webOS w telewizorach LG - hit czy kit? Polemika redakcyjna


Prostota obsługi

TCh: Jeżeli chcemy obejrzeć materiał z pamięci USB to z reguły szukamy czegoś co nazywa się odtwarzacz multimediów. Niestety, w polskiej wersji webOS-a nie znajdziemy „odtwarzacza” tylko coś co się zowie... SmartShare. Po angielsku oznacza to mniej więcej „inteligentne dzielenie się”. Powstaje pytanie tylko z kim i czym mamy się dzielić jeśli odtwarzamy tylko dla siebie? Dlaczego nie nazwano tego po prostu odtwarzaczem multimediów? Czyżby dlatego, że byłoby to zbyt proste i łatwe? Na domiar złego sam napis SmartShare wygląda niezbyt elegancko, bo stworzono go z dwóch czcionek o różnej wielkości, a końcowy efekt wygląda jak tekst sformatowany przez amatora. Przykłady typu SmartShare, Live TV czy LG Store świadczą o tym, że webOS może być prosty dla przeciętnego Polaka, o ile zna on język angielski.

A oto inny przykład rzekomej prostoty webOS-a. Gdy jesteśmy w odtwarzaczu multi..., przepraszam, w SmartShare, i zapragniemy oglądać telewizję, normalnym odruchem byłoby naciśnięcie przycisku kanał+ lub kanał– na pilocie, nieprawdaż? Ale nie w webOS-ie. Tutaj przejście do telewi..., przepraszam, Live TV wymaga naciśnięcia przycisku Home a potem wybrania odpowiedniego rombu. Prawda, że prościej i szybciej? Sytuacja wygląda analogicznie gdy telewizor wyświetla sygnał ze złącza HDMI.

Interfejs systemu webOS

Interfejs systemu webOS

Dlaczego romby w głównym interfejsie są aż tak wielkie? Czy naprawdę muszą zajmować aż jedną trzecią część ekranu? A może jest to ukłon w stronę seniorów lub krótkowidzów? No dobrze, ale dlaczego użytkownik nie może zmniejszyć wielkości rombów do rozmiaru jaki mają w prawej, ukrytej części menu, gdzie są niemal trzy razy mniejsze niż w pasku głównym? Dlaczego nie można regulować stopnia przezroczystości rombów? Dlaczego wybrano tak pstrokate kolory? Dlaczego brak opcji czarno-białego menu? Romby są cienkie i wysokie, a widoczne na nich ikonki zajmują tylko ułamek ich powierzchni (reszta to napis + czysty kolor). Przecież romby w prawej części menu w ogóle nie mają napisów. Czy nie można było zrobić czegoś pośredniego?

Dlaczego gdy chcę skorzystać z aplikacji znajdujących się w prawej części menu to po najechaniu na romb na całym ekranie pojawia się wielka, całkowicie zasłaniająca obraz telewizyjny kolorowa plansza z niewielką ikoną i opisem w środku? Dlaczego jeżeli waham się co wybrać i przeskakuję kursorem z jednego rombu na drugi to na całym ekranie mam prowadzącą do oczopląsu feerię barw? Czy nie można było inaczej?

Dlaczego sympatyczny Ptaś Fasola (uwaga! zastrzegam nazwę) pojawia się tylko podczas wstępnej (dodajmy, że bardzo prostej) konfiguracji telewizora, a potem o nim ani widu ani słychu? Przecież mógłby pełnić rolę inteligentnego pomocnika użytkownika. A tak trochę zmarnowano jego potencjał.

webOS - menu systemowe

webOS - menu systemowe

SzA: Pod tym względem się nie zgodzimy, bo mi stylistyka webOS się bardzo podoba. Znów – nie jest to system dla osób zakochanych w grzebaniu w opcjach. I znów – musisz przyjąć gotową wizję twórców. Ale jeśli to zrobisz i jeśli wpasowuje się w twój gust, to będziesz zadowolony. Wszystko co piszesz o rombach, wielkościach i kolorach menu w znaczeniu negatywnym, ja uważam za plus. Wygląda to nowocześnie i wesoło. Lubię po prostu skakać po tym menu.

webOS to przykład na dobre przygotowanie oprogramowania pod pewną wizję. W tym przypadku jest nią prostota. Dostosowanie całego ekosystemu do potrzeb przeciętnego odbiorcy, który nie chce zawracać sobie głowy zaawansowanymi funkcjami, tylko oglądać telewizję i korzystać ze Smart TV. Dostajemy więc jedną belkę nawigacyjną na dole ekranu z ulubionymi aplikacjami i... W zasadzie to wszystko. Trochę jak w komórkach, gdzie tworzenie katalogów na programy jest dostępne, ale najlepiej jest mieć wszystko pod ręką. Angielskie zwroty powinny zostać spolszczone i uproszczone. To oczywiste i masz bezdyskusyjnie rację. Jednak sposób poruszania się po menu głównym i jego konstrukcja mi odpowiada. LG oddaje w ręce odbiorcy prostą wędkę, a nie skomplikowany kuter rybacki. Nie złowimy za jej pomocą tony ryb dziennie, ale nie jest nam tyle potrzebne. Liczy się ta jedna, tłusta sztuka, która smakuje najlepiej.

Wszystko to z jedną uwagą. System sprawdza się do czasu aż nie zechcemy mieć w telewizorze kilkudziesięciu, a nie tylko kilkunastu programów. Wtedy nawigacja między nimi będzie utrudniona i owa prostota okaże się mieczem obusiecznym.