bitową, która faktycznie wystarczy na parę najbliższych lat.

Turbo Memory - turbo pic?

W kilku modelach notebooków znalazły się moduły Turbo Memory. To pamięć flash podłączana do magistrali PCI Express w celu przyśpieszenia nowego Windows i jego aplikacji. Wykorzystuje technologie ReadyBoost i ReadyDrive wbudowane w Vistę: ReadyBoost zajmuje się buforowaniem najczęściej używanych plików tak, aby były dostępne szybciej niż z twardego dysku, natomiast ReadyDrive wykonuje podobne zadanie, lecz w odniesieniu do plików systemowych potrzebnych podczas uruchamiania Windows. ReadyBoost można używać na pamięciach flash podłączanych do portu USB, natomiast ReadyDrive współpracuje z tzw. dyskami hybrydowymi (twardymi dyskami wyposażonymi w pamięć flash o pojemności np. 256 MB). Oprócz wzrostu wydajności systemu obie technologie mogą także wydłużyć czas pracy notebooka na baterii, ponieważ zmniejszają liczbę operacji na twardym dysku, redukując tym samym jego pobór mocy.

Ze względu na ograniczenia wynikające z przepustowości i szybkości interfejsu USB, jak również z powodu niewielkiej dostępności dysków hybrydowych, Intel znalazł inny sposób na korzystanie z obu przyśpieszaczy w Viście. Zamiast pamięci USB o różnej wydajności czy specjalnych twardzieli można mieć wszystko w jednym małym module Turbo Memory o pojemności 512 lub 1024 MB, przy czym tylko w drugiej wersji możliwe jest używanie ReadyBoost i ReadyDrive jednocześnie. W wypadku mniejszej pojemności dostępna jest tylko jedna opcja przyśpieszania. Do zarządzania pamięcią służy programowa konsola, a włączenie bądź wyłączenie przyśpieszania wymaga restartu systemu.

Turbo Memory brzmi interesująco, ale czy rzeczywiście wpływa na wydajność komputera? Aby to sprawdzić, porównaliśmy wyniki testów przeprowadzonych na trzech notebookach z włączonym i wyłączonym ReadyBoost oraz ReadyDrive. Okazało się, że różnica szybkości laptopa pracującego z Turbo Memory i bez niej jest praktycznie żadna, a wręcz system może pracować nieznacznie wolniej. Równie zaskakujące są wyniki analizy czasu pracy na baterii, bo wynika z niej, że włączenie Turbo Memory… skraca działanie notebooka na akumulatorze od kilku do kilkunastu minut.

Nawet jeśli zalety ujawniają się nie w benchmarkach, lecz po dłuższym używaniu laptopa z tym modułem (system stale analizuje schematy dostępu do plików i z czasem niejako uczy się optymalnego buforowania danych), to - naszym zdaniem - nie będą one na tyle atrakcyjne, aby usprawiedliwić dodatkowy wydatek.