Halo Infinite – recenzja. Master Chief jakiego kochamy

fot. Maciej Persona / PCWorld.pl

Zalety:

  • Wciągająca i dobrze rozpisana historia
  • Znakomicie zrealizowane przerywniki filmowe
  • Gadżety i zdolności to miłe urozmaicenie rozgrywki
  • Swoboda rozgrywki i aktywności poboczne
  • To wciąż stare, dobre Halo

Wady:

  • Przedstawiona historia jest trudna w odbiorze dla graczy niezaznajomionych z serią

Master Chief powrócił! Jeśli jesteście ciekawi czy jest to powrót godny króla, to zapraszamy do naszej recenzji Halo Infinite.

Wyjątkowo długo przyszło nam czekać na premierę Halo Infinite. Początkowo nowe przygody Master Chiefa miały zadebiutować wraz z konsolami Xbox Series X/S. Niestety, okazało się, że twórcy potrzebują dodatkowych 12 miesięcy, aby odpowiednio dopracować swoje dzieło. Czy warto było czekać?

Halo Infinite – recenzja gry. Historia (nie) dla każdego

Halo Infinite – recenzja. Master Chief jakiego kochamy

fot. Maciej Persona / PCWorld.pl

Halo Infinite pozwoli nam po raz kolejny wcielić się w ikonicznego bohatera – Master Chiefa. Fani serii już od pierwszych chwil poczują się jak w domu. Wyjątkowy klimat wojennego Sci-Fi w stylu Halo został w najnowszej odsłonie cyklu utrzymany. Nie chcę za dużo zdradzać, ale podczas swoich podróży gracze mogą liczyć na spotkanie kilku dobrze znanych postaci i poznanie zupełnie nowych towarzyszy.

Zobacz również:

Twórcy gry, 343 Inudstries, obiecywali emocjonalną i największą kampanię fabularną w historii serii Halo i słowa dotrzymali. W Infinite nie zabraknie zatem wartkiej akcji, epickich starć z bossami, znakomitych dialogów i mistrzowsko zrealizowanych przerywników filmowych. Co więcej, te ostatnie są tak płynnie wkomponowane w rozgrywkę, że mamy wrażenie, iż cały czas uczestniczymy w interaktywnym filmie z gatunku sci-fi.

Niestety, Halo Infinite nie jest jednak grą dla każdego. Choć pewnie większość graczy i tak będzie w stanie czerpać radość z przedstawionej historii, to nie da się ukryć, że jest to opowieść skierowana dla weteranów serii. Osoby, które zaczynają dopiero swoją przygodę z cyklem Halo będą się czuć po prostu zagubione. Większość historii, wydarzeń czy imion, które są wspominane podczas rozgrywki, będą dla nich obce. Co więcej, cała linia fabularna jest ściśle powiązana ze starszymi odsłonami i w zasadzie należy ją traktować bardziej jako kolejny odcinek serialu, niż zupełnie nowy film.

To nie jest gra z otwartym światem

Zgodnie z zapowiedziami, Halo Infinite otrzymało największy obszar w historii cyklu. Trzeba to jednak wyraźnie podkreślić – Halo Infinite nie jest grą z otwartym światem. Choć do naszej dyspozycji oddano ogromną mapę, po której możemy się dość swobodnie poruszać, to do wielu obszarów (szczególnie tych związanych z głównym wątkiem fabularnym) będziemy musieli się po prostu przenieść. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to spora nowość w nieco „korytarzowej” serii.

Halo Infinite – recenzja. Master Chief jakiego kochamy

fot. Maciej Persona / PCWorld.pl

Twórcy postarali się nieco urozmaicić rozgrywkę i podczas przemierzania głównej mapy możemy liczyć na szereg aktywności pobocznych, np.: odbijanie lądowisk i fortec, eliminowanie kluczowych celów czy pomaganie zaprzyjaźnionym oddziałom. Możemy zdecydować się również na poszukiwania licznych sekretów i „znajdziek” w formie elementów do personalizacji pancerza w trybie sieciowym czy specjalnych rdzeni, dzięki którym możemy ulepszyć wyposażenie Master Chiefa. 343 Industries na szczęście nie postanowiło z Halo zrobić kolejnego Far Cry'a i liczba dodatkowych aktywności nie przytłacza, a co więcej, są one całkowicie opcjonalne.

Więcej, lepiej, mocniej

Nowa konstrukcja świata i większa swoboda podczas rozgrywki wymusiła na twórcach dodanie szeregu nowości oraz zmian, które sprawią, że Halo Infinite nie będzie na dłuższą metę nudzić. Pod względem rozgrywki największą rewolucją wydają się być zdolności i gadżety, którymi został obdarzony Master Chief. Najbardziej znaczącym jest tu linka z hakiem, którą nasz bohater wystrzeliwuje z rękawicy. Początkowo wydawało mi się, że będzie to jedynie kosmetyczny dodatek. Bardzo szybko okazało się jednak, że linka będzie odgrywać kluczową rolę w niemal każdym aspekcie rozgrywki.

