Pangeon - polskie zwiedzanie podziemi w stylu Minecrafta

Zalety:

  • klimatyczna grafika
  • ładne animacje i efekty
  • miła dla ucha muzyka
  • cztery różne postacie do wyboru

Wady:

  • krótki czas gry
  • kiepska SI przeciwników
  • zawsze te same podziemia
  • banalnie prosty - a nawet zbyt prosty - gameplay

Pangeon to najnowsza gra polskiego studia MrCiastku. Eksplorujemy tu lochy i walczymy z potworami - brzmi obiecująco, a jak wypada gra w praktyce?

Patrząc na zamieszczone na Steamie obrazki z gry, Pangeon kojarzy się z czymś pomiędzy Eye of Beholder a Minceraft Dungeons. Z klasykiem łączy go widok z pierwszej osoby, z produkcją Mojang - pikselowa grafika. Zabawa oferuje dwa tryby rozgrywki - fabularny, czyli przemierzenie ośmiu lochów i eksterminacja napotkanych tam potworów oraz bossów, a drugi to Arena, gdzie po prostu walczy się z kolejnymi falami przeciwników. W obu wybieramy swoją postać - może być to wojownik, łuczniczka, mag lub złodziej. Wojownik i łuczniczka atakują dystansowo, podczas gdy wojownik i złodziej preferują zwarcia. Bronie nie są przypisane do profesji i łuczniczka może posługiwać się mieczem czy maczugą, a wojownik - strzelać z łuku. Każdą postać opisuje pięć cech - przez wejściem do podziemi dostaje się kilka wolnych punktów, którymi można zwiększyć wybrane. Później, w miarę zdobywania kolejnych poziomów doświadczenia (do czego potrzebne oczywiście eliminowanie wrogów), otrzymuje się następne możliwości rozwijania współczynników.

Pangeon - polskie zwiedzanie podziemi w stylu Minecrafta

A teraz przechodzimy do samej zabawy - którą pokazuje poniższy gameplay. Niestety, brak tu jakiegokolwiek wprowadzenia fabularnego. Po prostu pojawiasz się w komnacie w podziemiach i już. Choć wiele współczesnych produkcji przyzwyczaiło nas do generowania całych światów, w Pangeon mamy zawsze takie same lochy. Obojętnie, jakiej postaci by się nie wybrało, przemierza ona te same drogi, walcząc z tymi samymi przeciwnikami. Sprawia to, że produkcja ta po jednej rozgrywce przestaje bawić. Konstrukcja lochów i podziemi nie jest na tyle rozbudowana, aby chciało się eksplorować je znowu, nie ma także żadnych ukrytych pomieszczeń do odkrywania. Mamy w sumie osiem poziomów - trzy z nich kończą się walkami z bossami, na ostatnim jest kilku mini-bossów. Przeciwnicy to gobliny, szkielety i magowie, a także zwierzęta - gobliny, bloby, pająki i nietoperze, trafiają się również duchy oraz żywiołaki ognia.

Pangeon - polskie zwiedzanie podziemi w stylu Minecrafta

W sumie ze wszystkich najgroźniejsi są magowie i wspomniane właśnie żywiołaki - atakują dystansowo i trzeba mocno się starać, aby nie oberwać pociskiem. Jednak nie sposób mówić o jakiejś zaawansowanej SI. Strzelasz do przeciwnika z łuku - idzie prosto na Ciebie, nie starając się wykonać żadnego uniku. Dlatego postać łuczniczki to dla mnie najlepsza w grze profesja - po zakupie mocniejszego łuku i rozwinięciu zręczności, dwoma strzałami na odległość zdejmuje każdego, dlatego może wędrować niedraśnięta. Ataki dystansowe doskonale sprawdzają się także przy bossach. A co SI wracając - zdarzają się sytuacje, że widzimy czekających w podziemnej sali trzech stojących obok siebie wrogów. Uderzamy z dystansu w jednego - rusza on do ataku, ale pozostali stoją jak gdyby nic. Po prostu - kiepsko.

Oprawa wizualna - co widać na powyższym filmiku - przypomina Minecrafta ze względu na swoją "pikselozę". Jednak zaskakuje odkrycie, że postaci przeciwników - włącznie z bossami - są wykonane w 2D i nie mają żadnej głębi (można to zobaczyć na klipie przy końcu siódmej minuty - walka z trzecim bossem). Jednak ogólnie grafika ma swój specyficzny klimat i aż szkoda, że tak mało miejsc przygotowano do odwiedzenia. Całą zabawę można spokojnie skończyć nawet w 1,5 godziny i.... tyle. Pozostaje Arena, gdzie można walczyć dla relaksu. Nie można natomiast przyczepić się do animacji - zarówno postaci, jak i efektów, takich jak czary, kule ognia czy magiczne pociski. Prezentują się po prostu efektownie. Ponadto gdy kierowana przez gracza postać jest ranna, ekran zasnuwają smugi krwi, co również jest dobrym pomysłem. Na plus zasługuje także ścieżka dźwiękowa. W miły dla ucha sposób wypełnia tło, a narasta podczas walk.

Podsumowując: Pangeon to gra prosta i krótka. A nawet zbyt prosta i zbyt krótka. Nie mamy w niej żadnych zagadek, sekretów czy tajemnic do odkrywania. Po prostu idziesz i zabijasz, starając się nie zostać zabitym. I tyle. Czy warto wydać na to 35,99 zł? Powiem tak - w tej cenie można znaleźć znacznie dłuższe i ciekawsze produkcje, jeśli jednak ktoś lubi taki klimaty, cena nie jest w sumie wygórowana. Mam cichą nadzieję, że Pangeon zostanie kiedyś rozbudowane o kolejne lochy i da się przy nim spędzić co najmniej kilka wieczornych sesji.

Na koniec dodam, że tytuł ten do końca 2020 r. ma zostać wydany także na PlayStation 4, Xbox One oraz Nintendo Switch.