Windbound jest dla mnie lepszą grą niż Zelda: Breath of the Wild [RECENZJA]

Czasowy exclusive na Switcha, który niebawem trafi również na Playstation 4, Xboxa czy komputery PC - mówię tutaj o Windbound, grze która od początku jest opisywana jako tytuł silnie inspirowany The Legend of Zelda: Breath of the Wild. Nie jest to popularna opinia, ale dla mnie Windbound jest po prostu lepszy.


Pierwsze co usłyszałem o Windbound, to przyrównanie go do Zeldy. Faktycznie - otwarty świat, crafting, “zapalanie” latarni czy ambientowa muzyka towarzysząca nam podczas gry mogą nasuwać takie skojarzenia. Jednak finalnie dla mnie ta gra jest tym, czego oczekiwałem i czego nie dostałem od Zelda Breath of The Wild.

Już od pierwszych minut rozgrywki w naturalny sposób poznajemy mechanikę świata i rządzące nimi prawa. Twórcy postawili na to aby element survivalu był aspektem wiodącym, który musimy uwzględniać przez cały czas. Oznacza to, że podczas rozgrywki nieustannie będziemy pozyskiwać surowce, wytwarzać narzędzia i bronie (które się niszczą), polować lub zbierać pożywienie i dbać zarówno o energię jak i zdrowie naszej bohaterki.

Windbound zaprasza nas do mistycznego świata, w którym musimy walczyć o przetrwanie i przygotowywać się do podróży, aby zapuszczać się na coraz to dalsze wyspy odkrywając przygotowaną przez twórców fabułę. Ja w tą podróż wyruszyłem i polecam pójść w moje ślady, dlatego postaram się przedstawić grę abyście mogli ocenić czy tytuł podpasuje również wam. Uwaga - materiał może zawierać miniaturowe spojlery, niezdradzające wprawdzie fabuły, ale opisujące część mechanik odkrywanych już w trakcie rozgrywki.

Windbound - wyspowy świat

Krótkie intro wprowadza nas w fabułę rozgrywki, a po chwili nasza bohaterka pojawia się na pierwszej wyspie otoczonej przez morze. Tak właśnie wygląda praktycznie cały świat. Mniejsze i większe wyspy rozsiane są po morzu, a my jako rozbitek odkrywamy go pływając od jednego punktu do drugiego.

Windbound jest dla mnie lepszą grą niż Zelda: Breath of the Wild [RECENZJA]

Widać, że twórcy gry włożyli dużo pracy w mechanikę przemieszczania się po morzu. Pływanie okazało się bardzo satysfakcjonujące, a zarazem intuicyjne. Płynąc na fali, rozwijamy większą prędkość oszczędzając dzięki temu energię. Natomiast jeśli ją zgubimy i przyjdzie nam się piąć na jej szczyt to niestety będziemy musieli się chwilę natrudzić. Warto więc poświęcić trochę czasu aby to opanować, zwłaszcza że spiętrzona woda chroni nas również przed drobnymi skałkami czy rafami koralowymi, na których możemy uszkodzić naszą łódkę.

Wyspa początkowa pozwala nam zebrać surowce do wytworzenia pierwszej broni. Jednak po zdobyciu interesujących nas elementów, nie ma co dłużej na niej siedzieć. Kawałek dalej wypatrzymy większą wyspę, na której znajdziemy nasze mistyczne wiosło, pożywienie i trochę więcej surowców. Dzięki nim możemy wytworzyć naszą podstawową łódkę i już bez większych problemów zagłębiać się coraz to dalej w morze.

Reszta świata generuje się losowo, więc za każdym razem gdy zginiemy w trybie przetrwania musimy na nowo mapować okolice. Pierwszy rozdział oferuje nam dość powtarzalne wyspy, oczywiście możemy przepłynąć świat wzdłuż i w szerz ale najlepiej odnaleźć od razu te lokacje, na których znajdują się mistyczne wieże, a których to aktywowanie pozwoli nam przejść do następnego rozdziału.

Windbound jest dla mnie lepszą grą niż Zelda: Breath of the Wild [RECENZJA]

Kolejne rozdziały wprowadzają do gry przeróżne urozmaicenia, w tym dużo większe morze, różnego rodzaju wyspy, czy zmieniającą się pogodę. Pojawiają się też nowi przeciwnicy, nowe surowce oraz nowe pomysły na przedmioty czy bronie.

