Skylab. Symulacja misji kosmicznej NASA

Stacja kosmiczna Skylab miała swoją eksperymentalną poprzedniczkę, która nigdy nie opuściła Ziemi. Poniżej kilka ciekawostek z życia w symulatorze.

Fot. NASA

Dwudziestego szóstego lipca 1972 roku w należącym do NASA ośrodku Manned Spaceflight Center w Houston rozpoczęto 56-dniowy eksperyment SMEAT (Skylab Medical Experiment Altitude Test) polegający na symulacji pobytu ludzi na stacji kosmicznej Skylab. Wzięło w nim udział trzech amerykańskich astronautów: Karol J. „Bo” Bobko, dr William E. Thornton i Robert L. Crippen. Symulacja przeprowadzona w makiecie fragmentu stacji Skylab, umieszczonej w komorze hipobarycznej, okazała się kluczowa dla pierwszej amerykańskiej kosmicznej misji załogowej.

Problem, z jakim mierzyła się NASA w związku z misją Skylab, to bardzo duża liczba niewiadomych nawet w porównaniu z trwającym programem Apollo. Po prostu nigdy wcześniej nie przeprowadzono tak długiej misji kosmicznej; nikt nie wiedział, czy sprzęt będzie działał zgodnie z oczekiwaniami. Czy załoga będzie zdrowa przez tak długi czas w systemie zamkniętym? I tak dalej.

Zobacz również:

  • Teleskop Webba wykonał zdjęcia Mgławicy Tarantula

Podczas gdy wiele pytań miało pozostać bez odpowiedzi do momentu faktycznego uruchomienia Skylab, wiele zmiennych można było wykluczyć, symulując misję na Ziemi. Miało w tym pomóc przeprowadzanie eksperymentów, ocena procedur i, co ważne, zbieranie podstawowych danych z testów medycznych.

Jak się żyło w symulatorze Skylab?

Stacja Skylab miała dwa poziomy, ale tylko jeden został skonfigurowany dla projektu SMEAT w komorze hipobarycznej. Inżynierowie starali się, aby warunki panujące w symulatorze były jak najbardziej zbliżone do tych w realnym Skylab. Układ głównej komory był prawie identyczny z tym na stacji, z przegrodami na odpady i przegródkami na garderobę. Oświetlenie i osprzęt były prawie identyczne z tymi w Skylabie. Jedzenie było prawie takie samo, jak to, co było spożywane na orbicie, a ubrania były jak najbardziej zbliżone do tych, w które mieli być odziani astronauci podczas lotu.

Załoga szkoliła się już w komorze, chociaż po zamknięciu w niej zauważyła, że panujące tam ciśnienie 5 psi powodowało cichszy dźwięk i lekkie bóle gardła, ponieważ trzeba było krzyczeć, aby być usłyszanym. Symulowany prysznic, taki jak w Skylab był dostępny raz w tygodniu, a odpady zbierano za pośrednictwem systemów identycznych z zaprojektowanymi dla stacji.

W swojej książce „Skylab: America's Space Station” David J. Shayler tak opisał system zbierania moczu: „Na całe szczęście tylko jedna osoba z załogi musiała używać tego systemu w testach. Układ ten często się psuł lub przeciekał". Pozostała dwójka zbierała mocz do zamykanych pojemników, przekazywanych na zewnątrz przez śluzę transferową.

Oprócz sprawdzania możliwości zamieszkania w tym, co przypominało przyszły Skylab, załoga SMEAT wykonywała również planowe eksperymenty medyczne i generowała dane bazowe. Pod każdym względem testy te okazały się wielkim sukcesem – jako służące podkreśleniu tego, co działa dobrze, a co nie, oraz dając organizatorom misji lepsze wyobrażenie o warunkach panujących na stacji. Podczas niektórych eksperymentów występowały pewne problemy techniczne, ale wyniki wszystkich testów zostały wykorzystane do przeprojektowania misji orbitalnych.

Jednak załoga długo zmagała się z problematycznym usuwaniem moczu. Shayler pisze w swojej książce, że czterolitrowe worki do zbierania uryny były za małe (jeden z członków załogi wydalił sześć litrów). Zdarzało się również, że torby się rozrywały, powodując nieprzyjemne rozlewanie zawartości na podłogę i astronautę. Jednak te przygody miały swoją wartość: mocz paskudny na Ziemi, byłby na pewno niebezpieczny w postaci fruwającej kulki na orbicie. Problem został rozwiązany za pomocą ośmiolitrowych torebek ze specjalnym systemem zbierania lub mankietem typu roll-on w stylu Apollo.

Stan psychiczny załogi był również dokładnie monitorowany i odnotowywano frustracje spowodowane kontaktami z personelem „naziemnym”. Astronauci dworowali sobie z „kontrolerów” – Shayler pisze o dowcipie zaplanowanym, ale nie zrealizowanym przez załogę, polegającym na zbieraniu kłaczków w celu stworzenia kulek z „sierści” i przemyceniu kilku kości kurczaka, aby przekonać szefostwo eksperymentu, że w jakiś sposób na pokład przedostał się kot.

Astronauci obawiali się, że zabraknie czasu na osiągnięcie wszystkich testowych celów, jednak jak pisze Shayler: „Załoga nigdy nie czuła się przygnębiona, ponieważ postanowiła w ciągu 56 dni wykonać dobrą robotę i to się udało”. SMEAT był krytyczną częścią misji Skylab, ale dziś to już zapomniany etap projektu. Wiadomo jednak, że środowisko Skylab nadal nadaje się do zamieszkania i ma kluczowe znaczenie dla testowania zarówno procedur, jak i sprzętu w trakcie planowania misji orbitalnych.

Źródło: The Register