"Droga stali i nadziei" - to się czyta! [recenzja]

Książkę rozpoczyna zdanie: "Za oknami, w ciemności, błocie i wietrze, podkradała się śmierć". Doskonale zapowiada ono klimat, w jakim utrzymana jest cała opowieść. A czy warto się z nią zapoznać? Na to pytanie odpowiadam w poniższej recenzji.

"Droga stali i nadziei" to książka napisana przez debiutującego w Polsce Dmitrija Manasypowa. Jest ona osadzona w ponurym, postapokaliptycznym uniwersum Metro 2033, stworzonym przez Dmitrija Głuchowskiego. I od razu na wstępie zaznaczę, że jego znajomość nie jest wymagana do sięgnięcia po lekturę, choć oczywiście czytelnicy, którzy znają twórczość Głuchowskiego (oraz innych autorów, tworzących historie w tych realiach) będą mieli znacznie szerszą perspektywę wszystkich wydarzeń. Jeśli ktoś nie odwiedził jeszcze tego świata - czy to w książkach, czy grach - zarysuję pokrótce tło. Nastąpiła III Wojna Światowa. Rozpoczęła się od ataku Chin na Tajwan, który otrzymał pomoc od USA. W takiej sytuacji Rosja zaatakowała Stany Zjednoczone i doszło do globalnego konfliktu atomowego, podczas którego zmieciona została z powierzchni Ziemi większość miast. Ocaleli ludzie budują na nowo swoje życie, jednak na skutek skażenia pojawiły się tam różnego rodzaju bestie i potwory, zaś wśród ludności również zdarzają niezwykłe mutacje.

"Droga stali i nadziei" - to się czyta! [recenzja]

"Droga stali i nadziei" rozpoczyna się mocnym uderzeniem - rodzina uchodźców, która zamieszkała w osadzie Cziszma, zostaje pewnej nocy napadnięta przez... coś. Rodzina ta była zaprzyjaźniona z Azmatem (ksywka "Pocisk") - byłym wojskowym, przemierzający zdewastowany świat w towarzystwie zmutowanego kota. Mężczyzna postanawia pomścić zabitych i rozpoczyna polowanie. To pierwszy wątek, gdyż równocześnie obserwujemy w innym miejscu, coś w rodzaju zadaszonego obozu koncentracyjnego. Jest to siedziba Zakonu Odrodzenia, którego przedstawicielka - piękna Inga Wojnowskaja - jest drugą bohaterką książki. Już na wstępie dowiadujemy się, że jeńcy są przetrzymywani w charakterze "zapasów" dla Mistrza Zakonu, który pobiera od nich krew, osocze, a gdy jest to możliwe - również żywotne organy. Inga otrzymuje od niego bezpośrednią, ważną misję do wykonania. Ale na tym nie koniec. Trzeci główny wątek, a zarazem kolejna postać pierwszoplanowa, to Morhołt. Kim jest? Moje pierwsze skojarzenie przywiodło na myśl odpowiednik Wiedźmina w świecie post-apo. Samotny twardziel chwytający bandytów i nierzadko walczący z potworami kryjącymi w mroku, a zarazem człowiek o dobrym sercu i wielkiej inteligencji.

Ale co łączy całą tę trójkę? Odpowiedzią jest Dasza Darmowaja - ktoś w rodzaju telepatki, która jednak nie potrafi jeszcze panować nad swymi mocami. Proponuje najemnemu zabójcy potworów pewną podróż. Jak się nietrudno domyślić, Morhołt wyruszy wraz z nią na niebezpieczne szlak. Więcej zdradzić nie mogę, aby nie psuć zabawy tym czytelniczkom i czytelnikom, które zdecydują się sięgnąć po książkę. A czy warto? Zdecydowanie tak.

Manasypow pisze w stylu, jaki lubię najbardziej - nie leje przysłowiowej wody, a w kilku zdaniach potrafi stworzyć plastyczny opis zarówno miejsca, jak i postaci. Sprawia to, ze powieść ma charakter "gawędziarski" - czyta się ją się szybko i przyjemnie (choć oczywiście opisane tu realia do przyjemnych się nie zaliczają). Bohaterowie pierwszoplanowi to postacie z krwi i kości, których myśli i wspomnienia mamy okazję śledzić na kolejnych stronach. Daje to autorowi pretekst do snucia kolejnych, mniej lub bardziej powiązanych z bieżącą fabułą, historii i pogłębia tło dla ponurego świata. A sama fabuła to również kawał solidnej, pisarskiej pracy - zaciekawia, wciąga, a często spotykamy cliffhangery - czyli wątek jednej z postaci urywa się w krytycznym momencie, a zanim do niej powrócimy, śledzimy historię pozostałej dwójki.

Szczerze mówiąc nie przepadam za światami postapokaliptycznymi, ale "Drogę stali i nadziei" czytałem z przyjemnością. Tym bardziej, że realia spustoszonej globalnym konfliktem Rosji przywoływały mi czasem na myśl świat Wiedźmina - potwory kryjące się w podziemnych legowiskach, bandy grasujące pod bezdrożach, konflikty politycznych interesów, a w tym wszystkim prawy samotnik (Morhołt - oczywiście to tylko jeden z trójki bohaterów). Ogólnie - sprawnie napisane, pozwalające przenieść się w trakcie lektury do innego świata. Tego właśnie spodziewam się po książkach i jestem usatysfakcjonowany. Polecam każdemu, kto ma ochotę na klimaty post-apokaliptyczne lub po prostu podoba mu się uniwersum Metro 2033.

Grafika główna pochodzi z gry Metro:Exodus