Tryb Fabuły czy Przetrwania?

Jeśli ktoś chce poznać fabułę i stosunkowo łatwo przepłynąć przez kolejne rozdziały, to na pewno może wybrać tryb fabularny. Przeciwnicy są łatwiejsi, a nasza postać wolniej traci energię dzięki czemu możemy pokonywać dłuższe dystansy. Dodatkowo wszystkie pozbierane i wytworzone elementy będą nadal na nas czekać nawet po śmierci.

Jednakże… jeśli chcecie jak ja poczuć więcej satysfakcji z kolejnych osiągnięć, poprzedzonej co prawda niemałą frustracją to polecam wybrać tryb przetrwania. Teraz musimy przygotowywać się do każdej podróży robiąc zapasy jedzenia, a na wyspach gdzie nie ma zwierząt, krzewów czy drzew dających pożywienie możemy zatrzymać się tylko na chwile. Dodaje to autentyczności broniąc nas przed nudą i monotonią, która narastałaby jeśli chcielibyśmy zajrzeć w każdy zakątek.

Windbound jest dla mnie lepszą grą niż Zelda: Breath of the Wild [RECENZJA]

Jest jeszcze jedna duża różnica w trybie przetrwania. Gdy nasza postać umrze - czy to z głodu czy podczas walki, przepada nam łódź wraz ze wszystkim co na niej przechowywaliśmy, jak i wszystkie elementy z dodatkowego inventory. To co przy nas zostaje - to fabularne przedmioty oraz rzeczy które przytrzymywaliśmy jako podręczny ekwipunek. Dlatego wszystkie bronie czy narzędzia warto przetrzymywać właśnie tam, co po śmierci pozwoli nam na szybszy start. Niestety na tą chwilę nie ma możliwości układania rzeczy w inventory, więc takie sprytne chomikowanie wymaga wyrzucania przedmiotów i podnoszenia ich w odpowiedniej kolejności.

Windbound jest dla mnie lepszą grą niż Zelda: Breath of the Wild [RECENZJA]

Może do trudniejszego wariantu przekona was fakt, że w dowolnym momencie rozgrywki możemy przełączyć go w ustawieniach tryb na fabularny. Doceniłem to zwłaszcza na początku, gdy postać nie miała jeszcze mocnych broni, a ciekawość jakie nowe surowce wypadną z wielkiego bawoła była zbyt duża.

Jak się wyleczyć i dodać sobie energii

Podstawowa mechanika gry jest jak najbardziej logiczne i powtarzalna. O ile nie musimy spać, to musimy jeść, a to jak jedzenie uzyskamy zależy od tego na jaką wyspę trafimy.

Najłatwiejszym pożywieniem jakie możemy znaleźć są grzyby i owoce. Rosną one na drzewach oraz krzewach i dość szybko pojawiają się na nowo. Minusem tak łatwego w zdobyciu pokarmu, jest niewielka wartość energetyczne i uzdrawiająca oraz stosunkowo niedługi czas to ich przydatności do spożycia.

Windbound jest dla mnie lepszą grą niż Zelda: Breath of the Wild [RECENZJA]

Drugim źródłem pożywienia są zwierzęta, zarówno lądowe jak i wodne. Na początku spotkać możemy małe listki i odyńce, do których pokonania wystarczy nam bazowy nożyk, proca czy włócznia. Ważne jest tylko aby wystarczająco blisko przekraść się do ofiary i w razie szarży zrobić unik. Później nasi przeciwnicy przemieszczają się w większych grupach i wymagają od nas walki “na raty” oraz stosowania mocniejszej broni. Jednak czym więksi przeciwnicy, tym większe kawałki mięsa dostajemy, a większe porcje dają nam więcej energii i przywracają więcej zdrowia.

Zwierzęta dostarczają skóry, kości, mięso oraz nietypowe surowce jak np. rogi. Mięso jest głównym energetycznym pokarmem dla naszej postaci, natomiast kości, skóry czy wspomniane rogi pozwalają nam na ulepszenie broni czy tworzenie bardziej skomplikowany narzędzi. Pozyskane mięso możemy zjeść na surowo (co spowoduje niewielkie zawroty głowy ale przywróci nam witalność) albo przyrządzić na ogniu czy w piecu. Przyrządzony na ogniu pokarm możemy przechowywać dłużej i warto się w niego wyposażyć na zapas, gdy planujemy pozwiedzać okoliczne wyspy.

