Zasilacze awaryjne. Czy warto korzystać z UPS?


Eaton Ellipse MAX 850 USBS

Eaton Ellipse MAX 850 USBS

Zalety:

- długi czas pracy na baterii

- oryginalne wzornictwo

Wady:

- wysoka cena

- zbyt wielki zakres wytwarzanego napięcia

Eaton Ellipse MAX 850 USBS

Wśród wielu coraz mocniejszych zasilaczy z serii Ellipse MAX model o mocy pozornej 850 VA i czynnej 550 W jest pierwszym z dwoma bateriami. Oczywiście to dobrze, bo bardzo wydłużył się czas podtrzymania obciążeń, niewielkich jak na tę pojemność. Zamiast kilku minut wchodzi w grę kilkanaście. Niestety dłużej także trwa ładowanie. Podobnie jak poprzednio, zamiast kilku mamy kilkanaście, tyle że godzin. Powiększyła się obudowa, a z nią liczba gniazdek. Teraz są cztery formatu komputerowego z zabezpieczeniem bateryjnym i tyle samo chronionych jedynie przed przepięciami.

USBS w nazwie zasilacza informuje o możliwości komunikowania się z komputerem przez USB albo RS-232. Z powodu braku wyświetlacza dostarczany z zasilaczem program Solution-Pac pozostaje jedynym sposobem poznania stanu baterii. To bardzo ważne, jeśli po zaniku napięcia masz zamiar skorzystać z długiego podtrzymania oferowanego przez zasilacz.

Na przetrwanie

Nietypowe cechy zasilacza zostały potwierdzone w teście. Obciążenie 400 W Ellipsa z pełnymi bateriami wytrzymała przez 10 minut, najdłużej z testowanych urządzeń. Ale po dwugodzinnym ładowaniu ten czas skrócił się też najbardziej ze wszystkich, aż o połowę. Urządzenie ma dwa stopnie AVR, jeden podwyższa napięcie o 13, drugi obniża o 11%. Ale korzyści z nich są niewielkie. Punkty przełączania dobrano nie najlepiej, w rezultacie zasilacz wytwarza napięcie w bardzo szerokim przedziale, od 182 do 263 V, a wspomaganie obejmuje tylko wąskie zakresy napięć obok maksymalnego i minimalnego. To poważna niedoróbka i można się obawiać, czy wszystkie odbiorniki okażą się wystarczająco tolerancyjne dla tak wielkiego zakresu.

Falownik elipsy wytwarza napięcie w kształcie prostokątnym. W momencie zaprzestania zasilania z zewnątrz przejście z sinusoidy na ten kształt odbywa się niezbyt szybko i precyzyjnie. Przerwa trwa ponad połowę okresu, przez następny następuje dopasowanie fazy. Na diagramie napięcia pojawiają się szpilki, na szczęście o niewielkiej amplitudzie.

Gembird UPS-PC-652A

Gembird UPS-PC-652A

Zalety:

- niska cena

- dobry AVR

- poprawny kształt napięcia

Wady:

- ascetyczne wyposażenie

- wolne przełączanie na baterię

- brak ochrony przeciwprzepięciowej

Gembird UPS-PC-652A

Tylko minimum

Gembird UPS-PC-652A jest zbudowany w topologii interaktywnej i może zabezpieczyć odbiorniki o łącznej mocy pozornej 650 VA albo czynnej 390 W.

W zasilaczu trudno znaleźć jakieś zbędne gniazdko albo diodę, na którym by można oszczędzić. Nie licząc samej centrali urządzenia, która pozwala mu pracować w trybie interaktywnym i poprawiać niektóre wady napięcia bez przechodzenia na pracę bateryjną. Zasilacz ma tylko dwa gniazdka formatu komputerowego przełączane w razie potrzeby na pracę bateryjną, ale pozbawione typowego wyposażenia przeciwprzepięciowego: filtrów EMI/RFI i tłumika warystorowego. Nie chroni żadnego rodzaju sieci, nie współpracuje z żadnym programem.

Nawet bezpiecznik nie jest automatyczny, tylko zwykły, topikowy. Przednią ściankę także skromnie urządzono. Są na niej wyłącznik oraz trzy diody sygnalizujące zasilanie, pracę i ładowanie baterii, jej wyczerpanie lub zwarcie. Brakuje bardziej dokładnej informacji o stanie baterii, potrzebnej ryzykantom zamykającym komputer w ostatniej chwili. Swoje podstawowe zadanie Gembird wykonuje poprawnie. W urządzeniu jest jeden akumulator o pojemności 7 Ah.

Według specyfikacji ta pojemność powinna wystarczyć na 6 min pracy zasilacza z obciążeniem 80-procentowym. W testach, po długim ładowaniu urządzenie wytrzymało trzy minuty obciążone mocą 350 W. Dwie godziny ładowania wystarczyły na odtworzenie baterii wystarczające do podtrzymania dwuminutowego. Tani jest nie tylko sam zasilacz, ale i jego używanie. Na swoje potrzeby urządzenie pobiera 8 W. To sporo, ale mniej niż wielu konkurentów.

Pod ochroną AVR

Standardem dla zasilacza zbudowanego w technologii interaktywnej jest obecność układu automatycznej regulacji napięcia (AVR). Ma on stabilizować mniejsze skoki napięcia zewnętrznego. W wypadku większych zmian albo kompletnego zaniku zewnętrzne źródło energii zostaje odcięte, a na wyjście zaczyna być podawane napięcie wytwarzane przez falownik z energii zmagazynowanej w baterii. AVR został dobrze zaprojektowany. Składa się z dwóch stopni, podwyższającego napięcie o 18% i obniżającego je do 86%. Momenty przejścia między stopniami są tak dobrane, żeby obsłużyć zmiany napięcia w zakresie 203 do 255 V.

Po zaniku napięcia przełączanie na baterię trwa stosunkowo dugo. Nawet specyfikacja wspomina o 10 ms, a w rzeczywistości chaos trwa prawie dwa okresy, czyli blisko 40 ms. Co prawda, przez ten czas nie ma całkowitej utraty zasilania, ale napięcie wykonuje różne dziwne pląsy. W ciągu następnego okresu sytuacja wraca do normy, nowa faza jest prawie kontynuacją poprzedniej. Falownik wytwarza napięcie prostokątne z bardzo małym udziałem zakłóceń.