Z osiemnastką do twarzy


Canon PowerShot G9

Przez ostatnie lata modele Canona regularnie gościły na pierwszych miejscach wielu rankingów. Sporo wskazuje na to, że zaczynają ustępować miejsca produktom konkurencji. Aparat G9 - bezpośredni następca pokazanego w ubiegłym roku modelu G7- niewiele różni się od poprzednika. Nadal jest to duża, ciężka, źle leżąca w dłoni (bo pozbawiona rękojeści) „kostka". Producent zastosował sensor o większej rozdzielczości - zamiast 10 milionów pikseli aparat rejestruje teraz 12 milionów. W gruncie rzeczy dla większości użytkowników nie ma to wielkiego znaczenia - rzadko jest okazja skorzystać z tak dużej dokładności sensora. Obiektyw nieznacznie zmody? kowano ze względu na zastosowanie matrycy CCD o innej wielkości (jej przekątna wynosiła 1/1,8 cala, teraz nieco więcej, 1/1,7). Mody? kacja optyki miała na celu zachowanie ekwiwalentu ogniskowej - pozostaje on w zakresie 35-210 mm. To kolejna - prócz fatalnej obudowy

- wada omawianej cyfrówki. Zaawansowany kompakt powinien dysponować dużo szerszym obiektywem, minimum z 28-milimetrową ogniskową. Optyka zastosowana w modelach G7 czy G9 znacznie ogranicza funkcjonalność aparatu, co szczególnie daje się we znaki podczas fotografowania architektury czy krajobrazu.

Z osiemnastką do twarzy

Nikon Coolpix L11- jeden z najtańszych markowych aparatów cyfrowych. Można go kupić już za niewiele ponad 400 złotych.

W porównaniu z modelem G7 aparat zyskał nieco większy wyświetlacz LCD (o 3-calowej przekątnej) oraz możliwość zapisu w formacie RAW. Tej ostatniej cechy pozbawiono poprzednika, co wśród użytkowników cyfrówek z tej serii wywołało spore zaskoczenie.

Sterowanie ustawieniami również nie budzi w nas | zachwytu. Producent nie zastosował wygodnych kółek zmiany wartości, które z reguły lokalizuje się w okolicy przyci-1 sku spustu migawki. Funkcję tę, 1 podobnie jak w poprzednim

modelu, pełni przejęte z lustrzanek EOS koło, znajdujące się w centralnej części tylnej płaszczyzny aparatu i okalające zespół przycisków nawigacyjnych. Jest bardzo użyteczne w lu-strzance, której korpus ma zupełnie inny kształt, natomiast w omawianej konstrukcji, ze względu na inne wyważenie korpusu oraz brak rękojeści, nie sprawdza się tak dobrze, jak małe kółko umieszczone przed lub za przyciskiem spustu migawki. Problem z ustawieniem parametrów tą metodą daje się we znaki głównie wtedy, gdy trzyma się aparat jedną ręką, nie podtrzymując korpusu drugą - zmiana czasu ekspozycji czy przesłony jest wówczas wyjątkowo niewygodna.

Konstrukcja aparatu ma nie tylko wady. Można znaleźć i zaletę - tak jak w modelu G7, na górze znajduje się bardzo przydatne koło ustawiania czułości.

Całkiem dobrze oceniliśmy Canona za ostrość rejestrowanego obrazu. Rozczarowała nas jednak dynamika i poziom szumów - po raz kolejny okazuje się, że zbyt duża liczba fotokomórek na małej matrycy kompaktów stwarza producentom coraz większy problem.

Samsung L77

To aparacik, który można by zaklasy? kować do grupy slim, czyli charakteryzujących się bardzo niewielką grubością (tylko 21 mm). Konstruktorzy zastosowali rozwiązanie optyczne, dzięki czemu obiektyw uruchomionego aparatu nie wystaje poza płaszczyznę korpusu. Należy zwrócić uwagę, że nie zastosowano typowego dla tej grupy cyfrówek zoomu o trzykrotnym współczynniku przybliżania. Optyka L77 pracuje w zakresie ogniskowej odpowiadającej 38-266 mm, czyli może przybliżać i oddalać motyw aż 7-krotnie.

Z osiemnastką do twarzy

Olympus SP-560UZ - aparat kompaktowy wyposażony w osiemnastokrotny zoom optyczny.

Aparat Samsunga jest lekki i bardzo dobrze leży w dłoni. Korzysta się z niego podobnie, jak z innych cyfrówek tego producenta czy kompaktów Canona. Menu podzielone jest na główne oraz podręczne. Pierwsze służy do ustawiania rzadziej używanych opcji i parametrów, drugie zaś pozwala na szybkie dostosowanie podstawowych funkcji, jest wywoływane przyciskiem Fn i transparentne - można się nim posługiwać, nie tracąc podglądu rejestrowanej sceny. Po prawej stronie ekranu w kolumnie można rozwijać następujące elementy menu podręcznego: kompensację ekspozycji, pro? l balansu bieli (jest także opcja ręcznego kalibrowania), czułość, tryb pracy migawki, metodę pomiaru światła (wielopunktowy, punktowy, centralno-ważony), stopień kompresji JPEG oraz rozdzielczość obrazu. Niestety, producent nie przewidział szybkiego dostępu do funkcji kompensacji naświetlania. Jak wspomniano wyżej, da się nią sterować z menu podręcznego. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie odpowiedniego przycisku.

Na pleckach aparatu usytuowano za to grupę przycisków do nawigacji. Każda ze „strzałek" pełni funkcję skrótu do czterech wybranych funkcji: włączania $ esza, trybu makro, samo-wyzwalacza oraz eliminowania alfanumerycznych informacji z ekranu (po naciśnięciu górnej „strzałki" na LCD zostaje tylko informacja o liczbie pozostałych klatek). Do sterowania ogniskową służy usytuowana pod kciukiem dźwigienka zoomu. Za wadę konstrukcji Samsunga należy uznać lokalizację lampy błyskowej -$ esz znajduje zbyt blisko minirękoje-ści i podczas fotografowania można go przesłonić palcem. Do zalet zaliczamy opcję zmiany ogniskowej podczas kręcenia 2 lmów - wiele modeli pozwala jedynie na zbliżenie cyfrowe lub w ogóle nie jest to możliwe w trakcie rejestracji 2 lmu.

Pod względem jakości obrazu to najlepiej oceniony aparat w swojej grupie cenowej. Mimo to nie błysnął w żadnej z prób przeprowadzonych w laboratorium. Sukces polega raczej na utrzymaniu pewnego poziomu w każdej z nich.