Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Zalety:

  • urozmaicona rozgrywka względem części pierwszej
  • poprawiona szczegółowość grafiki
  • płynne i atrakcyjne dla oka animacje

Wady:

  • to naprawdę WCZESNY dostęp
  • brak negatywnych i pozytywnych konsekwencji z gry

Kilka dni temu do wczesnego dostępu trafiła 2 część Darkest Dungeon. Podobnie jak w przypadku części pierwszej na graczy czeka dużo mroku, stresu i niekończącego się pasma udręk. Wiele osób, (w tym ja) czekało na tą premierę ponad 5 lat. Przez ten czas zadawałem sobie pytanie, czy dwójka będzie jedynie rozwinięciem mechanii, czy raczej zupełnie nowym tytułem osadzonym w tym samym uniwersum. Nawet po pierwszym dniu rozgrywki nie byłem pewien odpowiedzi.

Stare dobre Darkest Dungeon

Zacznijmy od tego co nie uległo zmianom Kluczowym elementem rozgrywki, który fani serii rozpoznają na pierwszy rzut oka są oczywiście bohaterowie. Jest ich nieco mniej niż w jedynce z dodatkami, ale spotkamy tutaj: Badacza Zarazy, Hienę Cmentarną, Oprycha, Zbrojnego, Awanturniczkę, Uciekinierkę, Arlekina, Trędowatego oraz Okultystę.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Poszczególne postaci zachowały swoje kluczowe cechy, dzięki czemu doświadczeni gracze nie będą mieli problemu z wytypowaniem zrównoważonego zespołu. Warto jednak podkreślić, że większość umiejętności została znacząco zmodyfikowana. Największą nowością w zakresie postaci jest sposób odblokowywania umiejętności. Wcześniej były one wykupowane przy pomocy dostępnej w grze waluty. Aktualnie pojawiają się one wraz z postępem poznawania historii. Wygląda na to, że twórcy gry postanowili w ten sposób przybliżyć graczowi nieszczęśników, którzy w pierwszej części byli beznamiętnie poświęcani dla większego dobra. Historie bohaterów są prezentowane w formie prostych opowieści, którym czasami towarzyszą pomysłowe mini-pojedynki.

Zobacz również:

  • Ranking smartfonów do 1500 zł [Edycja 2021]
  • Poznaliśmy datę premiery Darkest Dungeon 2 na PC
Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Wśród podobieństw do jedynki wymienię również system walki turowej oparty na dużej losowości wydarzeń i wysokiej wadze czynników szczęścia. Znajomo wygląda także znaczna część przeciwników, chociaż otrzymali oni nowe grafiki, animacje oraz modyfikatory.

My, ciemność, dyliżans i odległe światło gospody

W ramach early access twórcy udostępniają nam pierwszy rozdział rozgrywki. Oznacza to możliwość poznania startowych lokalizacji oraz dotarcia do pierwszego z bosów.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Pierwsza część gry wysyłała prowadzonych przez nas śmiałków do lochów w zróżnicowanych lokalizacjach. Widoczność ograniczała się do zasięgu światła pochodni, a na każdym kroku czekały zasadzki. Zadaniem była natomiast stopniowa odbudowa majątku i posiadłości należących do podmiotu lirycznego.

Tym razem nasz zespół wyrusza w metafizyczną podróż związaną z poszukiwaniem nadziei. Odbywa się ona z perspektywy karocy przemierzającej zdeprawowany i trawiony nieszczęściami świat. Gracz widzi przed sobą wszystko co zdoła wygenerować silnik gry. Zabieg ten odarł Darkest Dungeon z nieprzewidywalności generowanej uprzednio przez zasadzki i pułapki.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Mechanika rozgrywki została skierowana w kierunku klasycznego roguelike. Po każdej śmierci, grę zaczynamy z tego samego miejsca, a do naszej dyspozycji są te same postaci - chociaż pozbawione nabytych we wcześniejsze drodze atrybutów. Pierwsza napotykana lokalizacja pozwala nam wybrać rozdział gry. Dalej pojawiają się rozdroża gdzie dobieramy zespół i umiejętności oraz możemy zapoznać się z pozytywnymi i negatywnymi cechami bohaterów.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Po następnym odcinku drogi, zawsze odnajdziemy pozostawioną skrzynię, w której czeka na nas trochę ekwipunku i waluty. Na ostatniej prostej wstępu trafiamy na pierwsza walkę ze stosunkowo łatwymi przeciwnikami.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Kolejna na naszej trasie jest gospoda, znajdująca się na początku każdej mapy. Nasze postaci mogą się tam odstresować, wyleczyć i poprawić wzajemne relacje. Oprócz tego możemy tutaj dokonać zakupów z asortymentu handlarza.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Jest to też jedyne miejsce gdzie możemy zmodyfikować nasz dyliżans oraz rozdać punkty mistrzowskie, odpowiedzialne za podnoszenie poziomu biegłości.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Ostatnie co musimy zrobić w każdej lokalizacji to wybrać cel kolejnej wyprawy i wyruszyć w drogę - wypatrując kolejnej gospody.

