Znikający telefon, wykrywacz bielizny... Hity marketingu wirusowego

Korzystając na co dzień z Internetu nie przywiązujemy wagi do tego, ile razy otrzymujemy od znajomych link do fajnego filmu na YouTube. Wysyłanie linków to czynność tak prozaiczna, że operacje "kopiuj-wklej" w komunikatorze czy serwisie społecznościowym również wykonujemy niemal mechanicznie. Nic dziwnego, że często padamy "ofiarami" marketingu wirusowego.

Najlepsze virale to te, które stwarzają wrażenie wykonanych przez anonimowych internautów. Producenci wykorzystują fakt, że filmy takie są lepiej postrzegane przez użytkowników niż typowe przekazy reklamowe. Internauci chętniej będą przesyłać sobie linki do śmiesznych filmów "autorskich" niż reklam. Na tym właśnie opiera się marketing wirusowy - to użytkownicy (ewentualni klienci) sami rozpowszechniają informacje o firmie bądź produkcie.

Korzyść producenta jest podwójna: nie dość, że rośnie rozpoznawalność marki, to w dodatku może on zaoszczędzić na prowadzeniu kampanii.

O sile virala decyduje jednak pomysł na wideo, scenariusz i sposób realizacji odróżniające film od milionów innych klipów dostępnych w serwisach wideo. Poniżej prezentujemy najciekawsze naszym zdaniem przykłady marketingu wirusowego w branży IT.

1.

W ostatnich tygodniach furorę na YouTube robią filmy przedstawiające sekretne funkcje telefonu Motorola Droid. Wystarczy wpisać specjalny kod, aby odblokować dodatkową funkcjonalność, w tym pomocnika gry w bilard, zmieniacz świateł drogowych lub (to nasza ulubiona tajna funkcja) analizator damskiej bielizny:

2.

Wydawałoby się, że z Guitar Hero nie da się wycisnąć więcej niż zdobyć 100% punktów w najtrudniejszym utworze. Tymczasem chyba tylko twórcy poniższego materiału wiedzą, ile wysiłku i czasu musiała wymagać jego realizacja.