Digitus A-DN-170010

Zalety:

  • Niska cena
  • Długa praca na naładowanych bateriach

Wady:

  • Słaba ładowarka
  • Nietypowy kształt napięcia

Marka Digitus debiutuje w naszych testach zasilaczy awaryjnych. Opisywany model nie wyróżnia się niczym szczególnym poza niską ceną. W odróżnianiu od innych, mocniejszych i droższych Digitusów, które mają bardzo dobrze rozwiązany system informacji wyświetlany na ekranie ciekłokrystalicznym.

Marka Digitus debiutuje w naszych testach zasilaczy awaryjnych. Opisywany model nie wyróżnia się niczym szczególnym poza niską ceną. W odróżnianiu od innych, mocniejszych i droższych Digitusów, które mają bardzo dobrze rozwiązany system informacji wyświetlany na ekranie ciekłokrystalicznym. Do najtańszego okazał się zbyt drogi. Zasilacz ma niewielką moc i stosownie do tego tylko dwa wyjścia typu USE do podłączenia odbiorników. Oprócz nich urządzenie wyposażono w dwa gniazdka telefoniczne. Ustawione na drodze linii zabezpieczają domową instalację przed niepożądanymi zakłóceniami mogącymi dostać się tą drogą do modemu i dalej do komputera. Jest jeszcze bezpiecznik topikowy i gniazdko RS-232 do komunikacji z programem Power Manager zainstalowanym na komputerze.

Układ podtrzymania pracuje według interaktywnego schematu połączeń. Składa się z jednej baterii o pojemności siedmiu amperogodzin, falownika wytwarzającego napięcie okresowe o niecodziennym i trudnym do opisania kształcie oraz dwustopniowego układu AVR, podnoszącego lub obniżającego napięcie w sytuacjach, kiedy problem ogranicza się do jego wysokości. Pod obciążeniem 325W, w pełni naładowana bateria zasilała odbiornik ponad cztery minuty. Dwugodzinne ładowanie nie wystarczało do powtórzenia tego wyniku. Uzyskaliśmy tylko półtorej minuty. A-DN-170010 nie ma wydajnej ładowarki i, sądząc po danych technicznych, to nie błąd, ale zamierzenie producenta. W specyfikacji wspomina się o ośmiu godzinach niezbędnych do uzyskania 90 procentowego naładowania baterii. Przy częstych awariach zasilania ten czas może okazać się zbyt długi.

Oba stopnie AVR nie są szczęśliwie zaprojektowane. W efekcie zasilacz przepuszcza napięcie z sieci w zbyt szerokim zakresie, między 188 a 271V. Przejście z zasilania sieciowego na bateryjne także nie jest najlepsze. Nowy przebieg nie kontynuuje fazy starego, pojawia się silna składowa stuhercowa. Jednym słowem nie należy temu modelowi stawiać trudnych zadań.