Halo Infinite – recenzja. Master Chief jakiego kochamy

fot. Maciej Persona / PCWorld.pl

Pomaga ona nie tylko szybciej i sprawniej poruszać się po świecie gry, ale również znakomicie sprawdza się w walce. Możemy ją bowiem wystrzelić w kierunku przeciwnika, co sprawi, że błyskawicznie się do niego zbliżymy i zadamy mu potężny cios. Podczas licznych, dynamicznych starć może się również zdarzyć, że zabraknie wam amunicji bądź kątem oka dostrzeżecie lepszą broń. Wystarczy, że wystrzelicie w danym kierunku linkę z hakiem, a już po chwili będziecie mogli cieszyć się nowym narzędziem zagłady. To jednak nie wszystko, nasz gadżet możemy ulepszyć co sprawi, że będzie ona razić przeciwników prądem bądź wyzwalać potężny wybuch podczas ataku. Linka z hakiem to oczywiście nie jedyny gadżet, jaki mamy do naszej dyspozycji, otrzymamy również przenośną tarczę energetyczną, plecak odrzutowy pozwalający na uniki czy czujnik, który pozwoli nam zobaczyć przeciwników nawet przez ściany.

Halo Infinite – recenzja. Master Chief jakiego kochamy

fot. Maciej Persona / PCWorld.pl

Nie da się jednak ukryć, że główną siłą Master Chiefa pozostaną – wierny karabin i granaty. Arsenał dostępny w Halo Infinite również się rozrósł, co sprawia, że podczas zabawy będziemy mogli skorzystać z 22 rodzajów broni. Każda z nich zachowuje się inaczej i gwarantuje wam, że podczas rozgrywki będziecie niezwykle często rotować pomiędzy dostępnym ekwipunkiem. Na naszej drodze staną również nowi przeciwnicy, w tym potężni bossowie. Tych jest zaskakująco dużo. Charakteryzują się oni zwykle większą wytrzymałością, lepszym uzbrojeniem i unikatowymi mechanikami. Na niektórych przeciwników trzeba bowiem znaleźć odpowiedni sposób.

Halo Infinite – recenzja. Master Chief jakiego kochamy

fot. Maciej Persona / PCWorld.pl

Wielkie brawa należą się 343 Industries za zachowanie umiaru i rozwagi. Halo Infinite to wciąż klasyczny i dobrze nam znany reprezentant gatunku FPS. Nie ma tu zatem mowy o paskach życia przeciwników (nie licząc bossów), zdobywaniu punktów doświadczenia czy opcjach dialogowych.

Halo Infinite naprawdę dobrze wygląda

Wiele obaw budziła oprawa graficzna Halo Infinite. Szczególnie po pierwszym oficjalnym pokazie z rozgrywki. Od tamtej pory wiele się jednak zmieniało i muszę stwierdzić, że najnowsze przygody Master Chiefa wyglądają naprawdę dobrze. Nie jest to może poziom, który na nowo definiuje gatunek, ale z całą pewnością nie ma się czego wstydzić. Co więcej, na szczególne uznanie zasługuje optymalizacja. Na Xbox Series X Halo Infinite nie tylko dobrze wygląda, ale i znakomicie działa. Podczas zabawy nie zanotowałem żadnych wyraźnych spadków płynności animacji. Chwaliłem już przerywniki filmowe, ale zrobię to raz jeszcze. 343 Industries należą się bowiem ogromne brawa, za to, jak zrealizowali ten element i jak płynnie gra przechodzi pomiędzy właściwą rozgrywką, a scenkami.

Halo Infinite – recenzja. Master Chief jakiego kochamy

fot. Maciej Persona / PCWorld.pl

Rewelacyjne wrażenia z kampanii Halo Infinite dopełniają aktorzy głosowi, którzy znakomicie odnaleźli się w swoich rolach. Na uznanie zasługuje nie tylko Master Chief - jak zwykle konkretny i ponury, ale niemal każda postać pojawiająca się na ekranie.

Halo jakie znamy i kochamy

Studio 343 Inudstries nie starało się w przypadku Halo Infinite wymyślać „koła na nowo”. Twórcy gry postawili na sprawdzone rozwiązania, lekko je rozbudowując i ulepszając. Czy to źle? Absolutnie nie, wręcz przeciwnie. Halo Infinite to wciąż znakomity FPS, który nie zatracił swojego DNA, choć „przesadzono go” na nowy grunt. Najnowsze przygody Master Chiefa to pozycja obowiązkowa dla fanów serii. Nieco większy problem z „wejściem” w produkcję będą miały osoby dopiero poznające to niezwykłe uniwersum, ale i one powinny znaleźć sporo radości w odkrywaniu tajemnic Halo Infinite. Co tu dużo mówić, Microsoft ma kolejny hit.