Siedem szlaczków na mym gieźle, czyli kultura suwaczków

Nie da się ukryć, że standardowe, wbudowane możliwości Photoshopa w codziennej rutynie studiów prepressowych są najzupełniej wystarczające.


Nie da się ukryć, że standardowe, wbudowane możliwości Photoshopa w codziennej rutynie studiów prepressowych są najzupełniej wystarczające.

W zasadzie można by tym stwierdzeniem zakończyć, bo cóż nam po owych przesławnych wodotryskach legendarnego Kaia K., kiedy połączenie podstawowych narzędzi plus rozmycie gaussowskie i szum całkiem satysfakcjonuje zarówno klienta, jak i operatora w przeciętnym studio. Jednakże (czy aby na szczęście?) są wśród nas i tacy, którzy nie bacząc na ekonomię działań, nie bacząc na termin (wczoraj wcześnie rano), nie bacząc na gust zleceniodawcy, spędzają dziesiątki godzin przed monitorem, oddając się śledzeniu suwaczka, który z lewa na prawo wypełnia z wolna przeznaczoną mu ramkę, w tempie zawsze zbyt wolnym. Naukowcy i badacze zwą tę przypadłość syndromem szlaczka, jako że od tych szlaczków w zeszycie w trzy linie wywodzą się najpewniej dzisiejsze ekranowe indykatory postępu (a szlaczki ewoluują ku coraz bardziej rozbuchanym formom - vide Kaleidoskop i jego szaleństwa). I jeszcze ten ironiczny tytuł nad każdym suwaczkiem w Photoshopie - afirmatywny i przepełniony samouwielbieniem programistów, będących autorami tej zarazy: Progress, czyli po polsku postęp.

Szlaczek pierwszy: Eye Candy, czyli cukierek dla oka

Jeśli nie słyszałeś o "Cukiereczku dla oka", to o niczym jeszcze nie słyszałeś. Cukiereczek to słodki i doprawiony szczególnie, bo gdy raz go skosztujesz, już nic nie będzie takie jak przedtem. Pamiętasz ten czas, kiedy cień był pilnie strzeżoną tajemnicą operacji kanałowych w erze Photoshopa 2.0? A rewolucja warstw w wersji trzeciej? Byle posiadacz tego najbardziej piratowanego programu mógł się bawić cieniami do woli. Kwestia czasu i RAM-u. Cukiereczek robi to automatycznie, sprawnie i perspektywicznie, z dowolnym kryciem i rozmyciem, w każdym kolorze, jaki lubisz (pod warunkiem, że będzie to kolor czarny*). I robi to szybko. I to jest najważniejsze w chwili, kiedy mało co jest cenniejsze niż czas. Jest też cień z wycięciem selekcji (Cutout - czyli wycinak).

Na cieniach nie kończy się jednak rola "wizualnej bomboniery". Jest tu jeszcze ze dwadzieścia innych smaków i smaczków dla miłośnika suwaczków. Mamy więc novum prawdziwe: Antimatter, co zamienia jasność z ochroną odcienia i nasycenia - hipotetycznie można by uzyskać ten efekt, przechodząc w tryb HSB i odwracając kanał B, ale jeżeli można to zrobić za jednym zamachem dzięki odrobinie słodyczy, czemu nie użyć Antimattera? Mamy również kilka kantów dla frezerów: Carve - czyli dłubek, Inner i Outer bevel (kantowanie od środka i na zewnątrz). Coś dla jubilerów - Chrom, jak znalazł - ten akurat się autorom średnio udał, choć i on czasem może być O.K. Jest też coś dla piromaniaków - dym i ogień na zawołanie, jak prawdziwe równie trudne do okiełznania. Miłośnicy nocnego życia znajdą efekt neonowy (Glow), oparty na podobnej zasadzie, co operacja rzucania cienia, tyle że rozprzestrzeniający się równomiernie, z kontrolą szybkości zanikania. Jest Glass - szkło o różnych grubościach, kolorach, gładkości i stopniu zniekształcania obrazu nim przesłanianego. Są kropelki wody dla spragnionych, są plecionki dla jednostek zaburzonych. Dla zmarzniętych jest tu futro, jest też zez - gdybyś niezbyt dobrze widzieć chciał. A tak bardziej serio, to Eye Candy, będący produkcją znanej społeczności photoshopowej firmy Alien Skin, jest niezwykle użyteczną kolekcją. Prostota obsługi i duża wydajność pakietu stawiają go na bardzo dobrej pozycji wśród szlaczkowych gigantów. Dla osobników o silnie ograniczonej percepcji jest też podręcznik, wyjaśniający ilustrowanymi przykładami, co to znaczy "zrobić dym" i inne takie...