Wielki chiński firewall

W 2005 roku 141 milionów Chińczyków będzie dysponowało podłączeniem do Internetu, a Chiny staną się największym na świecie rynkiem elektronicznym.

Dzisiaj w Chinach jest zaledwie 1,4 miliona użytkowników sieci. Już teraz jednak firmy, takie jak Microsoft, America OnLine, Yahoo i Dow Jones starają się jak najwięcej inwestować w chiński przemysł internetowy.

Sen z oczu zachodnich inwestorów spędza pytanie "o elektroniczne granice chińskiej sieci", o to, do jakiego stopnia kontroluje ją państwo i na co pozwoli zachodnim przedsiębiorcom. Sytuacja nie przedstawia się zbyt obiecująco po ogłoszeniu w 1993 roku przez chińskiego ministra informacji Wu Jichuana całkowitego wstrzymania zagranicznych inwestycji w przemyśle online.

Internet może być z jednej strony doskonałym narzędziem promocyjnym w handlu, z drugiej zaś - zagrażać oficjalnej linii rządzącej partii. Nikogo nie zaskakuje fakt, że poczynania wszystkich głównych uczestników chińskiego internetowego boomu są monitorowane przez chiński rząd i każda "niebezpieczna" informacja ,chociażby o Tajwanie czy Tybecie, jest błyskawicznie blokowana przez oddziały czujnych, szkolonych przez rząd, sieciowych cenzorów.

Pomimo deklaracji ministra Wu o sprawowaniu przez władze pełnej kontroli nad przemysłem telekomunikacyjnym i internetowym, wydaje się że Chiny znalazły się już na internetowym kursie i powstrzymanie procesu liberalizacji jest coraz bardziej nierealne. Podczas gdy ceny komputerów są ciągle zbyt wysokie dla przeciętnego Chińczyka, sieć kablowa i komórkowa jest w Chinach masowa i bardzo tania. I choć Chińczycy nie serfują po sieci tyle, co Amerykanie, to na pewno oglądają telewizję.

W Chinach jest 320 milionów odbiorników telewizyjnych i niektóre firmy, jak MyWeb, poważnie badają możliwości podłączenia Chin do Internetu za pomocą zwykłych dekoderów telewizji satelitarnej.