Titan Quest - recenzja

Wielka wojna pomiędzy Tytanami a Bogami dobiegła końca. Krajobraz po bitwie przerażał - wypalona ziemia, wyschnięte rzeki i jeziora, pył, złowroga cisza i wszechobecna śmierć. Cena zwycięstwa była ogromna, jednak równoważył ją fakt, że przerażające dzieci Uranosa zostały nareszcie pokonane. Karą za ich okrucieństwo było wtrącenie do przepastnych lochów Tartaru. Nastał czas pokoju i dobrobytu. Bogowie triumfowali, obficie nagradzając ludzkość za pomoc w konflikcie... Mijały wieki, człowiek stawał się coraz mądrzejszy, a cywilizacja obejmowała zasięgiem kolejne rejony. Do czasu. Niespodziewanie, po wielu cyklach wchodu i zachodu, świat zadrżał w posadach...

Titan Quest - recenzja

Alien w starożytnej Grecji?

Zielone łąki Grecji zostały zalane przez istoty rodem z legend i opowieści. Armie Hadesu obracały kolejne miasta w perzynę, elitarne legiony wysłane na pomoc przerażonym mieszkańcom nie miały dość sił by zadać wrogu jakiekolwiek poważne straty. Na nic zdały się modły, błagania i składane Bogom w ofierze dziewice.

Stwórcy milczeli, a człowiek z dnia na dzień coraz bardziej uświadamiał sobie jak jest bezsilny... Powód mógł być tylko jeden - na padół ziemski powrócili żądni odwetu Tytani. Wieki w zamknięciu potrafią każdego doprowadzić do furii...

Muszę przyznać, że moje oczekiwania wobec produkcji studia Iron Lore były dość wysokie. Powód? Temat starożytnej Grecji w grach komputerowych był do tej pory traktowany bardzo po macoszemu. Szkoda, bo oferuje ogromne możliwości. Autorzy Titan Quest pokazali jedynie wierzchołek góry lodowej.

Nadzieja z nożem w dłoni

Titan Quest - recenzja

Buszujący w zbożu

Jak to zwykle na świecie bywa, każdy problem ma swoje rozwiązanie, a z wszelkich kłopotów można się wydobyć. Nie inaczej jest i tym razem.

W nieciekawych dla ludu Grecji czasach pojawiło się światełko w mroku - bohater. W tym samym momencie graczom zafundowano pierwsze rozczarowanie...

Rozgrywkę zaczynacie na nabrzeżu rzecznym, obok zapadłej wioski Telos. O bohaterze, którym przyjdzie wam pokierować nie wiadomo kompletnie nic. Ot, stoi taki na środku drogi i złowieszczo rozgląda się wokół. Nóż, który trzyma oraz wojownicza postawa doskonale określają czym przyjdzie mu się zajmować przez najbliższe kilkanaście godzin.

Zapewniam, że mimo dość tajemniczego rozpoczęcia, nie zabawicie na nabrzeżu zbyt długo. Wasze pierwsze kroki skierujecie w jedyną możliwą stronę - drogą do wioski. Tu czeka na was kolejne, po pozbawionym jakichkolwiek barw początku, rozczarowanie.

W wiosce dowiadujecie się o pustoszących okolicę potworach. Ich przywódcą ma być centaur urzędujący "zaraz za mostem". Zadanie - zabić bestię, alternatywa - w zasadzie brak. W końcu w momencie, w którym znudzi wam się zabijanie potworów w okolicznych lasach i tak wrócicie.

Titan Quest, a porządki domowe...

Titan Quest - recenzja

Coś jak współczesny prysznic

Historia opowiedziana w Titan Quest nie dość, że jest prosta jak kij od szczotki, to jeszcze pozbawia gracza wszelkich doznań związanych z jej odkrywaniem. Rozgrywka wygląda tak, że idzie się do punktu A gdzie odkrywana jest część prawdy i otrzymuje polecenie "natychmiastowego" udania się do punktu B, gdzie prawda ta powinna zostać wyjaśniona. Oczywiście nie jest, więc należy udać się do punktu C...

