UKE podzieli Telekomunikację Polską

Zgodnie z decyzją prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej wszczęte zostało postępowanie mające na celu podział Telekomunikacji Polskiej. W rezultacie podziału ze struktury TP S.A. ma zostać wydzielona "jednostka hurtowa", docelowo niezależna od TP i podlegająca niezależnemu nadzorowi. Według ekspertyz i raportów otrzymanych przez prezesa UKE tylko takie rozwiązanie zapewni warunki sprzyjające konkurencyjności świadczenia usług międzyoperatorskich.

Prezes UKE podjął decyzję o podziale funkcjonalnym Telekomunikacji Polskiej. Na jej podstawie ma się dokonać separacja firmy na część detaliczną i hurtową. To koniec monopolu - mówią jedni. TP odpowiada: podział będzie kosztował setki milionów złotych, za który zapłacą klienci. Kto ma rację? Kto zyska na podziale, a kto straci?

Telekomunikacja Polska SA kontroluje blisko 80% rynku telefonii stacjonarnej i ponad 60% użytkowników stałego łącza internetowego. Operator nie raz już wykorzystywał swoją dominującą pozycję na rynku. Dlatego Urząd Komunikacji Elektronicznej na podstawie art. 44 prawa telekomunikacyjnego postanowił podzielić przedsiębiorstwo na część hurtową i detaliczną. Jest to jedynie podział funkcjonalny w ramach firmy.

"Część hurtowa będzie odpowiedzialna m.in. za infrastrukturę, transmisję danych i jakość sieci. Będzie oferować takie same parametry dla wszystkich operatorów. Natomiast część detaliczna zajmie się sprzedażą usługi dla klienta. W ten sposób stanie do walki o klienta na takich samych zasadach jak inni operatorzy alternatywni. Jest to skuteczny sposób na zerwanie z monopolem TP i wprowadzenie zasad konkurencyjności" - mówi rzecznik UKE, Jacek Strzałkowski.

UKE postawiła na swoim

Batalia urzędu z Telekomunikacją Polską trwa już kila lat. O demonopolizacji TP była już mowa przed naszym wstąpieniem do Unii Europejskiej. Jednak dopiero teraz postanowiono coś z tym zrobić. Na początku prezes UKE polecił wykonanie analizy zasadności podziału TP. Opracowania dokonało konsorcjum doradcze w składzie: KPMG, KPMG Advisory, Kancelaria Grynhoff, Woźny, Maliński oraz Instytut Łączności. Na ponad 600 stronach udowadniano, że podział to jedyna alternatywa.

"Trudno tu mówić o jakimś wyborze, podział był konieczny. Od 3 lat Telekomunikacja Polska działa na rynku jako monopolista. Nie stosuje się do decyzji regulatora i nawet 26 nałożonych kar nie zmieniło dotychczasowych praktyk. Dlatego UKE doszło do wniosku, że podział funkcjonalny jest konieczny. To dopiero pierwszy krok, na który możemy sobie pozwolić. W chwili obecnej nie stać nas na większe zmiany" - mówi dla PC World Jacek Strzałkowski, rzecznik UKE.

Zdaniem regulatora podział usprawni działanie TP. Dzięki jasnym zasadom, współpraca z alternatywnymi operatorami, którzy korzystają z infrastruktury TP, będzie wydajniejsza i bardziej racjonalna. Na tym wszystkim najwięcej ma zyskać klient poprzez niższe ceny i wyższą jakość usług telekomunikacyjnych.

"Podział TP był jedynym rozwiązaniem. Najlepiej pokazuje to rynek telekomunikacyjny w Stanach Zjednoczonych, który dzisiaj jest najbardziej konkurencyjny i przez to efektywny. Dopiero jego podział zapoczątkował dynamiczny rozwój technologiczny" - mówi Adam Sadowski, Centrum im. Adama Smitha.

