Zakażony freeware

Pod płaszczykiem freeware'u przedostają się do komputerów tysięcy użytkowników szkodniki typu spyware, badware i crimeware. Przeczytaj, jak je demaskować i jak się przed nimi chronić.


Pod płaszczykiem freeware'u przedostają się do komputerów tysięcy użytkowników szkodniki typu spyware, badware i crimeware. Przeczytaj, jak je demaskować i jak się przed nimi chronić.

Bezpłatne oprogramowanie cieszy się ogromną popularnością. W końcu freeware niekiedy dorównuje komercyjnym aplikacjom, a przy tym nie opróżnia portfela. Kiedyś niektóre narzędzia finansowały się z adware, które np. wyświetlały bannery w oknie aplikacji. Jednak z upływem czasu moduły reklamowe stały się coraz bardziej wścibskie. Zaczęły spisywać witryny internetowe odwiedzane przez użytkowników i pojęcia wpisywane w wyszukiwarkach internetowych. Większość internautów zaczęła się odwracać od szpiegujących programów, zaś spadek popularności przyczynił się do stopniowego zaprzestania ich publikacji.

Tymczasem od pewnego czasu użytkownicy zwracają mniejszą uwagę na ochronę swojej prywatności. Zauważyli to twórcy programów freeware, umieszczając w nich znowu dodatkowe moduły o wątpliwej użyteczności.

Poza tym, pojawiły się aplikacje, które deklarują bezpłatne zabezpieczanie komputera, a w rzeczywistości naciągają użytkownika na zakup komercyjnej wersji. Nie informują go rzecz jasna, że de facto nie przynoszą żadnych korzyści. W poniższym artykule przedstawiamy obecną sytuację w sektorze oprogramowania finansowanego reklamami freeware, adware i spyware, a także innych potencjalnie niepożądanych modułów. Ponadto informujemy, jak chronić się przed niebezpieczeństwami, które czyhają pod płaszczykiem bezpłatnych dobrodziejstw.

Zainfekowane freeware

Zakażenie na żądanie

Pojęcie programów freeware finansowanych reklamami zyskało bardzo negatywny posmak - do tego stopnia, że większość użytkowników rezygnuje z instalowania ich w swoich komputerach. Z tego powodu programiści zaczęli dokładać wszelkich starań, aby ich produktom nie przyszyto takiej łatki.

Firefox. Dużym sprytem wykazali się twórcy przeglądarki internetowej Mozilla Firefox. Umieścili na pasku narzędzi tego programu pole do wyszukiwania danych w Internecie, które domyślnie jest ustawione na serwis Google. Większość użytkowników uważa to za przydatną funkcję. Mało kto dostrzega, czym w pierwszym rzędzie jest to pole dla Mozilli - źródłem finansowania tej organizacji z przychodów reklamowych. Przekazując Google'owi zapytanie wydane przez użytkownika, Firefox dołącza swoją sygnaturę. Rozpoznasz to po adresie przywoływanym przez Firefoksa. Na końcu znajduje się ciąg znaków rls=org.mozilla:pl:official& client= firefox. Jeśli w dalszym etapie poszukiwań klikniesz na liście wyników link sponsorowany, zarobi na tym - i to całkiem nieźle - nie tylko Google, lecz również Mozilla Corporation. Spółka ta istnieje od roku 2005 i jest w stu procentach afiliowana przez organizację non profit Mozilla Foundation. Jako organizacja użyteczności publicznej jest zobligowana publikować swoje przychody i wydatki. Kooperacja z serwisami wyszukiwania (przede wszystkim z Google) przyniosła jej w 2005 r. zyski w wysokości 50,5 miliona dolarów, a w 2006 r. jeszcze większe, na poziomie 61,5 miliona. Przed zawarciem umowy z Google łączne dochody Mozilli osiągały znacznie niższy pułap. Na przykład w 2004 r. wynosiły 5,8 miliona dolarów, a rok wcześniej zaledwie 2,4 miliona. Szczegółowy raport w postaci pliku PDF możesz pobrać spod adresu www.mozilla.org/foundation/documents/mf-2006-audited-financial-statement.pdf (rozmiar pliku: 55 KB).

Nasza opinia. Uważamy, że nie można zarzucać <czego?> autorom Firefoksa, którzy wstawili pole wyszukiwania na pasku narzędzi. W ten sposób zwiększyli wygodę obsługi programu, i jest to w porządku, nawet jeśli zarobi na tym Mozilla. Organizacja ta nie zbiera ani nie przechowuje osobistych danych użytkowników, co ma miejsce w wypadku wielu pasków wyszukiwania.

Paski wyszukiwania - infekcja w granicach tolerancji

Etap 1. Okno reklamowe fikcyjnego narzędzia antyspamowego nakłania użytkownika do kliknięcia.

Etap 1. Okno reklamowe fikcyjnego narzędzia antyspamowego nakłania użytkownika do kliknięcia.

Paski wyszukiwania dołączane do instalatorów freeware'u rozpowszechniają się ostatnio niczym groźna zaraza. Zagnieżdżają się w przeglądarkach internetowych Internet Explorer czy Firefox. Nie są składnikiem programu freeware, lecz mieszczą się w jego pakiecie instalacyjnym.

Uważając w trakcie instalowania programu freeware, możesz uniemożliwić wgranie nowego paska wyszukiwania. Porządni autorzy aplikacji freeware oferują taką możliwość - wystarczy usunąć odpowiednie pole wyboru na liście instalowanych składników. Mimo wszystko wielu użytkowników toleruje takie rozwiązanie, bo większość wspomnianych pasków przynosi im pewne korzyści.

Etap 2. Po kliknięciu internauta znajduje się w witrynie, z której może pobrać program antyspamowy.

Etap 2. Po kliknięciu internauta znajduje się w witrynie, z której może pobrać program antyspamowy.

Dobry przykład wiązania paska wyszukiwania z bezpłatnym oprogramowaniem stanowi DivX for Windows 6.7, który nawet w wersji shareware zawiera pasek wyszukiwarki Google. Jako dodatkowe funkcje wnosi m.in. kontrolę pisowni i usługę Google Docs & Spreadsheets. Przegląd wszystkich funkcji znajdziesz pod adresem www.google.com/support/firefox/bin/static.py?page=features.html&v=3.

Tymczasem akurat pasek Google'a spotyka się z dużą krytyką specjalistów od ochrony danych. Włączając takie funkcje jak Page Rank, sprawdzanie pisowni, Auto Link bądź tłumaczenie słów, użytkownik automatycznie zgadza się na przekazywanie serwisowi Google informacji o swoich preferencjach internetowych.

Etap 3. Na ekranie pojawia się zwyczajne okno pobierania pliku.

Etap 3. Na ekranie pojawia się zwyczajne okno pobierania pliku.

Nasza opinia. Zaletą Google'a jest to, że przedstawia wiele informacji o charakterze gromadzonych przez siebie danych. Są one zamieszczone np. w witrynie poświęconej ochronie danych w połączeniu z paskiem Google Toolbar (www.google.com/support/firefox/bin/static.py?page=privacy.html). Od listopada zeszłego roku jest ponadto dostępny specjalny kanał wideo w serwisie YouTube (www.youtube.com/googleprivacy). Mimo tych działań wielu użytkowników uznaje potencjał danych pozyskiwanych przez Google'a za niebezpieczny i unika paska wyszukiwania.