Watykańscy Canonierzy


Piotr Nowak - Rzeczpospolita

Watykańscy Canonierzy

Piotr Nowak - Rzeczpospolita

Fotografował Canonem EOS-em 1D Mark II. Dokręcał obiektywy 16-35 mm, 80-200 mm, 400 mm wraz z konwerterami. Wyposażony był w 1 GB kartę CF, dwie 512 MB i kilka mniejszych oraz w dwa zapasowe akumulatory.

Zabrał ze sobą flesz 550EX, lecz ani razu go nie użył. Podpierał się monopodem i statywem Manfrotto. Swoje zdjęcia archiwizuje na DVD, a kataloguje w FotoStation.

- Od momentu decyzji o wyjeędzie do wylotu miałem tylko dwie godziny. Ja się pakowałem, a redakcja działała bardzo skutecznie. Bilet odebrałem w drodze na lotnisko. Koledzy z działu zdążyli przygotować resztę ekwipunku - wspomina Piotr Nowak.

W Rzymie za wszystko przyszło słono płacić. Sam dojazd z lotniska do centrum 6-osobowym busem kosztował 100 euro, a miejsce w hotelu w pokoju o powierzchni 9 m kw., oddalonym 20 minut od Watykanu, aż 130 euro.

Piotr swoje zdjęcia, wcześniej opisywane i kadrowane, starał się wysyłać bezpośrednio przez GPRS i notebooka (iMac G4), ale często nie pozwalała na to fatalnie działająca sieć komórkowa.

- Włochy to internetowy dramat, sieć czesto w ogóle nie działała, Centrum Prasowe w ogóle nie istniało dla fotografów (nigdy nie spotkałem się z takim traktowaniem). Ratowałem się dostępem do netu w hotelu (5 euro za godzinę) - żali się.

Uważa, że łatwiej się fotografuje wiernych w Rzymie, bo wiara Włochów jest głęboka.

Watykańscy Canonierzy

Piotr Nowak

- W Polsce wiara jest głównie na pokaz.

W Rzymie nikomu nie przeszkadzałem.

To jest głębszy problem dla socjologów, nie dla fotografów - mówi.

- Sam byłem wzruszony, jednak praca fotoreportera pozwala na smutek i płacz, ale w duchu. Redakcja potrzebuje zdjęć, a nie łez - dodaje.

Kilka razy, udając turystę, fotografował aparatem kompaktowym w miejscach niedostępnych dla reporterów. Największą swobodę poruszania się mieli jednak włoscy fotografowie, na stałe akredytowani w Watykanie.

- Wszystkie zdjęcia, których nie udało mi się zrobić, oglądałem we włoskiej prasie. Ja nie miałem szans dostać się tam gdzie Włosi.

Wykonał kilkadziesiąt zdjęć w Bazylice przy ciele Papieża, ale opublikowałby tylko jedno.

Piotr wie, że publikacja takiego zdjęcia ma sens.

- Widziałem setki tysięcy pielgrzymów, którzy stali w kolejce, by ostatni raz zobaczyć Papieża, i wiem, że miliony osób by tego chciało.

Uzbrojony po zęby Nowak jest usatysfakcjonowany ze swojego fotoreporterskiego sprzętu, który wystarcza na większość imprez.

- Na Watykan to było jednak za mało - narzekał.

Jeśliby miał z czegoś zrezygnować, by być bardziej mobilnym, zdecydowałby się jedynie na odstawienie statywu, a swoje obiektywowe odważniki dźwigałby nadal.

Piotr Nowak po powrocie do Polski dzieli się refleksją:

- Umarł człowiek, który zmienił świat. Może ludzi także, ale tego nie jestem już taki pewien.

Piotr nie zdołał zliczyć ile wykonał zdjęć w ciągu tygodnia.