Zwykłe tablety mogą służyć do walki. Sprawdź jak wykorzystali je Ukraińcy

Potrzeba matką wynalazków. Ukraina w 2014 roku bardzo potrzebowała nowoczesnych technologii do obrony przed rosyjską napaścią. Okazało się, że można w walce wykorzystać zwykłe tablety.


Na kilka lat przed obecną inwazją Rosji na Ukrainę Ołeksij Sawczenko pomógł opracować jeden z najbardziej skutecznych i niedrogich systemów naprowadzania używanych obecnie przez tysiące ukraińskich żołnierzy.

Sawczenko w 2014 roku znalazł się wśród protestujących, których wielomiesięczne wiece w Kijowie ostatecznie usunęły prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza. W odwecie Moskwa zaanektowała Krym i podsyciła wojnę separatystyczną na południowym wschodzie Ukrainy. Skłoniło to Sawczenkę wraz z podobnie myślącymi aktywistami do założenia organizacji pozarządowej o nazwie Army SOS. Grupa zbierała pieniądze na zakup kamizelek kuloodpornych i innego sprzętu wojskowego dla byłych demonstrantów, którzy zgłosili się na ochotnika do walki z separatystami, mimo że byli niedostatecznie wyposażeni i słabo wyszkoleni.

Zobacz również:

  • Elon Musk działa na korzyść Rosji

Gdy grupa dostarczała sprzęt na linię frontu, wolontariusze i żolnierze poprosili ją jeszcze o coś, czego bardzo potrzebowali. Sawczenko pamięta, że ta prośba brzmiała: „chłopaki, dajcie nam mapy, potrzebujemy map, mamy tylko radzieckie z lat 80-tych; tam, gdzie kiedyś było pole, teraz jest wieś lub budynek mieszkalny”. Army SOS nie zamierzała drukować tysięcy stron papierowych map. Zamiast tego zaproponowała wykorzystanie nowoczesnych technologii. Poprosiła grupę specjalistów IT z Kijowa o zainstalowanie map satelitarnych oraz sztabowych na tabletach i smartfonach.

Ówcześni ukraińscy żołnierze twierdzą, że od tego momentu zaczęli lepiej „widzieć” swoje otoczenie, a nowe narzędzia pozwoliły im wyraźniej i precyzyjniej korygować artylerię.

„Czy możesz dodać opcję pomiaru odległości? Czy możemy wprowadzić współrzędne? Czy możemy pokierować i obliczyć ogień artyleryjski?” – to były najważniejsze funkcje, których potrzebowali walczący, mówi Sawczenko.

Sposób kierowania ogniem z czasów sowieckich wymaga ręcznego wprowadzania danych i używania tablic artyleryjskich do obliczeń trwających do 15 minut, a to, co wymyśliła grupa Army SOS i wykonali programiści, zmieniło cały system. Oprogramowanie o nazwie Kropiva (pokrzywa) jest częścią serii zaawansowanego technicznie sprzętu i broni, które pomogły przekształcić ukraińskie wojsko w poważną siłę oporu.

– Kropiva jest przykładem prywatnej inicjatywy i skutecznego wykorzystania systemów cywilnych w wojsku – mówi Pavel Luzin, analityk wojskowości rosyjskiego pochodzenia z think tanku Jamestown Foundation z siedzibą w Waszyngtonie.

To oprogramowanie zamienia dowolny tablet z systemem Android, który kosztuje 150 USD lub więcej w podstawową jednostkę zautomatyzowanego systemu precyzyjnego naprowadzania. Urządzenie może wymieniać się współrzędnymi do korygowania ostrzału artyleryjskiego z użytkownikiem, dronem lub radarem. Potrafi obliczyć odległość do celów i parametry rażenia dla każdego rodzaju artylerii używanej w ukraińskim wojsku.

Oprogramowanie pobiera również dane meteorologiczne, które mogą mieć wpływ na każdą planowaną salwę – prędkość i kierunek wiatru, temperaturę i wilgotność. W przypadku braku dostępu do internetu „wojenny tablet” można podłączać do przenośnych radiostacji wojskowych w celu skontaktowania się z ośrodkami dowodzenia. Obliczenia są wykonywane i przesyłane w ciągu kilku sekund – czasu, który może uratować życie i zniszczyć wroga.

Jest szybki i precyzyjny – mówi o wojennym tablecie Sawczenko, siedząc w biurze grupy w centrum Kijowa. Lokal wypełniony jest pudłami z nowymi urządzeniami, ozdobiony flagami ukraińskich jednostek wojskowych i podziękowaniami od ukraińskich żołnierzy.