Wrota śmierci - dlaczego oni nie giną!?

Gdy nad tym myślę to uważam, że chyba to całkiem sprawiedliwe - w Darkest Dungeon funkcjonuje system wrót śmierci, pozwalający postaci przeżyć śmiertelny cios jeśli system losowania będzie dla nas łaskawy. Druga odsłona przynosi rozwinięcie tego rozwiązania polegające na tym, że wrota śmierci nie przedłużają życia jedynie naszych postaci, ale również i wrogów. To pierwszy element w rozgrywce, który obserwowałem z niedowierzaniem myśląc, że zwycięstwo mam już w kieszeni. Rekompensatą dla gracza ma być likwidacja funkcjonującego wcześniej współczynnika pudła. Aktualnie występuje on tylko gdy postaci są objęte działaniem specyficznych statusów.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Poza tym aspektem walka przypomina tą, znaną z poprzedniej części. Nasze postaci mogą używać przedmiotów bitewnych oraz atakować. Tym razem nieco większa waga została położona właśnie na przedmioty, które warto regularnie wykorzystywać. W tej grze jak nigdzie sprawdza się stwierdzenie - lepiej zapobiegać niż leczyć.

Wczesny dostęp obejmuje 3 rodzaje tras dla dyliżansu. Różnią się one wyglądem oraz typem napotykanych przeciwników. Kupowane w gospodzie przedmioty bitewne dostosowujemy głównie pod kątem przeciwników, których spodziewamy się spotkać.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]
Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]
Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Po kilku wyprawach zauważyłem również, że nie opłaca się rezygnować z walk. Oczywiście jest jest to recepta na każdą bitwę, ale to podczas nich dostajemy walutę, ekwipunek i co najważniejsze - punkty doświadczenia. Jeśli będziemy rezygnować z walk aby ograniczać ryzyko w drodze do gospody, to nie damy rady pokonać ostatniego bosa.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Wszyscy zginiemy!

Seria Darkest Dungeon wykorzystuje aż 2 współczynniki mogące uśmiercić naszych bohaterów. Pierwszym jest życie, a drugim stres. W pierwszej odsłonie stres narastał w 2 etapach składających się łącznie z 200 punktów. Tym razem jest jedynie 10 punktów bez podziału na etapy. Oczywiście przyrost tego czynnika został odpowiednio przeskalowany, jednak mam wrażenie, że bezwładność przyrostu jest znacznie niższa. Karą za uzyskanie maksymalnego poziomu stresu nie jest tym razem natychmiastowa śmierć lecz znaczna redukcja punktów zdrowia oraz utrata dobrych relacji z pozostałymi postaciami (co z dużym prawdopodobieństwem również zakończy się śmiercią).

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Pierwsza część gry pozwalała obniżać stres za pomocą umiejętności bojowych. Tym razem znaczenie tej metody zostało znacząco zredukowane, dużo bardziej przydatne okazują się przedmioty bitewne. Nie bez znaczenia są również wcześniej wspomniane relacje między postaciami - ich złożoność jest również nowością w drugiej odsłonie gry. Lubiące się postaci dzielą się komplementami redukującymi panujące w drużynie napięcie.

“Wyleczyć” stres będziemy mogli również w gospodzie na końcu danej mapy, warto więc zbierać wszelkie przedmioty obniżające ten współczynnik.

Tylko przyjaźń może nas uratować

To właśnie relacje stały się kluczowym elementem sukcesu w Darkest Dungeon 2. Jeśli uda nam się obrać dobre trasy, unikać nadmiaru stresu to właśnie w relacjach odnajdziemy przepis na samonakręcającą się spiralę szczęścia. Moje najlepsze podejście do gry zaczęło się gdy w pierwszej gospodzie zainwestowałem wszystko w przedmioty poprawiające relacje. To chyba jedyna szansa żeby mieć realny wpływ na sympatię lub apatię miedzy bohaterami - wszelkie inne zmiany relacji wydają się po prostu losowe. Podczas walki postaci czasami obrażają się za dobicie przeciwnika, którego uprzednio zaatakowali, a czami bez powodu chwalą się za pracę zespołowa.

