Kupowanie telewizora, czyli spacer po polu minowym
-

- Tomasz Chmielewski,
- 24.09.2015, godz. 10:27
PQI, czyli kolejny chwyt marketingowy
Gdy na targach CES w styczniu 2015 roku Samsung pokazał nowe telewizory, w ich specyfikacji pojawił się nowy parametr o nazwie PQI (nie mylić z producentem pamięci USB o tej samej nazwie). Miał oznaczać wskaźnik jakości obrazu (Picture Quality Index, PQI) i z założenia ułatwiać potencjalnym klientom porównywanie różnych modeli telewizorów tego producenta. Oczywiście, im większy PQI, tym lepiej. W tegorocznej gamie telewizorów Samsunga da się zauważyć pewną prawidłowość: im droższy model telewizora, tym większe PQI, co oznacza, że powinien mieć lepszą jakość obrazu. A jak jest naprawdę? Przeanalizujmy to na przykładzie kilku wybranych modeli.
Samsung UE32J6300 to telewizor z szybką, 120-hercową matrycą. Ma rozdzielczość statyczną Full HD, ale już rozdzielczość dynamiczną aż 750 linii (z upłynnianiem ruchu) oraz przyzwoity kontrast 2044:1. Z kolei kosztujący dużo więcej 48JU6400 ma 60-hercową matrycę, rozdzielczość statyczną Ultra HD (dwa razy większą od Full HD), ale rozdzielczość dynamiczna i kontrast to odpowiednio... 450 linii (z upłynnianiem) i 1757:1. Co ciekawe, zdaniem producenta wskaźnik jakości obrazu dla 32J6300 to 800, a dla 48JU6400 – 900. Czyli więcej, pomimo że 48-calowy model ma niższy kontrast, a jego ruchomy obraz dwukrotnie bardziej smuży!
Następny przykład. Samsung 50JU6800 ma przy jasności czerni 0,041 cd/m2 kontrast ANSI równy 3088:1. Z kolei większy, bo 55-calowy model z tej samej serii (55JU6800) ma czerń niemal pięć razy jaśniejszą i tym samym o wiele niższy kontrast, równy zaledwie 602:1. Fatalnie to wygląda w ciemnym pomieszczeniu, choćby podczas oglądania „ciemnych” filmów (np. „Interstellar”).
Samsung 55JU6800
Jak to możliwe? W pierwszym modelu zastosowano matrycę typu VA, która z reguły daje dobrą czerń. Z kolei drugi model wyposażono w matrycę typu IPS mającą szerokie kąty widzenia (tj. małą degradację kolorów pod kątem), ale kosztem niskiego kontrastu, który w tego typu matrycach wynosi z reguły 800–1000:1. Niestety, 55JU6800 nie osiąga nawet takiego poziomu, bo wyposażono go w tanią matrycę chińskiego BOE. A jakie PQI producent przypisał obu modelom? Identyczne: 1400.
Na koniec rozważań o „wartości” PQI zestawmy jeszcze kosztującego ponad 5000 zł 55JU6800 z dwuipółkrotnie tańszym 32J6300. Ten pierwszy ma PQI równe 1400, ten drugi – zaledwie 800. A teraz fakty: 32J6300 ma pięć razy większy kontrast i niemal dwa razy większą rozdzielczość dynamiczną (ostrość ruchu). Pomimo to, zdaniem producenta, lepszą jakość obrazu oferuje produkt o niższym kontraście i bardziej rozmazanym ruchu.
Słowem, PQI nijak ma się do rzeczywistej jakości obrazu wyrażonej takimi parametrami, jak: jasność czerni, współczynnik kontrastu czy rozdzielczość dynamiczna. Trudno nam uznać go za coś więcej niż marketingową sztuczkę.
Nowy system ≠ lepszy system
Producenci, i to nie tylko telewizorów, od lat przyzwyczajają użytkowników, że nowe jest zawsze lepsze. W tym roku nową jakość i komfort obsługi telewizorów mają zapewniać nie nowe piloty, nie „jakieś tam” sterowanie gestami czy głosem, ale zupełnie nowe systemy operacyjne. I tak, do premierowych modeli Samsung wprowadził Tizena, Sony – Androida, a Panasonic – Firefox OS. Każdy z nich ma być lepszy nie tylko od poprzednika (tj. starego systemu), ale też od konkurencji. A jak jest w rzeczywistości?
Główną wadą Tizena była konieczność dostosowania lub ponownego napisania aplikacji i widżetów. W ubiegłym roku Samsung mógł się poszczycić największą liczbą polskojęzycznych aplikacji Smart (znacznie ponad 100), ale z chwilą wprowadzenia nowego systemu liczba ta spadła do zaledwie kilkunastu. Obecnie aplikacji jest dużo więcej, a Samsung zgodnie z zapowiedzią z początku roku sukcesywnie uzupełnia braki. Problem w tym, że Tizen nie jest jeszcze zoptymalizowany. Zdarzają się problemy z zawieszaniem się pilota z akcelerometrem, telewizor do znudzenia wyświetla komunikaty, że właśnie podłączono kabel sieciowy, mimo że tkwi on w gnieździe od kilku tygodni, ikony w odtwarzaczu multimediów wczytują się bardzo wolno, a nawet gdy wszystkie już zostały wczytane, to przeglądanie zawartości pamięci USB powoduje konieczność ich ponownego wczytania itd. Ponadto podczas oglądania danego kanału zaraz po włączeniu telewizora na ekranie pokazują się informacje o programie z dnia wczorajszego. Pomimo tych niedociągnięć trzeba przyznać, że jak na pierwszą wersję systemu operacyjnego Tizen działa zaskakująco szybko i stabilnie.

