webOS w telewizorach LG - hit czy kit? Polemika redakcyjna


Konfigurowalność

TCh: Zupełnie nie rozumiem dlaczego możliwości konfigurowania wyglądu interfejsu webOS-a są aż tak bardzo ograniczone. Na przykład można usuwać aplikacje z wielokolorowego paska, ale LG Store już nie. Czyżby była ona aż tak ważna? Czy naprawdę każdy użytkownik zagląda do Sklepu LG (a tak właśnie LG Store powinien się nazywać) kilka razy dziennie i dlatego musi go mieć zawsze pod ręką? Moim zdaniem umieszczony w wyeksponowanym miejscu LG Store zajmuje cenne miejsce, w którym użytkownik mógłby umieścić ważniejszą aplikację, z której naprawdę często korzysta. Niestety, takiego wyboru nie ma.

Aby wejść do ustawień obrazu trzeba włączyć główny interfejs (z jego mega wielkimi ikonami na dole), następnie najechać precyzyjnie kursorem na małą ikonkę (koło zębate) na samej górze ekranu. Nie dość, że zębatka jest dużo mniejsza od ogromniastych rombów, to jeszcze musimy odbyć kursorem podróż na górę ekranu. Dlaczego nie można zębatki dającej dostęp do ustawień obrazu i dźwięku przypisać do któregoś rombu z dolnego menu? Przecież system pozwala np. na dodanie rombu dowolnego gniazda HDMI, do którego mamy podłączony odtwarzacz Blu-ray. A tak w ogóle to dlaczego nie zrobiono tego domyślnie? Przecież wybór gniazda i zmiana opcji obrazu lub dźwięku to opcje, z których 90% użytkowników będzie korzystało częściej niż LG Store.

Interfejs systemu webOS

Interfejs systemu webOS

Ponadto, jeżeli spróbujemy zmienić jakiś parametr obrazu w ciemnym pokoju, to po kliknięciu w zębatkę pojawi się nam wielkie na pół ekranu jaskrawe menu na białym tle, które nieprzyjemnie „daje po oczach”. Dlaczego wybrano niepraktyczny biały? Dlaczego nie ma możliwości zmiany koloru tła menu? Gdy w trakcie oglądania któregoś z kanałów TV z multipleksu naciśniemy kółko wyboru na pilocie, na ekranie pojawi się krótki opis danego programu. Opis ten zazwyczaj nie mieści się w miejscu nań przeznaczonym i aby pokazać całość jest on automatycznie przewijany z prawej do lewej strony ekranu. Problem w tym, że w 90% przypadków nie mamy żadnej szansy na doczytanie przewijającego się napisu do końca bo pasek informacyjny znika już po niecałych 5 sekundach. A przecież gdyby użytkownikowi dać opcję wyboru czcionki ekranowej, np. dużej (domyślnej) i małej, to po wybraniu tej drugiej całość napisów byłaby widoczna od razu i to bez przewijania.

Jeżeli chodzi o zaawansowaną kalibrację, to nie jest ona przyjemna ze względu na konieczność każdorazowego trafiania kursorem w małe elementy regulacyjne. Kto próbował to robić, wie, że w tradycyjnych rozwiązaniach jest to prostsze i szybsze.

SzA: W kwestii kalibracji obrazu nie będę bronił webOS-a, bo jest oczywiste, że tutaj LG się nie popisało. Pomysł na ten system był taki, aby maksymalnie go uprościć. Jest tak, ale ucierpiała na tym sfera zaawansowanych funkcjonalności ukochana przez takie osoby jak Ty – ekspertów w dziedzinie kalibracji i jakości obrazu. To jest problem. LG powinno przemodelować tabelki opcji w taki sposób, by osoby zajmujące się kalibracją miały łatwiejszy dostęp do większej liczby zaawansowanych funkcji. Inne kwestie, o których piszesz też mają znaczenie. Mam nadzieję, że producent posłucha uwag ekspertów i pomyśli nad zmianami systemu. Póki co, to dopiero jedna z pierwszych wersji webOS-a w telewizorach. Liczę na poprawy.

Konfigurowalność w webOS na pewno poszła w inną stronę. Pojawia się tu znowu słowo klucz, którego Koreańczycy trzymają się mocno przy promocji i opisywaniu tego środowiska – prostota. Zaawansowane funkcje są ukryte, bo producent doszedł do wniosku, że większość odbiorców i tak ich nie używa. Ma to zresztą uzasadnienie w statystykach na temat czasu używania konkretnych funkcji, którymi chwalą się różni producenci. Wynika z nich jasno, że większość odbiorców wcale nie wchodzi zbyt często do opcji zaawansowanych. Niektórzy nie robią tego w ogóle. Po prostu kupują telewizor, stawiają go w salonie i po podłączeniu skaczą po programach nie przejmując się dopieszczaniem ustawień.

LG celuje ten sposób obcowania ze sprzętem, więc zamiast dostępnych pod ręką opcji zaawansowanych mamy aplikacje widoczne na ekranie głównym i możliwość ich przenoszenia z miejsca na miejsce za pomocą chwytania i przesuwania pilotem. Konfigurowalność na poziomie podstawowym. Dla fanów grzebania w opcjach – to źle. Dla osób, które po podłączeniu telewizora nie chcą nigdy w życiu zobaczyć menu funkcji – dobrze.