Wirtualny pieniądz – realne wyzwania


Portfele Bitcoin – pieniądze bez twarzy

Wszystkie cyfrowe pieniądze to nienamacalna unikatowa wartość matematyczna, tzw. klucz. Używając oprogramowania transakcyjnego, pojedynczy bitcoin można dzielić aż do jednej stumilionowej części (najmniejsza jednostka to satoshi), co umożliwia transakcje na drobne kwoty – np. płatność za kawę w jednym z coraz częściej akceptujących kryptowaluty lokali w realnym świecie.

Poza rosnącą liczbą placówek akceptujących płatności bezpośrednio w bitcoinach o jego wartości stanowi też możliwość wymiany na tradycyjne środki płatnicze. Poza transakcjami indywidualnymi między członkami sieci obrót na wielką skalę odbywa się na parkietach wyspecjalizowanych giełd, (tokijska Mt. Gox jest największa na świecie). To właśnie wahania kursu na tych wirtualnych marketach lub włamania do ich portfeli stanowią tło większości sensacyjnych doniesień medialnych o bitcoinie.

Zobacz również:

  • Powstanie Bitcoin City. To nie żart
  • Energetyczny kryzys dużego kraju. Powód? Górnicy!

Pierwszą niewirtualną transakcją z użyciem bitcoina było zamówienie w maju 2010 dwóch pizz za 10 tys. bitcoinów przez amerykańskiego programistę Laszlo Haynecza. Odbyło się to w dwóch etapach: Haynecz przesłał swoje środki członkowi sieci z Wielkiej Brytanii, który do złożenia zamówienia w pizzerii na Florydzie użył własnej karty kredytowej.

W posiadanie bitmonet można wejść na trzy sposoby: „kopiąc”, kupując za realną walutę i przyjmując w ramach rozliczeń za oferowane przez siebie towary lub usługi. Do korzystania z bitcoinów niezbędny jest portfel. Jest to, najprościej mówiąc, plik w formacie akceptowanym przez system sieci Bitcoin, zawierający - podobnie jak jego realny odpowiednik noszony w kieszeni - zasoby finansowe użytkownika. W odróżnieniu od prawdziwego zawiera także całą historię operacji przeprowadzonych z jego użyciem (np. wpłat, darowizn, przelewów).

Portfel można założyć kilkoma kliknięciami za pomocą jednej z wielu dostępnych aplikacji (np. MultiBit do Windows czy Bitcoin Paranoid do Androida) lub przechować online bezpośrednio w serwisach transakcyjnych, z których godne polecenia to np. blockchain.info czy coinbase.com). Nie ma ograniczeń co do liczby posiadanych repozytoriów, między którymi można przenosić środki. Istnieje możliwość przechowywania portfeli zarówno online, jak offline. Do bieżącej aktywności w sieci lepiej używać podręcznego portfela online z niewielką liczbą bitmonet, a cały istotny kapitał przechowywać w pliku na nośniku niepodłączonym do internetu.

Do każdego portfela są przypisane dwa klucze. Publiczny pełni funkcję analogiczną do adresu e-mail czy numeru konta. Podawany jest jako identyfikator docelowego miejsca transferu środków. Widoczny jest jako alfanumeryczny ciąg długości 27–34 znaków, zaczynający się z od cyfry 3 lub 1, np. 31uEbMgunupShBVTewXjtqbBv5MndwfXhb. Klucze publiczne, z uwagi na swoją długość i możliwość przekłamań podczas wpisywania, są często udostępniane w postaci łatwiejszych do zeskanowania kodów QR. Drugi klucz – prywatny – pełni funkcję hasła. Jest ono niezbędne do zlecenia transferu pod wskazany adres (trzeba jeszcze podać unikatowy identyfikator przesyłanych środków) czy akceptacji przelewów.

Mimo że wszystkie transakcje kiedykolwiek przeprowadzone w sieci są dostępne w łańcuchu bloków i można określić portfele biorące w nich udział, nie ma żadnej możliwości zidentyfikowania osoby posługującej się nimi (zakładanie portfela i korzystanie z niego są całkowicie anonimowe). Poza gwarancją ukrycia tożsamości posiadacza przed osobą niepowołaną rodzi to także ryzyko bezpowrotnej utraty środków po zagubieniu klucza. Pod koniec roku 2013 głośna była historia Brytyjczyka, który przetrząsał ogromne wysypisko śmieci w poszukiwaniu starego dysku twardego, który pochopnie wyrzucił. Po latach przypomniał sobie, że był tam zapisany portfel z bitcoinami o aktualnej wartości siedmiu i pół miliona funtów.

Jednak właścicielowi bitmonet może się przytrafić coś gorszego. Od początku funkcjonowania cyfrowej waluty wirtualne portfele były na celowniku hakerów, szukających niezaszyfrowanych plików podczas losowego skanowania komputerów w sieci. Szczególnie wiele ataków odnotowano jesienią 2013 roku. W serwisie Inputs.io, który przechowywał portfele klientów, doszło do utraty 4100 jednostek, wartych w chwili ataku ok 1,2 miliona dol. Włamanie na serwery pośrednika płatności BIPS oznaczało utratę 1295 jednostek. Z kolei na naszym rynku głośne było włamanie i skuteczne przejęcie środków online na bidextreme.pl – jednej z czołowych giełd obrotu kryptowalutami w Polsce. Skończyło się to wystawieniem serwisu na sprzedaż, z której przychód ma wyrównać użytkownikom poniesione straty. Do połowy stycznia 2014 roku – bez powodzenia!

Włamania to nie wszystko. Okazuje się, że pomysł wielkiego oszustwa rodem z filmu „Vabank” sprawdza się i dziś, co przetestowali właściciele zarejestrowanej w Hongkongu giełdy GBL. Podobnie jak wiele innych serwisów mieli dostęp do portfeli cyfrowych walut internautów i przez kilka miesięcy, budując zaufanie, pośredniczyli w ich transakcjach, by pod koniec października rozpłynąć się w powietrzu wraz równowartością 4 mln dolarów. Poza naiwnością inwestorów było to możliwe także z racji braku powszechnych, jasnych przepisów regulujących obrót bitwalutą, co pozwala na uruchamianie usług finansowych dla tego rynku bez spełniania norm, jakie regulują funkcjonowanie banków i giełd.

W świetle tego pozytywną nowością jest powstanie w styczniu br. firmy Elliptic Vault – specjalizującej się w profesjonalnym ubezpieczaniu portfeli bitcoinów przed utratą czy kradzieżą. Mimo że sam mechanizm sprowadza się do wielopoziomowego backupu z szyfrowaniem, to objęcia rynku bitcoinów ochroną oznacza jego dalsze „cywilizowanie się” i pozwala na równouprawnienie względem innych instrumentów finansowych. Co prawda istnieje obawa, że podążanie w kierunku zrównania bitcoina z pieniądzem tradycyjnym pozbawi go zasadniczej atrakcyjności, która pozwoliła osiągnąć taki sukces.