Tłumacze i tłumoki


Wirujący seks i jeszcze gorzej

Przetłumaczyć dosłownie, zostawić w oryginalnej wersji, a może nadać zupełnie inny tytuł? Shrek, Sexy Beast, Titanic - to tylko kilka produkcji, które w Polsce rozpowszechniane były pod tymi samymi nazwami, co na całym świecie. Zazwyczaj nie ma problemu z filmami, których tytuły to nazwy własne lub imiona bohaterów.

Często tytuł filmu nie jest tłumaczony, a dobierany, w końcu chodzi o trafność i oddanie treści filmu. Jednym z moich ulubionych przykładów jest Almost Famous w Polsce znane jako U progu sławy, które oddaje znaczenie angielskiego tytułu, a po polsku brzmi o wiele lepiej niż dokładne jego tłumaczenie - Prawie sławni.

Dystrybutorzy mają na swym koncie kilka pomyłek. Któż z nas nie pamięta Wirującego seksu? Tym tytułem zastąpiono oryginalny Dirty Dancing. Boys donŐt cry, który przyniósł Oscara aktorce Hilary Swank, rozpowszechniano w Polsce jako Nie czas na łzy. Trudno się oprzeć wrażeniu, że tytuł bardziej pasowałby do łzawego romansu, a nie do filmu, który poważnie podchodzi do problemu tolerancji i identyfikacji płciowej (to tak jakby Pan Tadeusz rozpowszechniany był w Stanach jako Teddy boy). Dystrybutor zapewne bał się, by widz nie pomylił tego filmu z obecną w tym samym czasie na polskich ekranach komedią Olafa Lubaszenko - Chłopaki nie płaczą.

Wulgaryzmy surowo wzbronione

Jeśli znamy dany język chociażby w stopniu komunikacyjnym, odkrywamy, że gdy nasi bohaterowie rzucają mięsem na prawo i lewo, w polskiej wersji pojawi się najwyżej "cholera" lub "kurczę". Przedstawiciele firm dystrybucyjnych zapewniają, że nie cenzurują tłumaczeń, a użycie wulgaryzmów zależy od filmu oraz od wieku widzów, do których jest adresowany.

Gdy przygotowywano polskie tłumaczenie filmu Sexy Beast, Jacek Szumlas, prezes Solopanu, zadbał o to, by tekst nie był zbyt "sztywny". Magda Czartoryjska przyznaje, że czasami celowo opuszcza przekleństwa - Nie ma sensu tłumaczyć co drugie słowo "kurwa", widz sam sobie z tym poradzi - mówi.

Natomiast jeśli chodzi o filmy prezentowane przez nadawców telewizyjnych, trzeba pamiętać o porze emisji - im wcześniej, tym mniej przeklinania. Na więcej można sobie pozwolić w przypadku tłumaczeń na kasety wideo czy DVD, tu "przechodzi" sporo wulgaryzmów.

Artysta czy rzemieślnik?

Tłumacze literatury od dawna podlegają ocenie. Do tłumaczenia dzieł literackich brali się najlepsi, nierzadko poeci czy pisarze - między innymi Juliusz Słowacki, Jan Kasprowicz, Julian Tuwim czy Stanisław Barańczak. W Internecie można znaleźć "Listę tłumoków", na której znajdują się nazwiska tłumaczy, którzy zdaniem czytelników nie poradzili sobie z przekładem, lista ta dotyczy jednak tylko wydawnictw fantasy i horroru. Na razie próżno szukać podobnej listy przeznaczonej dla tłumaczy filmowych. Ich wpadki śledzą widzowie oraz inni tłumacze - tacy jak uznany tłumacz i publicysta Robert Stiller w swych publikowanych w "Rzeczpospolitej" felietonach "Pokaż język".

Tłumacz filmowy powinien być po prostu rzemieślnikiem. Przekład filmowy jest najlepszy wtedy, gdy pozostaje w cieniu. Tłumacz spełnił swoją rolę, gdy widz nie zauważa wykonanej przez niego pracy.

Podstawowe błędy popełniane przez tłumaczy to zbyt dosłowne lub zbyt dowolne tłumaczenia. Szwankuje także redakcja tekstu - błędy ortograficzne w napisach, literówki, zdarzają się również pomyłki związane z płcią bohaterów ("Powiedz LeslieŐemu o twoich tancerkach" - to kwestia z U progu sławy - a Leslie to dziewczyna jednego z muzyków, występujących w filmie). Każdy z uważnych widzów zna wiele takich perełek. Pozostaje wierzyć, że takie błędy powstają z winy licznych chochlików, a nie z braku staranności czy nierzetelności.

"Nie" dla dubbingu

Podobnie jak cenzurowanie filmów wydawanych na DVD, także ich tłumaczenie budzi kontrowersje i protesty na dużą skalę. Na wielu stronach w Internecie można już znaleźć bannery z hasłem "Nie" dla dubbingu! i deklaracje poparcia dla odezwy, takiej jak ta na stronie www.eisley.plocman.pl/bojkot.htm:

"W krótkim czasie na naszym rynku wydanych zostało kilka filmów DVD, które zamiast polskich napisów mają polską ścieżkę dialogową czytaną przez lektora. Co gorsza, ścieżka ta nagrana jest nie jako DD 5.1 (czyli dźwięk 6-kanałowy), ale w postaci stereo lub po prostu mono. Działanie takie stoi w sposób oczywisty w opozycji do rozwoju formatu DVD w naszym kraju i świadczy o lekceważącym podejściu zarówno do polskiego rynku, jak i nas samych - miłośników DVD (...)

- Czy chcemy, by dobra sprzedaż tych filmów dała im [dystrybutorom, przyp. red.] okazję do zmiany

zdania!?

- Czy chcemy, by wszystkie filmy wydawane w Polsce miały polską ścieżkę językową w mono, czytaną przez sepleniącego lektora i NIE miały polskich napisów Čbo tak jest taniejÇ!?

- Czy chcemy, by nas w dalszym ciągu lekceważono!?

Nie! Jeśli jesteś podobnego zdania, NIE KUPUJ filmów z lektorem i BEZ polskich napisów! (...) Chcemy, by dano nam możliwość wyboru: napisy lub lektor/dubbing. Polskie napisy MUSZĄ być w każdym filmie wydawanym w Polsce! (...)

Jedynym argumentem, jaki przemawia do dystrybutorów DVD, jest pieniądz. Jeśli ja i ty nie kupimy żadnego z tych filmów, dystrybutor dowie się, że liczy się to co MY chcemy a nie to co ON nam chce wcisnąć. Pomóż DVD - pomóż sam sobie. NIE KUPUJ FILMÓW Z LEKTOREM i BEZ POLSKICH NAPISÓW!"

Niestety, rozmowy z przedstawicielami trzech największych dystrybutorów (Warner, Syrena, Imperial) potwierdzają tyleż smutny, co przewidywalny fakt, że producenci zupełnie nie przejmują się protestami widzów.