Nie ma mowy o żadnych odchyleniach. I tak, autorzy pozbawili graczy chociażby możliwości prowadzenia dialogów z napotkanymi postaciami. Dodatkowo, wypowiedzi, które kierują do waszego bohatera niektórzy mieszkańcy, są schematyczne, nudne i bezbarwne. Nie uświadczycie również jakichkolwiek wstawek filmowych czy nie - grywalnych momentów, które popychają fabułę.

Pojawiające się w grze liczne zadania dodatkowe wcale nie ratują sytuacji. W większości polegają jedynie na lekkim odejściu od "głównej drogi" i wybiciu kolejnych kilku dziesiątek napotkanych wrogów.

Całość sprawia, że po pewnym czasie gracz traci ochotę na "rozmowę" z jakimikolwiek postaciami, a zadania wykonuje mechanicznie, starając się jedynie ubić bossa.

Starożytna mądrość w gamingowych szatach

Titan Quest - recenzja

Komu sprzęcior, komu? Bo idę do domu...

Źródła historyczne mówią, że wieki temu, kiedy Anaksymenes miał zamiar rozpocząć mowę, Teokryt powiedział: "Zaczynają słowa lać się rzeką, a sens kapać kroplami". Słowa te doskonale oddają charakter czynności, której w Titan Quest jest najwięcej - zabijania.

Jak na porządnego "hack and slasha" przystało, w grze znajdziecie ogromną ilość różnej maści ociekających śliną monstrów. Czekają na was między innymi satyry, centaury, arachnosy, menady, zwierzoludzie, nieumarli, szczuroludzie, jaszczuroludzie, gorgony, harpie przerośnięte robactwo (skorpiony, żuki etc.) i dziesiątki innych.

Jakby przerażających stworów było mało, waszej śmierci pragną również zwierzęta. Podczas swojej podróży posiekacie tony żądnych krwi żółwi morskich, wściekłych dzików, czy innych elementów fauny, które najwyraźniej wolą szarżować na uzbrojonego po zęby człowieka niż jeść poziomki w lesie.

Titan Quest - recenzja

Punkcik tu, punkcik tam, a drzewko rośnie

Niestety, nawiązując do słów Teokryta, większego sensu w tym nie uświadczycie. I nie chodzi wcale o to, że ani potwory ani bossowie nie chcą powiedzieć wam nawet standardowego "Giń śmiertelniku!" - to jeszcze można przełknąć. Sęk w tym, że walka sprowadza się jedynie do stania w miejscu i klikania dwóch przycisków myszy - atak oraz wypicie mikstury.

Potwory nie silą się na specjalną taktykę - atakują Cię gdy tylko zobaczą. Przykładowy "szeregowy" satyr nie zwróci uwagi na to, że przed chwilą pochlastałeś jego 30 kompanów, w tym szamanów i dowódcę - pozostały przy życiu potworek i tak rzuci się na Ciebie. Pogratulować odwagi!

Co więcej, mimo różnorodności nazw i wyglądu przeciwników, znacząco nie odbiegają oni od siebie poziomem trudności w ubijaniu. Co z tego, że zaraz spotkam "straszliwe gorgony", skoro i tak zabijam je z taką samą łatwością jak pierwszych napotkanych w grze przeciwników - dwoma ciosami lub jednym zaklęciem?

Owszem, gra posiada trzy poziomy trudności: zwykły, epicki i legendarny. Teoretycznie więc każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie.

Titan Quest - recenzja

O! Nadjechała kawaleria!

Jest jednak małe "ale" - aby rozpocząć zabawę na kolejnym poziomie, trzeba ukończyć ją na poprzednim. Może i takie rozwiązanie motywuje do zabawy, jednak w gruncie rzeczy jest bardzo irytujące. Bo z jakiej racji mam przez 30 godzin się nudzić, aby wreszcie, po przejściu gra raz czy dwa - zaznać choć trochę emocji?

Na szczęście autorzy zaimplementowali do gry tryb multiplayer. Pozwala on na jednoczesną rozgrywkę tylko sześciu graczy, ale to i tak wystarczająco dużo, żeby było ciekawiej niż podczas samotnej zabawy. Dzięki "multi" grę można ukończyć stosunkowo szybko, nie ziewając po zejściu na kolejny poziom podziemi.