Walka o przetrwanie i odkrywanie świata

Pierwszy rozdział odkrywa przed nami niewielką część morza z główną startową wyspą, gdzie znajdujemy tajemnicze wiosło, oraz kilkoma wyspami które musimy odwiedzić aby przejść do rozdziału drugiego. W pierwszej kolejności musimy odwiedzić trzy wyspy, na których aktywujemy mistyczne muszle skrywające kryształy. Są one potrzebne aby aktywować trzy mosty do portalu, który przenosi nas między rozdziałami.

Pod tym względem każdy z rozdziałów jest w miarę podobny, aczkolwiek poziom trudności rośnie wraz z tym, jak stopniowo przyzwyczajamy się do mechanik czy wyposażamy się w coraz to mocniejsze bronie.

Windbound jest dla mnie lepszą grą niż Zelda: Breath of the Wild [RECENZJA]

Na początku, aby wyruszyć w celu aktywowania muszli, wystarczy na dobrą sprawy mieć pełen pasek energii, ale ten aspekt szybko się zmienia. Na kolejne podróże będziemy zabierać przyrządzone mięso i podstawowe surowce niezbędne np. do rozpalenia ogniska. Trzeba wyważyć odpowiedni moment, gdy mamy wystarczająco świeżego pokarmu aby wypłynąć w poszukiwaniu kolejnej wyspy. Nie wszystkie z nich pozwalają na dłuższy postój, a pożywienie które ze sobą zabieramy powoli się psuje.

Windbound ma również system dnia i nocy. Zmieniają się one stosunkowo szybko, a dzień wypełnia większą część doby. Jak już wspomniałem nasza bohaterka nie sypia, aczkolwiek stwory na wyspach już tak. Jeśli w czasie walki zapadnie zmrok, a nasz przeciwnik straci zainteresowanie potyczką to najpewniej uda się na spoczynek. Należy go wtedy nękać, czy to z procy czy skradając się na bezpieczną odległość, bowiem podczas snu jego zdrowie się regeneruje i nasze starania pójdą na marne.

Windbound jest dla mnie lepszą grą niż Zelda: Breath of the Wild [RECENZJA]

Po zakończeniu każdego rozdziału przenosimy się poprzez portal do tajemniejszej jaskini, gdzie wraz z upływem fabuły odkrywamy historię przedstawioną na freskach oraz zyskujemy nowe umiejętności.

Wspomniane umiejętności “wykupujemy” składając ofiarę w postaci niebieskich kryształów, pozyskiwanych z muszli oraz dzbanów pozostawianych po wyspach. Dlatego warto podpływać nawet pod małe wysepki aby rzucić okiem czy gdzieś nie zostało ukryte jakieś naczynie.

Podsumowanie i moja opinia

Windbound nie prowadzi nas za rękę, pozwala nam własnym sposobem dochodzić to tego co możemy wykonywać i pozyskiwać. Wiele razy wykonywałem zupełnie zbędne czynności (np. strzelanie z procy w korony drzew), tylko po to aby sprawdzić jak funkcjonuje świat gry.

Losowo generowany świat sprawia, że czasami miejsca wyglądające na kluczowy punkt gry okazują się po prostu nietypową strukturą skał. Innym razem całkowicie niepozorne wyspy okazują się prawdziwym skarbem tylko dlatego, że obfitują w żywność i rzadkie materiały. Otwartość połączona z łatwo przyswajalną celowością i logiką realnego świata bardzo przypadła mi do gustu. Gdy zaczynałem czuć monotonię pojawiały się nowe wyspy, przeciwnicy i pomysły na majsterkowanie. Żywo byłem zainteresowany jakie udogodnienia i możliwości przyniesie nowa rozbudowa łodzi lub próbowałem zgadnąć jakie będą kolejne urozmaicenia w mechanice.

Dzięki temu gra od razu mnie wciągnęła. Nie przeczę przy tym, że pod względem estetyki i wielu mechanik, gra pełnymi garściami czerpie z Zeldy BoTW. Dostajemy jednak kompletnie inna przygodę, a świat który odkrywamy jest ciekawy. Każdy element ma swoje znaczenie - nie ma tu mechanik, które zostały zaimplementowane wyłącznie dlatego, że się dało. Osobiście polecam ten tytuł.