Strategia dla marki


Hexeline już od dawna to nie start up. Istnieje teoria cyklu życia firmy. Na jakim etapie rozwoju jest Pani firma?

- Następny krok wymaga już innego finansowania. Jesteśmy bowiem na etapie szybkiego rozwoju, który związany jest z wysokim i rosnącym zapotrzebowaniem na finansowanie zewnętrzne.

To znaczy, że zgodnie z modelem rozwoju nadszedł czas, by pozyskać kapitał od inwestorów, wchodząc na giełdę bądź przez związnie się z private equity?

- Doszłiśmy do poziomu rocznych obrotów 50 mln zł. Wiemy też, jakie są ograniczenia dla dynamicznego rozwoju, przed którym stoimy. Dlatego to jest szczególna chwila, w której tworzymy strategię firmy. Przed nami odpowiedź na pytanie: giełda czy fundusz inwestycyjny?

Wiele firm o takich przychodach to już spółki z GPW. Pewnie byliście w indeksie WIG 80.

- Może nasze zachowanie jako właścicieli było dotąd zbyt konserwatywne, za bardzo byliśmy przywiązani do myślenia, że to firma rodzinna. Ale refleksja jest jednak pozytywna, bo gdzie dziś, przy obecnej bessie, byśmy byli, po debiucie giełdowym przed rokiem czy dwoma laty? Intuicja dotąd nas więc nie zawiodła. Firma odzieżowa Monnari poszła na giełdę, a teraz ma kłopoty.

Bliżej nam do myślenia o funduszu inwestycyjnym niż o giełdzie. Private equity daje też wsparcie organizacyjno-audytorskie, a ponadto fundusz po paru latach wychodzi z inwestycji, dbając o osiągnięcie atrakcyjnej stopy zwrotu. Teraz bliska jest mi szczególnie myśl, aby wówczas odkupić udziały od funduszu, ale za kilka lat bardzo możliwe, że będę patrzeć na to inaczej.

Poszukujemy wsparcia organizacyjnego, bo firma jest coraz większa. Bliższy jest mi design niż zarządzanie i nie lubię powielania stereotypów. Wraz ze wzrostem firmy zarządzanie staje się coraz bardziej skomplikowane, to oddala mnie od realizacji pasji, a nie mam zamiaru naśladować Jacka Welcha. Jako menedżer mam oczy szeroko otwarte. Wiem, do czego firma powinna dojść i co przez to chcę uzyskać. W zarządzaniu intryguje mnie przekonanie, że każdy prawdziwy menedżer jest inny, ma swoją wizję i szuka własnego sposobu jej realizacji. Dostrzegam w tym połączenie przemysłu i sztuki. Dopóki zachowam takie wrażenie, biznes będzie mnie intrygował.

Największy fundusz w Polsce Enterprise Investors najchętniej wchodzi w inwestycję, obejmując ponad 50% udziałów.

- Dla funduszu oznacza to objęcie kontroli nad spółką, dla mnie jej utratę, dlatego myślę o rozwiązaniu, w którym nie dojdzie do utraty kontroli nad firmą i tym, co tworzę.

Proszę jednak nie sądzić, że otoczyłam się tylko jedną myślą, iż ta firma zawsze należeć będzie do mnie. Bo jeśli przyjrzeć się firmom kreatorskim z najwyższej półki, okazuje się, że niewiele z nich jest właścicielem własnej marki. Właścicielami są wielkie konsorcja, które mają najlepszej marki szampany, cygara, biżuterię i odzież. LVMH, PPR i Richemont to potężne firmy, które skupują najlepsze brandy. Nie jest więc tak, że Armani jest właścicielem własnego brandu. Historia pokazuje, że wszystko zmierza w tym kierunku. Bo dopiero przy takiej konsolidacji robi się biznes o dużej skali. Marzę, by kiedyś firma Hexeline okazała się konsolidatorem rynku, ale nie można zapomnieć, że świat ma tylko dwa konsorcja, które odgrywają podobną rolę, także jesteśmy w wyjątkowej branży.

Ale wszystko dopiero przed nami, jeszcze nie jesteśmy spółką prawa handlowego. W tym roku nią będziemy, dotąd to była po prostu działalność gospodarcza. Właśnie kończymy audyt. Będzie sprzyjać robieniu porządków. Bo wprawdzie w tym roku otwieramy trzy kolejne sklepy, ale możliwe, że trzy zamkniemy, ze względu na ich nierentowność.

Jaka jest polityka sprzedaży luksusowej marki? Obecność tylko w największych miastach?

- Oczywiście, ze względu na świadomość klienta i zasobność jego portfela. Im większe miasto, to potencjalnie większa liczba klientów. Jest kilka prostych zasad, o których należy pamiętać. Nie omijamy jednak mniejszych miast, jeśli są tam interesujące sklepy multibrendowe.