Stephen Fry: w domu mam pirackie programy

Stephen Fry, jeden z bardziej znanych brytyjskich aktorów, udzielił kilku kontrowersyjnych wypowiedzi dotyczących swojego podejścia do piractwa oraz Internetu. Artysta przyznał, że nie zgadza się z obecną polityką ochrony praw autorskich prezentowaną przez większość producentów oraz stwierdził, że cenzura Internetu (w obecnym kształcie) jest bez sensu.

Stephen Fry, udzielił kilku kontrowersyjnych wypowiedzi z okazji wystąpienia w sklepie firmy Apple w Londynie. Słynnego aktora spytano, między innymi, o swoje podejście do kwestii praw autorskich. Jego wypowiedź zaskoczyła niemal wszystkich.

"Nie jestem zachwycony przepisami jakie chronią moje dzieła. Wiem, że jeśli ktoś kradnie owoce mojej pracy to producent nie jest tym zachwycony. Jednak mi jest wszystko jedno. Pracuje w mocno przepłacanej branży więc jeśli ktoś uszczknie coś z tego, to nic nie szkodzi."

Fry stwierdził również, że sam posiada nielegalne oprogramowanie.

"Sam mam domu trochę nielegalnego oprogramowania. Jeśli to Was szokuje to znaczy, że jesteście bardzo naiwni. Założę się, że sami również macie w domu jakieś pirackie kopie płyt. Oczywiście zaraz obok oryginalnych produktów."

Okazało się również, że aktor posiada też bardzo konkretny pogląd na cenzurę Internetu.

"Sieć jest jak miasto. Znajdują się tu niebezpieczne miejsca oraz ludzie chcący zrobić Ci krzywdę. Jednak można tu znaleźć również mnóstwo cudownych rzeczy. Problem w tym, że niektórzy chcą kontrolować Internet w taki sposób w jaki nigdy nie ośmieliliby się zarządzać miastem."