Watykańscy Canonierzy


Przemysław Pokrycki - Agencja fotograficzna Reporter

Watykańscy Canonierzy

Przemysław Pokrycki - Agencja fotograficzna Reporter

Fotografował 4-megapikselowym Canonem 10D (którego wkrótce zamieni na 20D). Dokręca obiektywy: 20 mm/2.8, 28 mm/1.8, 85 mm/1.8 i 70-200 mm/2.8. Zabrał ze sobą ministatyw Manfrotto. Wyposażony jest w dwie kwarty 512 MB CF, w notebooka Neca oraz dodatkowy akumulator. Chciałby dokupić zoom 16-35 mm/2.8 zamiast stałej dwudziestki i iMaca Nie zdecydował się na zabranie flesza. Swoje zdjęcia archiwizuje na DVD i kataloguje w Fotostation.

- O wyjeździe rozmawiałem w piątek, 1 kwietnia, rano. Przed godz. 9 wieczorem było pewne, że trzeba jechać. W sobotę z naszej agencji poleciał Tomek Wierzejski, który na miejscu załatwił dla nas akredytacje.

Mnie informacja o śmierci Papieża zastała na plenerze pod Lublinem. Ze łzami w oczach oglądaliśmy wiadomości, przez godzinę nikt się nie odzywał - wspomina Przemysław Pokrycki.

Były problemy z biletami, więc z Kacprem Pemplem, redakcyjnym kolegą z Agencji Reportera, postanowił pojechać samochodem.

Watykańscy Canonierzy

Przemysław Pokrycki

Wyruszyli we wtorek rano. Jak się okazało, za późno. Na miejscu byli w środę wieczorem. Przemek wspomina swoje wzruszenie, kiedy na włoskiej autostradzie mijał tylko samochody na polskich rejestracjach. Na parkingach, stacjach benzynowych, autogrillach - sami Polacy sunący na pogrzeb swojego ojca.

- Tankując paliwo na jednej ze stacji mężczyzna z obsługi stacji zapytał mnie, czy jedziemy na pogrzeb Papy, odpowiedziałem że tak.

Pozdrówcie więc Papę ode mnie - poprosił.

Aby znaleźć się w Rzymie jak najbliżej miejsca wydarzeń, nocował u kolegi na podłodze w pokoju hotelowym. W czwartek był na placu św. Piotra. W obiektywie nie znalazł już smutku.

- W moim odczuciu w czasie, w którym się tam znalazłem, panowała raczej atmosfera pikniku. Podczas uroczystości pogrzebowych fotografowałem grupy ludzi pod Koloseum.

Młodzież oglądała w skupieniu mszę na telebimie, leżąc w śpiworach. Prawdziwą atmosferę żałoby zobaczyłem dopiero w Wadowicach, gdyż w drodze powrotnej zdecydowaliśmy się odwiedzić miasto, w którym Papież przyszedł na świat. Wadowice pogrążone były w ogromnym smutku, ludzie modlili się w intencji swojego zmarłego Ojca - opowiada Przemek.

Watykańscy Canonierzy

Przemysław Pokrycki

Jako jedyny zdecydował się oprócz cyfry zabrać ze sobą analogowy średni format. Wziął Mamiyę C330 z ob 80/2,8. Na miejscu okazało się jednak, że sprzętu ma tak dużo, iż noszenie jeszcze dodatkowego aparatu przez cały dzień nie jest na jego siły. Zrobił tylko dwa filmy.

Ponieważ inni redakcyjni koledzy sfotografowali ciało Jana Pawła II, sam Przemek już nie wykonywał takiego zdjęcia: - Nie czułem takiej potrzeby. Niestety, wielu odwiedzających Bazylikę traktowało ciało Papieża jak atrakcję turystyczną, oddając cześć Ojcu Świętemu poprzez wyciągnięte ręce z telefonami komórkowymi z możliwością fotografowania.

Tak jak większość fotoreporterów w Watykanie Przemek korzystał z usług kawiarni internetowej, aby przesyłać fotografie do agencji.

Przez trzy dni zrobił 1,2 tys. zdjęć.

W agencji znalazły się 62 zdjęcia.