Watykańscy Canonierzy


Pier Paulo Cito - Associated Press

Watykańscy Canonierzy

Pier Paulo Cito - Associated Press

Fotografował 8-megapikselowymi dwoma Canonami 1D Mark II. Dokręcał obiektywy 16-35 mm, 35-70 mm, 70-200 mm, 300 mm, 400 mm (wszystkie o stałym świetle 2.8), a także 500 mm, 600 mm i 1200 mm (nie planuje w najbliższym czasie uzupełnienia swojego ekwipunk fotoreporterskiego). Wyposażony był w 2 GB pamięci CF. Używał flesza Speedlight 550 EX, a swoje body i obiektywy podpierał statywami Manfrotto. Korzystał z pilota zdalnego sterowania. Swoje zbiory kataloguje poprzez software stworzony przez Associated Press archiwizuje na DVD.

- Postać papieża żyje w sercach ludzi, ale jest także odciśnięta w moim aparacie, w setkach kadrów zamienionych w cyfrowe pliki.

Niedziela po niedzieli, rok po roku patrzyłem przez obiektyw i widziałem starzenie się tego człowieka, patrzyłem, jak powalały go kolejne choroby i jak się z nich podnosił - wspomina Pier Paulo Cito. Rzymski fotoreporter Agencji Associated Press towarzyszył Papieżowi w jego licznych pielgrzymkach, m.in. do Izraela, Syrii, Słowacji, Polski i wielu wizytach we Włoszech.

Watykańscy Canonierzy

Pier Paulo Cito

Towarzyszył też Janowi Pawłowi II w dniu jego śmierci i pogrzebu. - Podczas całego pontyfikatu zrobiłem Papieżowi tysiące zdjęć.

Fotografowałem jego spojrzenia, zmęczoną twarz, zaciśnięte ręce i przygarbione plecy.

Teraz, ze smutkiem, tak jak tysiące ludzi, którzy ponad 10 godzin stali w ogromnej kolejce do Bazyliki, sfotografowałem ostatni raz jego ciało - opowiada Pier.

W tej chwili Cito (który jeszcze 4 lata temu posługiwał się aparatami analogowymi) nie wyobraża sobie efektywnej pracy bez sprzętu cyfrowego. Swoje zdjęcia z Placu św. Piotra przesyłał z notebooka wyposażonego w kartę PCMCIA. Większe zbiory (całkowitą "surówkę" bez retuszu i kadrowania) przekazywał na dyskach do redakcji AP w Rzymie. Sam nie miał potrzeby korzystać z pomocy watykańskiego Centrum Prasowego (ma stałą akredytację w Watykanie), lecz chwali jego dobrą organizację.

- Wiem, że pracownicy Centrum pracowali bardzo ciężko i skutecznie. Pomagali tysiącom dziennikarzy i setkom fotoreporterów. W mojej opinii wykonali kawał dobrej pracy - dodaje. Podczas pogrzebu Cito spotkał się z wieloma swoimi kolegami-fotoreporterami z całego świata, z którymi wspólnie pracował dokumentując wojny w Kosowie, Iraku, Etiopii.

Zapytany o to, czy ma opory fotografować ludzi pogrążonych we łzach, odpowiada:

Nie lubię być natrętnym, nie sfotografowałbym osoby, która chce przeżywać cierpienie w prywatnym miejscu. Moim zadaniem było pokazanie światu tego, co się wydarzyło. Na placu św. Piotra był smutek, łzy, cierpienie. Nie byłbym profesjonalistą, jeślibym nie umiał tego stanu przenieść na piksele. Sam nie mogłem płakać.

Nie zdołał zliczyć, ile zdjęć wykonał w ciągu tygodnia.-Wykonałem ich tysiące, ale do publikacji wybrałem tylko kilka - podsumowuje Pier.