Jeśli nasze postaci się nie lubią, to w trakcie rozgrywki będą się wzajemnie demotywować. Prawie za każdym razem otrzymamy punkty stresu, a czasem również negatywne statusy np. obniżające atak. Posiadanie w drużynie więcej niż jednej negatywnie nastawionej postaci sprawia, że rozgrywka staje się drogą przez mękę.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Sytuacja wygląda inaczej gdy nasze postaci się lubią. Pochwały i wspieranie się uprzyjemnia rozgrywkę. Członkowie zespołu zbijają sobie stres, wrzucają pozytywne statusy do ataku lub obrony, odsłaniają się wzajemnie przed ciosami przeciwnika lub atakują wspólnie zadając bardzo duże obrażenia.

Panowie i Panie - zapraszamy do dyliżansu

Główną nowością, towarzyszącą nam podczas całej rozgrywki jest dyliżans, którym nasi bohaterowie przemierzają zepsuty do szpiku kości świat. W pewnym sensie zastępuje on posiadłość znaną z pierwszej części gry.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

To jakie funkcje będzie on nam oferował zależą od modyfikacji, które znajdziemy po drodze bądź kupimy w gospodzie i rupieciarza. Usprawnienia mogą dodawać dodatkowe miejsc na przechowywanie przedmiotów oraz modyfikować ich spiętrzanie. Inne pozwolą na produkowanie medykamentów czy jedzenia lub pozytywnie wpłyną na relacje postaci. Niestety w przeciwieństwie pierwszej części - wszystkie ulepszenia dyliżansu przepadają wraz ze śmiercią drużyny lub wraz z ukończeniem rozdziału.

Dodatkowo w menu pojazdu zauważyliśmy miejsce na trofeum i zwierzaka. Pomimo ukończenia pełnej aktualnie dostępnej zawartości wczesnego dostępu, nie udało nam się spotkać tych elementów. Pewnie twórcy dodadzą je w niedalekiej przyszłości.

Wszystko aby wzniecić płomień

Pierwszą część Darkest Dungeon ceniłem za mechanikę zarządzania posiadłością. Satysfakcję sprawiało mi rozwijanie gospody, lazaretu czy kowala. Każda udana misja pozwalała doświadczyć choćby drobnego postępu w rozgrywce. Teraz po śmierci bohatera lub ukończeniu rozdziału tracimy praktycznie wszystko - walutę, bibeloty, rozwój postaci. Na stałe pozostają z nami jedynie punkty nadziei, której odblokowują dodatkową zawartość możliwą do kupienia lub znalezienia. Mogą to być bibeloty, przedmioty bitewne oraz modyfikatory cech postaci.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Dodatkowe przedmioty mogą wprawdzie ułatwić rozgrywkę, ale ich znalezienie czy możliwość kupienia jest kwestią szczęścia. Oznacza to, że ukończenie wyprawy nie zapewnia jakiegokolwiek pasywnego postępu. Jest to dla mnie na tą chwile największe rozgoryczenie. Gracz nie jest w żaden sposób karany za porażkę (zawsze jakieś punkty nadziei wpadną), a nagroda za idealne przejście jest iluzoryczna. Presja towarzysząca rozgrywce jest znacznie mniejsza, a dotychczas był to jeden z bardziej światłych punktów Darkest Dungeon. Jeśli słabo rozpoczniemy rozgrywkę to wystarczy błyskawicznie i bezkarnie umrzeć, a gra rozpocznie się od początku. Jak na ironię twórcy nie dali jednak możliwości przerwania wyzwania bez ponoszenia śmierci - nie ma opcji poddania się czy powrotu do początku - niejednokrotnie znudzony oglądałem długie minuty animacji prowadzącej do rychłej śmierci, a sytuacji tej nie towarzyszyły żadne emocje poza zniecierpliwieniem.

Technikalia

Największy postęp technologiczny odnotowałem w warstwie graficznej gry. Stylistyka utrzymała swój charakter, ale twórcy zdecydowanie poprawili szczegółowość i ilość detali. Dodatkowo w pierwszej odsłonie tytułu mieliśmy animacje składające się z kilku klatek - spoczynek i reakcja. Teraz ruchy wszystkich postaci są całkowicie płynne.

