Watykańscy Canonierzy


Krzysztof Miller - Gazeta Wyborcza

Watykańscy Canonierzy

Krzysztof Miller - Gazeta Wyborcza

Fotografował 6-megapikselowym Canonem 10D. W Watykanie dokręcony miał obiektyw 24 mm. Wyposażony jest łącznie w 2,5 GB pamięci compact flash oraz w dysk twardy w swoim laptopie Sony Vajo (ekran 12"). Nie zabrał ze sobą średniego formatu. Chętnie dokupiłby Epsona r-d1 do którego mógłby wkręcać swoje ukochane obiektywy Leicy.

Zdjęcia archiwizuje w Foto Station. W czwartek, 31 marca, zaraz po tym, jak dotarły wiadomości o pogorszeniu się stanu zdrowia Papieża, redakcja "Gazety Wyborczej" postanowiła wysłać dwóch swoich fotoreporterów do Watykanu. Ponieważ w klasie ekonomicznej na lot do Rzymu nie było już miejsc, zadecydowano o zakupie biletów w klasie biznes. W czwartek można było znaleźć wolne miejsca w hotelu czterogwiazdkowym oddalonym 10 minut na piechotę od pl. św. Piotra.

Watykańscy Canonierzy

Krzysztof Miller

- Zabawna sytuacja. Gdy rezerwowaliśmy w Polsce miejsca w hotelu, cena wynosiła 85 euro za dobę, a na miejscu wzrosła do 135 euro, w dniu następnym było już 200 euro - opowiada Krzysztof.

Z numerem akredytacji 2899 musiał sporo wystać się w kolejce, lecz poza tym nie było żadnych komplikacji. Na plac św. Piotra nie mogli wchodzić zawodowi fotoreporterzy, więc przedostawał się tam jako pielgrzym, odświętnie ubrany, z jednym nie rzucającym się w oczy aparatem.

- Gdy dostałem wiadomość o śmierci Papieża od mojego szefa Piotra Wójcika, w ciągu trzech minut byłem na placu i fotografowałem.

Byłem mocno zdziwiony niezbyt ekspresyjną reakcją ludzi zaraz po usłyszeniu tej smutnej informacji. Było skupienie i wyciszenie, ale nie było płaczu. Zupełnie inaczej przeżywali śmierć Ojca Świętego wierni w Polsce.

Watykańscy Canonierzy

Krzysztof Miller

Wszystkie zdjęcia po zgrubnym retuszu i spakowaniu przesyłałem do redakcji za pomocą GPRS z notebooka - opowiada.

Ze swoim redakcyjnym kolegą Adamem Kozakiem postanowili ustalić rejony fotografowania: Kozak zajął się oficjalną częścią, Miller - bokami (czyli wszystkim, co działo się na placu i wokół niego).

Krzysztof, zapytany o etykę i sens fotografowania ciała Papieża, odpowiada:

- Przez kilka godzin stałem w nocy w kolejce do Bazyliki, ponieważ postanowiłem zrobić materiał o ludziach, którzy stali obok mnie. Dzieci zasypiały rodzicom w ramionach, a oni w dalszym ciągu stali po to, by zobaczyć po raz ostatni Ojca Świętego.

Uważam, że publikacja takiego zdjęcia ma sens dla wiernych, którzy nie mieli możliwości być w tych dniach w Watykanie.

Miller słynie z reportaży wojennych z Afganistanu, Iraku, Czeczenii, gdzie fotografował nienawiść i śmierć bliźnich, czyli to, czego oczy Papieża nigdy nie chciałyby widzieć w świecie.

Watykańscy Canonierzy

Krzysztof Miller

Przez cały okres swojego pontyfikatu Jan Paweł II nawoływał do pokoju i jedności na świecie. W takiej jedności i pokoju oddawało mu cześć ponad milion osób w Watykanie.

Krzysztof tym razem miał okazję fotografować pojednanie i szacunek człowieka dla człowieka. Nie krył wzruszenia:

- Byłem dumny, że ja, fotoreporter z Polski, mogłem być na placu świętego Piotra w chwili, gdy odchodził bardzo bliski człowiek, i dokumentować tę ważną dla wielu Polaków chwilę.

Dumne ze mnie były też moja mama i żona, którym na bieżąco przez telefon przekazywałem wieści z Rzymu.

W ciągu tygodnia wykonał ponad 3 tys. zdjęć.