TP się broni

"Z satysfakcją możemy stwierdzić, że raport konsorcjum potwierdza, to co było oczywiste - że koszty separacji funkcjonalnej będą niewspółmierne z korzyściami dla klientów. Wykluczony został również pozytywny wpływ podziału na rozwój infrastruktury telekomunikacyjnej w kraju, a więc fundamentalnego problemu modernizacyjnego Polski" - mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP

Przedstawiciele Telekomunikacji tłumaczą, że przede wszystkim na decyzji stracą konsumenci. Twierdzą, że nie ma podstaw do przeprowadzenia takiej operacji. Owszem operator nie wypełniał często postanowień regulatora, jednak nie jest to powód do podziału. Dodatkowo TP powołuje się na raport konsorcjum, który przewiduje okres zmian na 5 lat. W tym czasie choćby budowa nowej linii telekomunikacyjnej lub podłączenie kogoś do Internetu z powodu reorganizacji będzie niemożliwe.

Dodatkowo podział nie przekłada się bezpośrednio na obniżenie cen detalicznych, jest procesem nieodwracalnym a ewentualny pozytywny efekt jest niepewny i odległy w czasie. Według TP jego głównym skutkiem będzie opóźnienie innowacyjności, zwiększenie luki cyfrowej i pogorszenie jakości usług w pierwszych latach.

"Obecnie prowadzone z UKE rozmowy mogą doprowadzić do realizacji tych samych celów regulacyjnych bez ryzyka obciążeń prawnych i wydawania setek milionów złotych, które koniec końców i tak zapłacić musieliby klienci" - dodaje Jabczyński.

Jednak według obserwatorów rynku, wysuwane argumenty polskiego operatora są jedynie metodą na zdobycie czasu i potencjalnych sojuszników. Podobnie, obawa o klientów i spadek inwestycji są zagraniem pod publiczność.

"TP do tej pory nie inwestowała w swoje sieci, więc i teraz tego też by nie zrobiła. Poza tym do 2000 roku była całkowitym monopolistą, a mimo to choćby Rumunia i Albania prześcigały nas w inwestycjach na telekomunikację" - mówi Andrzej Piotrowski, Centrum im. Adama Smitha, ekspert rynków telekomunikacyjnych.

Piotrowski dodaje, że oskarżenia działań UKE to wyłącznie czarny pijar. Według niego regulator przedstawia jasne procedury, według których będzie prowadzony podział. Jakiekolwiek trudności i bałagan będzie spowodowany wyłącznie błędami w zarządzaniu TP.

Czas na alternatywę

Najbardziej pokrzywdzeni praktykami Telekomunikacji Polskiej są alternatywni operatorzy, którzy za opłatą korzystają z jej łączy. Dzięki temu mniejsi operatorzy również mogą zaoferować swoje usługi. Jednak z kilku powodów często było to niemożliwe. Choćby względy ekonomiczne. TP jako jedna całość mogła przenosić swoje koszty z różnych sektorów. Dla przykładu oferować promocyjne ceny za usługi, ale na rzecz mniejszych inwestycji na rozwój sieci. Dopiero przy podziale funkcjonalnym taka możliwość jest ograniczona.

"Wszyscy czekaliśmy na tą decyzję. Wiążemy z nią wielkie nadzieje" - przyznaje Maria Baranowska, z firmy NASK, alternatywnego operatora telekomunikacyjnego.

Dla przykładu znasz się trochę na komputerach i chcesz otworzyć własna firmę, która oferuje założenie lokalnej sieci na osiedlu. Mieszkańcy zgadzają się, podpisują umowę i czekają na podłączenie Internetu. W tym celu musisz podłączyć się pod istniejącą już sieć TP. I tutaj zaczynają się schody.

"Dotychczas operator konkurencyjny był traktowany jak podmiot drugiej kategorii. TP zdecydowanie inaczej traktuje współpracę z nimi niż ze swoim działem detalicznym" - podkreśla Jacek Strzałkowski

We współpracy z TP operatorzy alternatywni najczęściej napotykali na przeciąganie terminów przełączenia abonenta TP do sieci konkurencji, lub na zwlekanie z podpisywaniem dokumentów.

Równie często TP przez prawie miesiąc nie przekazywała informacji technicznych niezbędnych do podłączenia nowego abonenta.

