Wirtualny pieniądz – realne wyzwania


Pitaval cyfrowy

Efektywny mimo abstrakcyjności pieniądz wirtualny bardzo szybko opuścił krąg pasjonatów kryptografii. Ze względu na niektóre cechy - absolutna anonimowość uczestników operacji, swobodny obrót bez nadzoru instytucji finansowych czy rządowych, prostota błyskawicznego przenoszenia środków między portfelami – został ogromnie doceniony przez podziemie kryminale. Niezależnie od tego, że kryptopieniądz jest idealnym narzędziem do prania realnych pieniędzy na dowolną skalę, od dawna stał się także środkiem rozliczeń na czarnym rynku w anonimowej sieci TOR (tzw. Darknet), gdzie płaci się nim za narkotyki, broń czy dokonanie przestępstwa, włącznie z morderstwem na zlecenie.

Największym i najbardziej znanym (ale też jednym z bardzo wielu) miejsc kontaktu przestępczego podziemia był Jedwabny Szlak (Silk Road) – forum transakcji obrotu narkotykami. Jego obroty w chwili namierzenia założyciela i likwidacji serwisu przez FBI w październiku ubiegłego roku, szacowano 15 milionów-1 miliard dolarów rocznie! Tak duży przedział wynika ze specyfiki rynku oraz wahań kursu bitcoina, jednak daje dobre wyobrażenie o skali zagadnienia.

Zobacz również:

  • Powstanie Bitcoin City. To nie żart
  • Energetyczny kryzys dużego kraju. Powód? Górnicy!

Sensacyjnym, choć tajemniczym tropem sugerującym powiązanie samej genezy bitcoina z zamysłem wykorzystania go jako środka rozliczeń w nielegalnym obrocie, jest powiązanie twórcy Silk Road Rossa Williama Ulbrichta z „ojcem założycielem” bitmonet Satoshi Nakamoto. Analiza logów transakcji konta Ulbrichta wykazała przelew o charakterze inwestycyjnym w wysokości 1000 bitcoinów z portfela założonego cztery dni po wydobyciu pierwszego „bloku genezy”. Bez wątpienia należy do kogoś bardzo blisko związanego z powstaniem bitcoinów. Czy do samego Nakamoto – zapewne nigdy się nie dowiemy.

O ile sama waluta pozwala kryminalistom umykać wymiarowi sprawiedliwości, o tyle korzystanie z niej jest niezbyt bezpieczne, paradoksalnie za sprawą innych wyspecjalizowanych przestępców. Bez pardonu wykorzystują oni wszelkie możliwe luki do przejęcia środków, niezależnie od tego, czy należą do „białego kołnierzyka”, czy do kolegi po fachu. Kradzieżą 5400 bitcoinów, powodującą spektakularny krach i zamknięcie serwisu, zakończył się na początku grudnia 2013 roku atak na Sheep Market – następcę Jedwabnego Szlaku. Mniej lub bardziej groźne włamania, oszustwa i przejęcia środków mają za sobą chyba wszystkie strony tego rodzaju.

Jednakże skala prowadzonych interesów i żywotność tego świata, o której świadczą zarówno mnogość powstających forów i stron, jak i skala obrotów, pozwalają przypuszczać, że kryptowaluty zadomowiły się już w podziemnym świecie.

Pewna inwestycja czy bańka spekulacyjna?

Czynnikiem decydującym o popularności cyfrowego pieniądza jest też prostota jego wykorzystania jako długo- czy krótkoterminowej inwestycji. W skali makro, od momentu swego powstania, jego wartość cały czas rośnie, osiągając obecnie wiele tysięcy procent kwoty wyjściowej.

Latem 2011 roku, gdy istnienie cyfrowej waluty dotarło świadomości ogółu, kurs bitcoina wzrósł z 5,5 do 32 dol., by cztery miesiące później spaść poniżej 2 dol. za jednostkę (co zdaniem krytyków jest najlepszym przykładem podatności tej waluty na spekulację). Od tamtej pory aż do rekordowego grudnia 2013 roku, gdy osiągnięto 1200 dol. za 1 bitcoina, obserwuje się stały wzrost wartości z chwilowymi wahaniami.

Jeden z największych skoków wzrostu związany był z kryzysem cypryjskiego systemu bankowego wiosną ubiegłego roku, co spowodowało szukanie nowych metod zabezpieczania kapitału „szarej strefy”.

Skutkiem ubocznym ogromnego zwyżkowania wartości bitcoinów pod koniec 2013 roku była jednak oficjalna negatywna rekomendacja posługiwania się nimi do rozliczeń i delegalizacja operacji w bitmonetach przez centralne banki Chin i Francji. Dla równowagi Niemcy w sierpniu 2013 roku zaakceptowały oficjalnie bitcoina i uznały za pełnoprawną jednostkę w rozliczeniach między użytkownikami indywidualnymi (chciano w ten sposób opodatkować „wydobycie” bitcoinów). Dowodzi to, że mimo entuzjastycznych prognoz świat finansów wciąż nie zdecydował, czy odrzucić kryptowaluty, czy je zaakceptować.

Jednak analitycy ostrzegają: po każdej hossie przychodzi bessa. Wzrost wartości bitcoina nie potrwa wiecznie, a wtedy będziemy czytać o zrujnowanych inwestorach, którzy oszczędności życia ulokowali w niepewnej walucie. Elastyczność bitcoina stanowić może też zagrożenie, z racji podatności na spekulacje. Nieuzasadniony wzrost wartości bez realnego zabezpieczenia zawsze szkodzi gospodarce.