Żywe slajdy

Leniwie toczące się pokazy slajdów zanudzają słuchaczy, zanim na dobre się rozkręcą. Rozwiązaniem jest nowy standard prezentacji, który wymusza żywsze tempo narracji.


Leniwie toczące się pokazy slajdów zanudzają słuchaczy, zanim na dobre się rozkręcą. Rozwiązaniem jest nowy standard prezentacji, który wymusza żywsze tempo narracji.

Zacznijmy od statystyki. Odwiedziny jednej strony internetowej trwają średnio 30 sekund. Widz telewizyjny ogląda jeden kanał tylko przez jedenaście minut, a potem czuje swędzenie palca na pilocie i zmienia nadawcę. Dorośli są w stanie skoncentrować się na jednym temacie mniej więcej przez dwadzieścia minut, zanim ich umysły zaczną wędrować w stronę niebieskich migdałów. Jesteśmy ciągle bombardowani większą liczbą informacji niż kiedykolwiek dotąd, a możliwości skupienia uwagi kurczą się szybciej niż lodowce pod wpływem cieplarnianego efektu.

Pierwsze ziewanie

Bardzo interesujące zebranie w najważniejszej sprawie.

Bardzo interesujące zebranie w najważniejszej sprawie.

Z tej perspektywy warto zapytać, jak długo można skupić uwagę na prezentacji PowerPointa? Przez dziesięć minut? Dwadzieścia? Pół godziny? W ubiegłym roku szef jednego z dobrze znanych dostawców telefonii komórkowej prowadził konferencję prasową gdzieś w Niemczech i zupełnie przypadkowo, tuż przez rozpoczęciem jego wystąpienia na ekranie rzutnika ukazały się miniaturki prezentacji. Dziennikarze w sali wyciągnęli szyje, żeby widzieć lepiej ekran, ale wcale nie zwracali uwagi na cenne informacje. Chcieli się dowiedzieć, jak długo jeszcze będą musieli tam siedzieć. Najbardziej interesował ich napis "slajd 1 z 65", odsłonięty na dole ekranu. Ich pomruk niezadowolenia na widok tej drugiej liczby słyszany był chyba w całym mieście.

Dla gaduł zanudzających słuchaczy harmoniami slajdów i dla drugiej strony, marzącej o zamordowaniu PowerPointa, mamy wiadomość. Rozpowszechnia się na świecie nowy styl przygotowywania prezentacji: poddany ścisłej dyscyplinie pokaz, w którym każdy prezenter jest ograniczony dokładnie do dwudziestu ilustracji i ma jedynie dwadzieścia sekund na skomentowanie każdej z nich, zanim jego czas się wyczerpie, a wyłącznik projektora zostanie przestawiony. Sześć minut i czterdzieści sekund musi wystarczyć na przedstawienie wszystkiego - od reportażu z urlopu na lodowcu po wyniki sprzedaży na tle konkurencji. Nowy styl nazywa się Pecha Kucha i za chwilę zapanuje w twojej firmie.

Urodzony w Japonii

Astrid Klein, druga połowa duetu wynalazców Pecha Kuchy.

Astrid Klein, druga połowa duetu wynalazców Pecha Kuchy.

Pecha Kucha narodził się w głowie architektów Marka Dythama i Astrid Klein. Ta para pracuje w Japonii, gdzie wszyscy nieustannie się śpieszą, łóżka noclegowe w hotelu wynajmuje się na godziny, a w barach sushi obiad podawany jest w ciągu sekund. Pewnego razu wspomniana para głowiła się nad sposobem "poupychania" jak największej liczby prezentacji w ich popularnym wieczorowym seminarium dla projektantów, które właśnie stawało się jeszcze bardziej popularne dzięki przenosinom do nowego, bardziej przestronnego studia.

"Do tej pory impreza odbywała się w naszym biurze kilka razy w miesiącu", opowiadał Dytham. "W biurze projektów każdy ma coś interesującego do pokazania, więc w piątkowy wieczór kupowało się trochę sera i wina i wyświetlało serię slajdów. Zaczęliśmy myśleć nad powiększeniem audytorium o architektów z innych biur, którzy także chcieliby zaprezentować i przedyskutować swoje pomysły".

Jednak Dythamowi od razu zaświtało w głowie, że zaproszenie kilku prezenterów na jedną noc jest najlepszą gwarancją nudy. "Szybko zrozumieliśmy na swoim przykładzie, że architekci mają zwyczaj gadania zbyt wiele i zagłębiania się w szczegóły, które słuchaczy nie interesują. Pomysł ograniczenia liczby slajdów każdemu prezenterowi i uruchomienia zegara, żeby nie mógł gadać o jednym obrazku zbyt długo, był już tylko naturalną konsekwencją tego spostrzeżenia. W ten sposób narodziła się konwencja 20/20, której postanowiliśmy dać szansę w praktyce. Dzięki niej mogliśmy pozwolić kilkunastu osobom na wykorzystanie sześciu minut i czterdziestu sekund i w ten sposób wypełnić półtorej godziny wieczoru, które uznaliśmy za maksymalny czas, w jakim można skupić uwagę".

Pączkowanie

Na omówienie jednego slajdu musi wystarczyć 20 sekund.

Na omówienie jednego slajdu musi wystarczyć 20 sekund.

Nazwa Pecha-Kucha wzięła się z japońskiej wymowy zbitki "notka-karteczka". Metoda szybko stała się przebojem wśród wielkiej społeczności tokijskich projektantów. Tłumy gromadziły się nie tylko po to, żeby usłyszeć kilka fachowych informacji, ale także aby podziwiać, jak sobie radzą prelegenci z nowym formatem wystąpienia. "Na premierę zaprosiliśmy około stu osób i większość wyraziła ochotę przyjścia na następne. W efekcie zaczęliśmy się spotykać w cyklu miesięcznym", opowiada Dytham. "Od tej pory w Tokio odbyło się już 46 spotkań. Na każde przychodzi od trzystu do czterystu osób i przyszłoby więcej, gdyby nie brak miejsca".

Wiadomość o tym wydawałoby się banalnym pomyśle szybko wydostała się poza Japonię. "Facet z Instytutu Sztuk Współczesnych (ICA) w Londynie brał udział w spotkaniu w Tokio i postanowił przeszczepić tę metodę na grunt angielski", mówi Dytham. W rezultacie Pecha Kucha w ICA zadebiutowała w sierpniu 2005 roku i od tego czasu odbywa się co miesiąc. Nawet obchody sześćdziesięciolecia Instytutu zostały przeprowadzone w tej formule. "Z Londynu bakcyl trafił do Los Angeles, Berna w Szwajcarii i stamtąd do ponad stu miast. W ciągu najbliższych trzech lat rozpowszechni się jak wirus", twierdzi Dytham.