Nie odnotowałem krytycznych błędów podczas rozgrywki. Kilka razy zdarzyło się, że sterowanie karocą odmówiło posłuszeństwa, a pojazd mkną przed siebie poza kontrolą gracza. Dodatkowo w przypadku monitora ultrapanoramicznego (w naszym przypadku Predator x38 - 3840×1600 px ) tylko jedna z lokacji była wyświetlana na pełnym ekranie - niestety w tym właśnie wypadku widoczne były wczytujące się i znikające na przemian elementy mapy.

Najbardziej frustrującym niedociągnięciem okazały się błędnie funkcjonujące ekrany decyzji drużyny. Większość napotkanych w grze obiektów pozwala podjąć jedną z kilku dróg postępowania (np. ucieczka, atak, atak z wykorzystaniem bonusów itp.). Poszczególni członkowie drużyny mają różne odczucia co do możliwych decyzji, a ich ocena sytuacji jest symbolizowana przez kolorowe poświaty. Aprobata lub dezaprobata może znacząco wpłynąć na morale. Tymczasem gra z jakiegoś powodu nigdy nie sygnalizowała odczuć Badacza Zarazy, przez co akurat ta postać najwolniej asymilowała się z resztą zespołu.

Niedopracowane są również tłumaczenia. We wczesnym dostępie możemy liczyć na polskie napisy. Stopień ich ukończenia określiłbym na poziomie 60%. Niestety nawet w jednym zdaniu potrafią się przeplatać polskie i angielskie zwroty. Z drugiej stron wydaje się, że w niektórych miejscach tłumaczenie poszło za daleko i rozbiło mechanizmy odpowiedzialne za automatyzację wyświetlania przedmiotów. Przykład możecie zobaczyć poniżej.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Biorąc pod uwagę, że gra ma być dopracowywana jeszcze przez rok, warstwa techniczna wygląda przyzwoicie, a niedociągnięcia nie psują zabawy.

Podsumowanie - nie lubię tego dyliżansu, ale z niego nie wysiądę

Darknes Dengeon 2 jest dostępne wyłącznie w Epic Games. Cena gry w chwili pisania recenzji wynosi 99 zł. Taka opłata ma zostać utrzymana również po oficjalnej premierze. Biorąc pod uwagę aktualną zawartość zapewne nie jest to najlepszy sposób na ulokowanie takiej kwoty. Gracze otrzymują zaledwie 1 z 5 zadań, a dla osób, które rozpracowały jedynkę oznacza to około 4-5 godzin zabawy. Nowicjusze będą potrzebować zapewne nieco więcej czasu aby wystarczająco przyswoić złośliwości tego tytułu. Warstwa techniczna gry również pozostawia nieco do życzenia - wprawdzie nie natknąłem się na błędy uniemożliwiające zabawę, ale kilka frustrujących niedoskonałości nieco ją utrudniło. Jeśli ktoś jest fanem jedynki (tak jak ja), zapewne i tak kupi tytuł już teraz żeby zagłębiać się w przygodę wraz z każdą aktualizacją zawartości.

Darkest Dungeon II to nadal gra mroku i nieustannej śmierci, ale czy przypomina pierwszą część? [recenzja]

Od początku pisania recenzji zastanawiam się ile z pierwotnego Darkest Dungeon zostało w nowej części. Wbrew pozorom jest go chyba znacznie mniej niż się spodziewałem. Poszczególne przejścia etapów są znacznie dłuższe, a zamiast dziesiątek umierających na każdym kroku postaci, do naszej dyspozycji jest kilku bohaterów z historią, zamkniętych w pętli życia i śmierci. Gracz nie odczuwa żadnego pasywnego postępu oprócz powiększającego się asortymentu przedmiotów możliwych do znalezienia w kolejnej rozgrywce. Darknes Dengeon 2 nie jest rozwinięciem jedynki - to zdecydowanie nowa koncepcja. Wspomniane wcześniej cztery godziny gry spędziłem całkiem przyjemne, jednak nie odczuwam tej masochistycznej satysfakcji, która towarzyszyła mi podczas zmagań pierwowzorem. Może to być dobra informacja dla nowych graczy - próg wejścia w ten tytuł właśnie znacząco zmalał.

Moja ocena jest bardzo wstępna - wierzę, że przez najbliższy rok załoga Red Hook zaskoczy mnie jeszcze wielokrotnie. Największe nadzieje mam co do fabuły i zakończenia, wydaje mi się, że może nas tu spotkać wiele dobroci.