Ukraińskie tablety ratują również życie. – Nasi żołnierze weszli na pole minowe. I dzięki tabletowi z Kropivą wyszli żywi – mówi Antonina Baiura, wolontariuszka z grupy Army SOS. Grupa w 2018 roku bezpłatnie przekazała kod oprogramowania ukraińskim siłom zbrojnym.

A jak widzą to Rosjanie?

Każde urządzenie mobilne z wgranymi mapami jest jak pszczoła-robotnica w ulu. Zawiera informacje tylko o najbliższym otoczeniu użytkownika. Każdy tablet lub smartfon jest chroniony hasłem, a w przypadku przejęcia może zostać zdalnie wyłączony. I nawet jeśli żołnierze wroga zdobędą tablet operacyjny, ich przełożeni zdecydowanie odradzają korzystanie z niego.

Darmowy ser można znaleźć tylko w pułapce na myszy. Ukraińskie wojskowe urządzenia mobilne są takimi pułapkami na myszy” – ostrzegało w maju rosyjskie czasopismo wojskowe Top War. Anonimowy autor artykułu twierdził, że dane z każdego tabletu trafiają do Stanów Zjednoczonych – i że wgranie do niego rosyjskich map wojskowych dostarczy wrogowi kluczowych informacji. W tekście ubolewano również nad brakiem podobnego oprogramowania w rosyjskiej armii.

„Nawet jeśli takie oprogramowanie istnieje, nie zostało dostarczone jednostkom wojskowym na pierwszej linii” – podsumował autor. To świadczy o przepaści dzielącej metody rozwoju środków pola walki w Rosji i na Ukrainie. Analitycy twierdzą, że rosyjski kompleks wojskowo-przemysłowy jest pogrążony w korupcji i nieefektywności. Posiada rozdęte budżety i nieprzejrzysty system zawierania umów.

Coś takiego jak Kropiva nie mogłoby w Rosji zaistnieć, ponieważ jej sektor wojskowy „jest zbyt niezdarny i obciążony gnuśną kadrą, która żeruje na budżecie jak pasożyt” – mówi Luzin. – Rosyjskie odpowiedniki [Kropivy] są możliwe, ale będą wielokrotnie droższe oraz znacznie mniej użyteczne i skuteczne.

Reformy wymuszone wojną

Ukraina odziedziczyła także część sowieckiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. Ponad stu producentów broni tworzy Ukroboronprom, państwowy konglomerat, w którym korupcja była tak znana, że wywołała krytykę ze strony Waszyngtonu.

– Nie ma sensu, by Ukraina walczyła o swoje terytorium w Donbasie, jeśli „straci duszę” z powodu korupcji – powiedział w 2016 r. Rex Tillerson, ówczesny sekretarz stanu USA.

Obecnie Ukroboronprom staje się transparentny w warunkach bojowych, ponieważ jego zakłady i biura badawcze są celem rosyjskich pocisków manewrujących.

Ukraińcom zależy na dyskrecji

W przeciwieństwie do innych armii ukraińskie wojsko woli nie „trąbić” o swojej najnowszej, opracowanej w kraju broni. Ministerstwo obrony wezwało także Army SOS do trzymania się z dala od środków masowego przekazu.

– Wojsko poprosiło nas, abyśmy „zniknęli z radaru” i nie byli w centrum uwagi – powiedział Sawczenko. – Jednak nie odpowiedziało na nasze pytanie o to, skąd możemy otrzymać pieniądze na finansowanie projektów.

Według Sawczenki artykuły w mediach o jego inicjatywie powodowały duże wpływy z darowizn. Dzięki tym środkom Army SOS kupiła już tysiące tabletów i smartfonów. Popularność projektu powoduje też, że zgłasza się bardzo dużo ludzi z własnym sprzętem. Na zainstalowanie Kropivy na smartfonie lub tablecie trzeba teraz czekać około czterech dni.

Army SOS chroni tożsamość swoich wolontariuszy, programistów i członków usług korzystających z Kropivy. – Jestem tylko „gadającą głową”. Jeśli zostanę zabity, proces będzie kontynuowany – mówi Sawczenko. Otaczający go wolontariusze to cywile, którzy nigdy nie planowali współpracy z wojskiem i po wojnie powrócą do codziennego życia. – Kończymy wojnę zwycięstwem – mówi – i wracamy do pracy.

Źródło: Al Jazeera