Siedem szlaczków na mym gieźle, czyli kultura suwaczków


Szlaczek drugi: PhotoTools, czyli kombinerki digitalne

Extensis jest firmą specjalizującą się w projektowaniu rozszerzeń do Quarka i Photoshopa i robi to dobrze. Jej Phototext był prekursorem w dziedzinie formatowanego tekstu w programie bitmapowym - nauka nie poszła w las, bo korporacja Adobe w piątej inkarnacji nareszcie uwzględniła tę opcję dla Photoshopa.

Zestaw bajerów w kombinerkach jest obliczony bardziej na produktywność niż kreatywność szlaczkowego maniaka. Możliwość wykonania szlaczka z pominięciem okna dialogowego - przez wybór gotowego (lub własnego, zapisanego wcześniej) ustawienia wprost z własnego menu Extensis, dołożonego do głównych pozycji menu Photoshopa świadczy o szacunku dla twojego czasu. Zestaw filtrów i skala ustawień predestynuje PhotoToolsy do zadań webowych - widać to głównie w dolnej granicy możliwego działania - możesz gustownie okantować swój szlaczek na grubość zaledwie jednego piksela - ot, co! Niestety, zmiękczenia, jakie zawsze generują wtyczki Extensis niekoniecznie są tym, czego pragnę najmocniej, ale trudno: albo dziergam fotokombinerkami - precyzyjnie, ale ze zmiękczeniem, albo grubo i czysto. Fotokombinerkowy relief zdecydowanie przewyższa oryginalny relief Photoshopa, a automatyczne guziki Extensis są poważną konkurencją dla wszystkich internetowych krawczyków (proszę bez osobistych wycieczek). Specjalnością Extensis jest perfumowana fontanna (obecna również w quarkowych wodotryskach), czyli dodatkowe palety z przyciskami dla dowolnie konfigurowalnego zestawu poleceń. Idea niezwykle atrakcyjna: po co wędrować tak daleko do menu, kiedy możesz mieć komendę z drugiego poziomu, dostępną od jednego kliknięcia. Nie do końca jednak to działa tak, jak powinno: może w wersji trzeciej (którą można już mieć - mając kartę kredytową i szybszy niż mój modem) poprawiono ten błąd. Interfejs PhotoTools jest świadectwem profesjonalnego puryzmu godnego pochwały. Podobnie rzecz się ma w odniesieniu do podręcznika Extensis.

Szlaczek trzeci: Kai Power Tools, czyli mocarne narzędzia Kaia

Mamy tu do czynienia z niewątpliwym przerostem formy nad treścią, uroda interfejsu przyćmiewa odrobinę efektywność suwaczków, ale uroda - jak niektórzy przekonali się na własnej skórze - miewa w życiu niemałe znaczenie. W praniu jest różnie, dwieście dwadzieścia mega RAM-u też nie zawsze starcza do zrobienia szlaczka narzędziami Kaia (ale to naprawdę sporadycznie i na dużym zbiorze). Szkoda że od dawna nie było żadnego uaktualnienia, czuje się nieco oporną powolność nie do końca zoptymalizowanego kodu. Kolekcja jest spora i różnorodna. Niekoniecznie niezbędna: u mnie po kilku latach stosowania mocarnych narzędzi ostało się tylko kilka rzeczywiście skutecznych i - jak się okazało - nie zastąpionych. Do moich zdecydowanych faworytów należy Gradient Designer - generator przejść tonalnych o ogromnej elastyczności, w pełni konfigurowalny, pracujący we wszystkich (oczywiście bez B/W) trybach pracy Photoshopa. Do ciekawostek należy zaliczyć generator kulek. Ci spośród Państwa, którzy władają angielskim na pewno nie będą traktowali czasu spędzonego na lekturze listów Kaia, dostępnych pod znaczkiem pomocy, jako czasu straconego. To są fajne listy!

Szlaczek czwarty: Andromeda Series, czyli cyfrowe rękodzieło

Filtry Andromedy w odróżnieniu od znakomitej większości innych producentów oprogramowania graficznego są przede wszystkim adresowane do tych, którzy bawią się swoimi komputerami raczej w rejonach sztuk wyzwolonych niż reklamowej rutyny czy ekranowej operatorki (przynajmniej w kraju nad Wisłą). Pakiet Andromedy składa się z czterech serii filtrów o różnym spektrum możliwości. Seria pierwsza jest w całości poświęcona symulacji efektów i artefaktów charakterystycznych dla fotografii, niespodzianek właściwych dla różnych typów obiektywów, multiplikacji namiętnie stosowanych w awangardowych projektach telewizyjnych psychodeli lat siedemdziesiątych. Znajdziemy tam również możliwość manipulacji ostrością obrazu i efektami ziarnistości. Bardzo inspirujące, sprawnie skodowane (nie trzeba wychodzić na spacer, żeby doczekać końca suwaczka).

Seria druga to efekty 3D - trzeba przyznać, że są to jedyne photoshopowe wtyczki, pozwalające na naciągnięcie obrazu na bryłę w rozdzielczości offsetowej. To znaczy naprawdę dużego obrazu i naprawdę bez straty jakości. Porównywalne z kompetentnym użyciem kosztownego oprogramowania do grafiki trójwymiarowej -Ęw ograniczonym zakresie.

Seria trzecia to perfekcyjne narzędzie do zamiany obrazów tonowych w grafikę linearną. Szrafunki i różne odmiany rastrowania oraz grafizacji, działające sprawnie w dowolnej rozdzielczości, gotowe do zamiany na bitmapę bez utraty szczegółu. Miłośnicy starych sztychów powinni koniecznie pobawić się tym algorytmem.

Wreszcie seria czwarta - coś co nazywa się Techtury, czyli techno-faktury. Jest to gigantyczny zbiór gotowych wzorów (jak z dumą piszą producenci - ręcznie wydłubanych przez ekipę artystów, którzy zaprzedali swoje dusze Andromedzie) i różnych sposobów ich zaaplikowania. Nie lubię gotowców, ale te są interesujące. Jedna uwaga: żeby owe cudeńka serii czwartej działały, trzeba wetknąć płytkę w wiadome miejsce (w zaufaniu zdradzę, że można sobie też poradzić inaczej).