Smoki i rozczarowania - recenzja Dragon Age 2

Chociaż całość przygód oglądamy z perspektywy Hawke'a, to ich narratorem jest jeden z naszych towarzyszy: Varrik. Dość typowy krasnolud, który lubi bardzo ubarwiać swoje opowieści. Wiążą się z tym między innymi takie rzeczy jak nawiązanie w pewnym momencie gry do filmu Człowiek z Blizną.

Niemal wszystkie z zaprezentowanych postaci, które możemy zrekrutować do naszej drużyny, posiadają ciekawą historią i widać, że panowie z Bioware bardzo się do nich przyłożyli. Otrzymujemy elfiego niewolnika z lyrium wtopionym w ciało, który nie pamięta kim był przed przeprowadzonym na nim eksperymentem. Elfkę, która prowokuje demony przez wykorzystywanie magii krwi. A nawet mającego obsesję na punkcie kota o imieniu pan Skoczysław, i znanego zarazem z Dragon Age: Przebudzenie, maga Andersa. Nie oczekujcie jednak towarzysza pokroju Morrigan, bo chociaż wszystkie z postaci mają zarówno ciekawy charakter jak i historię do opowiedzenia, to brakuje tego magicznego czegoś, co przyciągało by do nich na dłużej.

Rozpiska zdolności dla klasy Maga w Dragon Age 2

Walka to jeden wielki chaos i rzucanie zaklęć obszarowych

Varrik - towarzysz, narrator i krasnolud w jednej osobie

Z towarzyszami wiąże się nowy system reputacji. Tym razem nie istnieje ryzyko, że ktoś pokłóci się z głównym bohaterem. Dodatkowe korzyści mogą również wynikać z rywalizacji. Nie ma teraz podziału na przyjaciół i wrogów. Tych ostatnich zastąpiono rywalami. Jest to w sumie wskaźnik ozdobny, ponieważ w kluczowym momencie gry sojusznik nawet z maksymalnym poziomem przyjaźni zdradzi nas, jeśli podejmiemy decyzję niezgodną z jego przekonaniami.

Wiążą się z tym jednak różnego rodzaju umiejętności pasywne, którymi uraczą nas przyjaciele lub rywale. Zrezygnowano także z możliwości obdarowywania drużyny prezentami. Zamiast tego wprowadzono jedynie przedmioty fabularne, które pojawiają się w konkretnych momentach gry i łączą z zadaniami zleconymi przez kompanów.

Skoro już przy przedmiotach jesteśmy, to nie należy zapominać o ekwipunku. W poprzedniej odsłonie mogliśmy dowolnie ubierać naszych towarzyszy. Tym razem wszystko zostało uproszczone. Jedynie główny bohater może zmieniać zbroję. W pozostałych przypadkach jedynym rozwiązaniem jest poszukiwanie ulepszeń, które możemy znaleźć w sklepach lub podczas wykonywania zadań. Na szczęście pozostawiono możliwość zmiany broni (wyjątkiem jest Varrik, który jest zbyt przywiązany do swojej kuszy imieniem Bianka) oraz biżuterii. Również nie ma tego bogactwa przedmiotów, które występowało w pierwszej odsłonie. Teoretycznie wszystkiego jest sporo, jednak broni czy zbroi, z których tak naprawdę będziemy korzystać - stosunkowo niewiele.

Oczywiście większość z naszego ekwipunku zdobędziemy z poległych przeciwników i wykonanych zadań. Zarówno tych pierwszych jak i drugich nie brakuje. Podczas gry w Dragon Age 2 miałem wrażenie, jakbym grał w kolejną odsłonę Diablo. A nawet Serious Sam w trybie widoku z trzeciej osoby i z zaklęciami oraz mieczami, zamiast broni palnej. Przeciwnicy pojawiają się dosłownie hordami. Podejrzewam, że w ciągu pierwszych 3 godzin gry eksterminowałem populację Lothering z przyległościami. Po kolejnych 3 godzinach, zacząłem zastanawiać się czy w Kirkwall żyją tylko przestępcy i rzezimieszki. Ale wtedy przyszła ulga i wycieczka na tereny zielone... gdzie pod nóż poszli najpierw kolejni bandyci, później pająki, a na koniec smoki.

Smoki różnej postaci i rozmiarów zdają się być prawdziwą plagą czasów Bohatera Kirkwall. Stopień trudności walki zdaje się być rekompensowany przez ilość przeciwników do zabicia. Nawet walka z Wielkim Smokiem na poziomie Trudnym nie była takim wyzwaniem jak potyczka przy Urnie Prochów w Dragon Age: Origins na poziomie Normalnym. Przeciwnicy pojawiają się hordami i najskuteczniejszym sposobem jest zainwestowanie w umiejętności o konkretnym obszarze działania. Po kilkunastu sekundach walki pozostaje tylko zbieranie przedmiotów i złota. Największym absurdem są jednak nagłe respawny przeciwników czy też pojawianie się ich w miejscu, gdzie akurat znajduje się członek drużyny. Nawet jeśli wyczyścimy jakiś obszar, to i tak możemy być pewni, że coś zeskoczy nam na głowę.