SuSE 10.1 - było na co czekać?

Pierwsze uruchomienie

Od momentu naciśnięcia klawisza [Enter] na ekranie startowym do uspokojenia się dysku twardego na stosunkowo szybkim sprzęcie (platforma testowa nr 1: notebook z Celeronem M, 512 MB pamięci RAM, dysk twardy 5400 RPM 2,5") mija równo sto sekund (1 min 40 s). Ładowanie samego systemu trwa około minutę, zalogowanie się następuje w ciągu kilku sekund, mniej więcej w okolicy 1:20 można rozpocząć już pracę - jednak będzie ona nieco spowolniona.

Kiedy dysk wreszcie zamilknie, możemy przyjrzeć się KDE. I tutaj raczej przeżyjemy rozczarowanie - środowisko graficzne w wersji 3.5.1 w niczym nie zachwyca; niewykluczone, że oglądaliśmy je już przy okazji uruchamiania innej dystrybucji. Również w przypadku GNOME do dyspozycji dostajemy starszą wersję (2.12 - w Fedorze Core 5 mamy do dyspozycji 2.14, patrz artykuł: "Fedora 5 na piątkę?"). Nie ma jednak co się ekscytować różnicami na drugim miejscu po przecinku - dużo istotniejsza dla użytkownika jest z pewnością świadomość, iż w SuSE 10.1 zarówno w GNOME, jak w KDE menu i aplikacje znajdują się niemal dokładnie w tych samych miejscach. Nie ma więc gorączkowych poszukiwań świeżo zainstalowanego komunikatora czy przeglądarki internetowej...

Z godnych uwagi zmian należy wymienić aplikację Software Updater (nie udało nam się przełączyć ją w tryb pracy w języku polskim) wyświetlającą ikonkę obok zegarka i sprawdzającą, czy dla systemu zostały opublikowane aktualizacje. Choć trudno uznać ją za nowość - Red Hat Linux miał bardzo podobne narzędzie przynajmniej od wersji 8.x, czyli od ok. 2002 roku - na pewno przyda się ona użytkownikom, którzy zapominają o pobieraniu i instalowaniu łat dla dystrybucji. Niestety, z nieznanych przyczyn na wszystkich maszynach testowych działała ona przeraźliwie wolno. Trudno też powiedzieć, czy należy się cieszyć z faktu, że zaledwie kilka dni po premierze konieczne było pobranie i zainstalowanie czterech aktualizacji...

SuSE 10.1 - było na co czekać?

Software Updater dba o aktualność naszego systemu - szkoda tylko, że nie został w pełni spolszczony