Wibrator na USB

Trafiło w me łapska ciekawe urządzenie: wibrator na USB. Nazwa brzmi fikuśnie, cały sprzęt też dość figlarny. Ale bez podtekstów, to po prostu USB-owy masażysta.

Jak sprzęt wygląda zdradzić nie mogę, to prototyp (był okrągły, z białą obudową i niebieskim tym-czymś-wibrującym). Na pewno działa fajnie: wystarczy podłączyć, włączyć, przytknąć i... już można się relaksować.

Cena nieznana, sprzęt został wycyganiony.

Bawię się

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie zaczął go przykładać do najróżniejszych części ciała. W poszukiwaniu nowych doznań docisnąłem go lekko do skóry na ręce i zacząłem ją tuż obok kłuć szpilką. Ciekawość mnie pchała, bo wyczytałem gdzieś-kiedyś, że silne wibracje "zapychają" neurony i mogą przyćmić ból.

Sprawdziło się, kompletnie nic nie poczułem, choć pokułem się do krwi.

Zanim jednak zacząłem ze szpilką, zrobiłem inny eksperyment: przyłożyłem wibrator do głowy. Tutaj wszak potrzeba nam małego wprowadzenia...

Jak zapewne wiecie, ludzkie oczy znajdują się w bezustannym ruchu. Są to nie tylko duże zmiany położenia, ale także mikroskopijne drgnięcia odpowiadające za "odświeżanie" obrazu na kolejnych częściach siatkówki (zapomniałem, jaką to-to ma nazwę).

Unieruchomienie mięśni oka sprawia, że człowiek niemal zupełnie ślepnie. Stan nieważkości natomiast powoduje wyostrzenie się wzroku. Dlatego kosmonauci widzą rzeczy i ciała niebieskie, których przy normalnej grawitacji nigdy nie byliby w stanie dostrzec.

Zawsze mnie intrygowało, czy przyłożenie do oka dodatkowych drgań mogłoby pomóc komuś takiemu jak ja, przeciętnemu człowiekowi w wyostrzeniu wzroku - czyli dostrzeganiu dodatkowych szczegółów. Okazało się, że odpowiedź jest twierdząca - podczas szybkiego poruszania oczami bez problemu da się dostrzec migotanie diod zasilanych napięciem zmiennym i fakturę powierzchni felgi w kręcącym się kole samochodu.

Jednak dopiero wibrator na USB wprowadził mnie w świat ciekawych doznań.

Kiedy przytknąłem go na sztywno do żuchwy, migotanie diod (patrz wyżej) stało się dużo bardziej widoczne. Cały świat mi się delikatnie rozmazał, choć dało się to dostrzec dopiero przy próbie dojrzenia niewielkich obiektów, skupienia wzroku na liniach (czcionka na LCD) itd.

Najbardziej jednak zaskoczył mnie monitor CRT. Widoczna na ekranie klatka (przypadkowy kadr z Dooma 3) w ogóle nie straciła ostrości, natomiast cały obraz zaczął falować!

Niebywałe!

Fale były na tyle wyraźne, że po kilku dodatkowych testach - zmieniałem w monitorze odświeżanie - udało mi się oszacować częstotliwość drgań wibratora na 15 Hz.