Wizjonerzy czy szarlatani? Część 1: Bill Gates

Bezpieczeństwo? Eeee, nie warto

Ciekawe wnioski może przynieść analiza zmian podejścia Billa Gatesa do spraw bezpieczeństwa. Jeszcze w czasach Windows 2.11 mówił on: "Programy Microsoftu są generalnie wolne od błędów. Jeżeli odwiedzisz miejsce, w którym działa nasza "gorąca linia", będziesz musiał spędzić tak długie tygodnie zanim usłyszysz, że ktoś dzwoni zgłaszając nam "buga". 99,9% telefonów i błędów wynika z pomyłek użytkowników. Nie znam żadnego mniej odpowiedniego powodu do aktualizacji oprogramowania niż naprawa błędów. Prawdziwym powodem aktualizacji musi być przedstawianie nowych możliwości oprogramowania.". Tylko jak takie stanowisko pogodzić z "patchowymi wtorkami", czyli comiesięcznymi publikacjami, łatającymi kolejne dziury w różnych wersjach Windows?

Nasi czytelnicy zdecydowanie bardziej lubią Torvaldsa niż Gatesa

Nasi czytelnicy zdecydowanie bardziej lubią Torvaldsa niż Gatesa

Takie nieścisłości wzbudzają szczególną furię, zwłaszcza właścicieli maszyn, które padły ofiarą błędów, ciągle wykrywanych w oprogramowaniu MS. Mimo nieustannej pracy programistów, niemal każdego miesiąca w Sieci pojawiają się informacje o kolejnym błędzie. Dodatkową frustrację wzbudzać mogą oświadczenia niektórych przedstawicieli firmy, niemal cytujących nieaktualne już przecież wypowiedzi swojego byłego szefa. Ile to już razy słyszeliśmy, że to, co przez cały świat uznane było co najmniej za groźną dziurę, w oświadczeniach prasowych nazywane było "standardową właściwością przeglądarki". Niestety wizerunek zimnego, nie liczącego się z klientami monopolisty odbija się też na samym Gatesie. W pojedynku, przeprowadzonym przez PC World a będącym swego rodzaju sondażem popularności, naczelny architekt oprogramowania potężnego Microsoftu zdecydowanie przegrywa z twórcą Linuksa, Linusem Torvaldsem. Jednocześnie jednak większość czytelników wolałaby znaleźć się na miejscu tego pierwszego. Czyżby przekonywały ich miliony na koncie?

Czytelnicy PC Worlda woleli by zamienić się z Gatesem niż twórcą Linuxa

Czytelnicy PC Worlda woleli by zamienić się z Gatesem niż twórcą Linuxa

A jednak miał rację:

Złośliwy uśmiech powinien jednak zniknąć z twarzy tych, którzy już w myślach szydzą z jednego z najbogatszych ludzi na świecie. Dotyczy to w szczególności ludzi, którzy ten tekst czytają dzięki jednemu z agregatorów RSS. Już w 2000 roku, Gates, w eseju "Shaping the Internet age", prorokował niesamowity rozwój technologii XML, na której przecież RSS się opierają. Pisał wtedy: "XML 'odblokuje' informacje tak, że będą mogły być organizowane, programowane, edytowane i wymieniane z poziomu innych, niż oryginalne, stron i urządzeń". Twierdził, że kolejna generacja Internetu i narzędzi z nim związanych będzie opierać się przede wszystkim na programach pisanych specjalnie do obsługi sieci (w ten sam sposób, w jaki pisane są dla komputerów osobistych), które przeszukiwać będą witryny, zbierając informacje i usługi, a w konsekwencji przekazując je w formie, jaka najbardziej odpowiada indywidualnemu użytkownikowi. Agregatory aktualności są niczym innym, jak właśnie tego typu oprogramowaniem...

Kolejną rzeczą, co do której nie pomylił się Gates we wspomnianym artykule, jest niesamowity rozwój Internetu jako głównego, lub jednego z głównych źródeł informacji. Założyciel Microsoftu już wtedy przekonany był o tym, że na początku XXI stulecia infrastruktura sieci ogromnie się rozwinie. Trzeba przyznać, że choć nie stało się to tak szybko, jak przewidywał, to wszystko jest na dobrej drodze (vide IPv6, czyli jak zadowolić cały świat).

Przewidział także to, jaką rolę we współczesnym społeczeństwie informacyjnym elektroniczne pamiętniki, tzw blogi: "Myślę, że blogging jest super-ważny, musimy robić pod tym kątem dużo więcej oprogramowania. Fenomenalne jest to, że właśnie wprowadziliśmy w fazę beta-testów coś co nazwaliśmy MSN Spaces. Użytkownicy będą mogli robić tam wszystko [...] pisać blogi, ustalać, kto ma do nich dostęp i kto ma być o nich informowany" - mówił na długo przed uruchomieniem portalu. Tu znowu dał się zauważyć przebłysk geniuszu, może nie do końca proroczego (tak naprawdę apogeum rozwoju blogów nastąpiło dzięki relacjom na żywo z oblęzonego Bagdadu) ale na pewno marketingowego. MSN Spaces okazało się strzałem w dziesiątkę.