"Podział dopuści do głosu małe firmy, które są prekursorem zmian technologicznych i nowych rozwiązań. Wielkie korporacje nie lubią eksperymentować, bo to wiąże się z ryzykiem. Jednak w ten sposób klient jest zawsze skazany tylko na jedyna ofertę" - mówi Andrzej Piotrowski

TP chce się dogadać

Telekomunikacja Polska ma sporo do stracenia. Tuż przed ogłoszeniem ostatecznej decyzji UKE zaproponowała pakiet rozwiązań będących przeciwwagą dla separacji funkcjonalnej. Przede wszystkim miałyby to być zmiany organizacyjne, które ostatecznie doprowadziłyby do oddzielenia usług hurtowych od detalicznych. Poprzez zmiany w procedurach obsługi klientów i ścisły nadzór nad działalnością, zachowania uznawane za dyskryminujące miałyby zostać całkowicie wyeliminowane.

"Mimo dokonanego podziału nie można zapanować nad dalszym przepływem informacji w Telekomunikacji Polskiej. To wciąż jest jedna i ta sama firma. Jednak w celu zminimalizowania tych praktyk nad częścią hurtową powstanie wydzielona jednostka kontrolna, coś w rodzaju rady nadzorczej" - tłumaczy Jacek Strzałkowski

Telekom w swojej propozycji również kładzie duży nacisk na ograniczenie przepływu informacji między częścią detaliczną i hurtową. W tym celu miałyby powstać tzw. "chińskie mury", za pomocą których pracownicy części detalicznej TP mieliby wyłącznie takie same informacje o działaniu i decyzjach części hurtowej jak przedstawiciele operatorów alternatywnych.

To dopiero początek zmian

Polska nie jest prekursorem w reformach telekomunikacji. Innym przykładem jest British Telecom, który znakomicie odzwierciedla plany rozwoju polskiego regulatora.

Przed podziałem operatora w 2004 roku w Wielkiej Brytanii dostęp do szerokopasmowego Internetu miało zaledwie 24% społeczeństwa. W 2007 r. ten odsetek wzrósł do 56%. Do tego po podziale powstało blisko 20 nowych operatorów.

"Podobne zmiany też zachodziły w USA. Tam jednak potraktowano sprawę poważniej i całkowicie podzielono dominujący telekom na oddzielne podmioty. My ograniczamy się do separacji części składowych jednak kolejnym krokiem będzie pewnie podział strukturalny" - mówi rzecznik UKE Jacek Strzałkowski.

Według raportu UKE podział Telekomunikacji przez pierwsze 5 lat ma kosztować 750 mln zł. Korzyści z niego wynikające szacuje się na 900 mln zł w ciągu 10 lat.

Propozycje na przyszłość

Dokonanie podziału jest powodem do dyskusji nad pomysłem budowy sieci następnej generacji. Trendy wyraźnie pokazują, że za kilka lat, również i w Polsce, pojawi się przepływ 100, a nawet 200 megabitów.

"Potrzeba zbudowania nowych sieci to nie jest wyzwanie dla monopolisty. Podział może być impulsem dla innych alternatywnych operatorów, którzy powinni inwestować w sieci światłowodowe" - Andrzej Piotrowski.

Według analityków najlepszym rozwiązaniem byłoby zaangażowanie samorządów, które dysponują infrastrukturą kanalizacyjną, gazowniczą, wodną - idealnymi do budowy sieci telekomunikacyjnej. Taka inwestycja może być tańsza nawet o połowę. Natomiast rozwiązania prawne analitycy czerpią ze Stanów Zjednoczonych. Samorząd na wzór amerykańskiej FCC na podstawie przetargu lub aukcji udzielałby licencji operatorom. Takie pomysły mają poparcie i wśród polskich polityków.

"Decyzja o podziale TP jest dobrą informacją dla nas wszystkich. Już dawno powinno się jej dokonać. Miejmy nadzieję, że jest to krok w stronę prawdziwych zasad konkurencji i nowych rozwiązań" - mówi Tomasz Górski, poseł PiS, członek komisja gospodarki.

Aktualizacja: 16 grudnia 2008 10:06

Rozszerzyliśmy artykuł o dodatkowe informacje oraz komentarze wszystkich zainteresowanych stron: Jacka Strzałkowskiego (rzecznik UKE), Wojciecha Jabczyńskiego (rzecznik Grupy TP) Adama Sadowskiego (Centrum im. Adama Smitha), Marii Baranowskiej (NASK) oraz Tomasza Górskiego (poseł PiS, członek komisji gospodarki).