"Znaczone" MP3 umożliwiają identyfikację klienta sklepu muzycznego

Chociaż właściciele największych internetowych sklepów z muzyką odeszli od stosowania w sprzedawanych plikach zabezpieczeń DRM, nie zaprzestali ich cyfrowego znakowania - donosi serwis TechCrunch.

Na TechCrunch.com pojawił się wpis pt. How “Dirty" MP3 Files Are A Back Door Into Cloud DRM. Składa się on w dużej części z informacji otrzymanej przez redaktorów portalu od pragnącej zachować anonimowość "osoby z branży".

Opisuje ona, jak działa cyfrowe znakowanie plików audio, nabywanych w muzycznych e-sklepach. Oprogramowanie za pośrednictwem którego następuje transakcja kupna-sprzedaży przed udostępnieniem internaucie pliku do pobrania, dodaje do tego pliku dane o właścicielu konta, z którego następuje transakcja, numerze transakcji lub obie te informacje.

Są one dla przeciętnego użytkownika niewidoczne, ich obecność nie wpływa też na jakość nagrania czy kompatybilność z oprogramowaniem odtwarzającym.

Tym sposobem możliwe jest zidentyfikowanie użytkownika, który zechce np. udostępnić plik w sieci P2P.

Wielcy sprzedawcy, tacy jak Apple (iTunes Store) czy Walmart tego nie przyznają, ale znakowanie plików to warunek stawiany im przez wytwórnie fonograficzne - bez tego nie mogą liczyć na otrzymanie licencji na sprzedaż muzyki w Sieci - czytamy w TechCrunch.

Sytuacja ta nie jest powszechna - muzyka dostępna w niektórych usługach, takich jak Napster, Amazon czy 7digital, jest "czysta".

Wykrycie potajemnie dodawanych danych możliwe jest np. za pomocą oprogramowania do porównywania plików - wystarczy kupić ten sam utwór z dwóch różnych kont użytkownika i sprawdzić, czy są identyczne.