Windows Vista Capable - proces, którego mogło nie być

Z punktu widzenia Microsoftu odpowiedź jest oczywista: bo Aero był głównym filarem Visty. Dla Intela zaś był to horror: chipsety graficzne z serii 900 (Intel Graphics Media Accelerator 900) to tak naprawdę dość archaiczne i niezwykle słabe układy. I o nich, i o ich poprzednikach twórcy gier wypowiadają się niezbyt pochlebnie (patrz też "Epic: 'Ruchy Intela niezbyt nam się podobają'").

Z jednej strony nie było szans, żeby obsłużyły one interfejs Aero (przestarzała architektura). Z drugiej - w 2006 roku montowano je w większości notebooków, stanowiły więc olbrzymi odsetek sprzedawanych urządzeń.

Microsoft znalazł się między młotem a kowadłem: mógł utrzymać wymóg posiadania driverów WVDDM i sprawić, by logo "Vista Capable" pojawiało się na komputerach niezwykle rzadko (na rynku układów graficznych Intel jest potentatem).

Mógł też pójść na rękę Intelowi i uczynić WVDDM jedynie zaleceniem. Tym samym chipsety i910/i915 otrzymywałyby logo "Windows Vista Capable", klienci kupowaliby sprzęt z myślą, że w przyszłości poradzi sobie z Vistą, udział następcy XP mógłby błyskawicznie wzrosnąć tuż po premierze (możliwość przeprowadzenia darmowego upgrade).

Wydawało się, że ta druga opcja jest znacznie lepsza: skorzystałyby na niej wszystkie firmy zainteresowane nakręceniem sprzedaży, a użytkownicy... cóż, mogli dokładniej czytać informacje zamiast kupować notebooki kierując się obrazkami.

Co jednak ciekawe, Microsoft wybrał pierwszą drogę. Tak przynajmniej wydawało się szefowi marketingu, Rajeshowi Srinivasanowi. Sądząc z ujawnionej dokumentacji (patrz 158-stronicowy plik PDF), to samo też przez bardzo długi czas myślał Jim Allchin, który nawet zapewniał HP, że wymóg kompatybilności z WVDDM nie zostanie porzucony.

Z czasem wyszło na jaw, że się mylili: ostatecznie wybrano drugą opcję. Kompatybilność z WVDDM była wyłącznie zaleceniem, tak więc logo "Windows Vista Capable" mogło pojawić się nawet na notebooku z chipsetem z serii GMA900. Oczywiście jego właściciel o Aero mógł tylko pomarzyć...

Co dalej?

Pierwsze przesłuchania w sprawie wyznaczono na październik 2008 roku, a ujawnianie dalszych dowodów wstrzymano w miniony piątek na prośbę Microsoftu, który podważył wniosek o nadanie sprawie statusu procesu zbiorowego.

Jeśli jednak sprawa wróci do sądu, można się spodziewać, że Microsoft przegra - i poniesie konsekwencje za wprowadzające w błąd kampanie marketingowe. Gdy piątkowa apelacja zostanie oddalona i przegra proces zbiorowy, odszkodowania mogą być olbrzymie, a ujawnione dokumenty - druzgocące dla wielu firm mniej lub bardziej bezpośrednio związanych z Redmond.

Czy to dobrze? Patrząc z punktu widzenia użytkownika, raczej tak. Fakty dotyczące problemów ze sterownikami, wzajemnych powiązań i, o dziwo, ludzkich twarzy pracowników korporacji zwykle pozostają ukryte. Dzięki "Windows Vista Capable" mamy je jak na dłoni. Oby te błędy nie powtórzyły się w przyszłości - Windows 7 coraz bliżej.