Pathfinder: Wrath of the Righteous - recenzja gry. RPG roku?

fot. Owlcat Games

W skrócie:

Jedna z najlepszych gier RPG ostatnich lat.

Zalety:

  • Niezwykle rozbudowane system RPG
  • Znakomita, wielowątkowa historia
  • Zadania poboczne
  • Świat przedstawiony
  • Wyraziste postacie
  • Świetny voice acting (aż szkoda, że nie ma go więcej)
  • Rozbudowany system tworzenia i rozwoju postaci
  • System walki (do wyboru aktywna pauza lub tury)

Wady:

  • Pomniejsze błędy (w tym z niektórymi animacjami)

Premiera Pathfinder: Wrath of the Righteous nastąpi już jutro, jednak my już teraz wiemy z czym mamy do czynienia. Czy właśnie poznaliśmy najlepszą grę RPG roku?

W ostatnich latach możemy obserwować prawdziwy renesans gier RPG w rzucie izometrycznym. W większości starają się one nawiązać do chwały takich tytułów z końca ubiegłego wieku i początku nowego tysiąclecia, jak: Baldur's Gate, Icewind Dale, Planescape Torment czy Fallout. Prym wśród nowej generacji izometrycznych gier RPG wiodły natomiast m.in. Studia: Obsidian (Pillars of Eternity), Larian (Divinity Original Sin) czy InXile (Wasteland). Choć wszystkie te tytuły prezentowały wysoki poziom i spędziłem przy nich setki godzin, to jest jeden tytuł, który przyćmił je wszystkie.

Pathfinder: Wrath of the Righteous - recenzja gry. RPG roku?

Pathfinder: Wrath of the Righteous (fot. Maciej Persona/PCWorld.pl)

W 2018 roku ukazała się (mocno niedoceniona) produkcja studia Owlcat GamesPathfinder: Kingmaker, będąca wierną adaptacją papierowego systemu RPG – Pathfinder. Niestety, w dniu premiery nękały ją liczne problemy natury technicznej. Twórcy gry nie mieli jednak zamiaru porzucać swojego dzieła i wraz ze wsparciem społeczności gry udało się nie tylko usunąć większość błędów, ale przede wszystkim usprawnić samą rozgrywkę. Owocem tych działań była wydana w 2020 roku „Edycja Definitywna”. Pathfinder: Kingmaker zrobił na mnie ogromne wrażenie i to właśnie przy nim poczułem ten sam dreszczyk emocji, który towarzyszył mi niemal dwie dekady wcześniej, gdy po raz pierwszy opuszczałem twierdzę Candlekeep w legendarnym Baldur's Gate. Widocznie nie byłem w tym osamotniony, bowiem studio Owlcat Games bardzo szybko ogłosiło prace nad kolejną grą z serii – Pathinder: Wrath of the Righteous. Kingmaker nie był tytułem doskonałym i jestem w stanie przyznać, że gra miała swoje wady. Zupełnie inaczej wygląda to jednak z Wrath of the Righteous.

Zobacz również:

  • Pathfinder: Wrath of the Righteous - gdzie kupić przed premierą
  • Pathfinder: Wrath of the Righteous po polsku? Jest na to szansa

Hola, wędrowcze! Zatrzymaj się, gdy cię prosi starzec…

Jeśli nie mieliście okazji zagrać w Pathfinder: Kingmaker, a chcecie jednak sprawdzić Wrath of the Righteous, to mam dla was dobre wieści. Nowa gra Owlcat Games nie jest bezpośrednią kontynuacją. Oczywiście gracze, którzy poznali historię z Kingmakera znajdą w Wrath of the Righteous pewne dodatkowe smaczki, ale tak naprawdę wcielamy się w zupełnie nową postać i poznajemy wyjątkową fabułę, niepowiązaną z kampanią z Kingmakera.

Pathfinder: Wrath of the Righteous - recenzja gry. RPG roku?

Pathfinder: Wrath of the Righteous (fot. Maciej Persona/PCWorld.pl)

Początek naszych przygód zaczyna się dość tajemniczo. Ciężko ranni trafiamy do miasta, które wkrótce zostaje zaatakowane przez armię demonów. Jako iż Wrath of the Righteous to RPG z „krwi i kości”, to nie chcę wam psuć zabawy, zbyt wiele zdradzając na temat fabuły. Muszę jednak podkreślić, że jest ona znakomicie rozpisana, wielowątkowa i wciągająca. Nie brakuje tu zwrotów akcji, epickich momentów oraz wyrazistych postaci. Choć główna kampania jest znakomita, to przyznam szczerze, że tak dobrze napisanych zadań pobocznych dawno nie widziałem w żadnej grze (nie tylko RPG). Każda pomniejsza historia to mały majstersztyk, który sprawia, że świat przedstawiony w Wrath of the Righteous naprawdę żyje i oddycha. Przez cały czas spędzony z grą nie nudziłem się nawet przez chwilę, ale zawdzięczam to również moim towarzyszom.

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę

Wspominałem już, że w Wrath of the Righteous znajdziemy wyraziste postacie. Dotyczy to również (w większości) naszych najbliższych towarzyszy. Czeka na nas spore grono kompanów, w którym nie zabraknie co prawda kilku nieco stereotypowych bohaterów fantasy, jednak każdy z nich może pochwalić się nie tylko ciekawą historią, ale i charakterem. Niektórzy z naszych towarzyszy są niczym „otwarte książki” i bardzo chętnie dzielą się z nami opowieściami ze swojej przeszłości. Inni z kolei trzymają w tajemnicy nawet najbardziej prozaiczne informacje. W trakcie zabawy okazuje się jednak, że nie zawsze wszystko, co wydaje się być w porządku na „pierwszy rzut oka”, takie jest w rzeczywistości. Nie chcę wam za wiele zdradzać, więc napiszę jedynie, że nawet za szerokim uśmiechem i pogodą ducha może się kryć coś strasznego.

Pathfinder: Wrath of the Righteous - recenzja gry. RPG roku?

Pathfinder: Wrath of the Righteous (fot. Maciej Persona/PCWorld.pl)

Będąc już przy towarzyszach warto podkreślić, że jeśli taka jest nasza wola, to możemy ich swobodnie rozwijać i tak np. z Paladynki zrobić bojową czarodziejkę. Sposobów rozwoju postaci (w tym także gracza) jest ogrom. Nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, że pod względem rozbudowania i kompleksowości Pathfinder: Wrath of the Righteous to jedna z największych gier RPG w historii. Żeby wam to lepiej zwizualizować dodam tylko, że podstawowych klas postaci mamy do wyboru 25, a każda z nich posiada jeszcze kilka ścieżek rozwoju. Jakby tego było za mało, czeka na nas jeszcze kilka zaawansowanych klas postaci (które odblokujemy po spełnieniu odpowiednich warunków) i „mityczna ścieżka”. Ta ostatnia funkcja dotyczy tylko postaci gracza i pozwala na dodatkowy rozwój bohatera. Dzięki niej możemy Wrath of the Righteous stać się wyjątkowo potężnymi istotami, jak np. Anioł, Lisz czy nawet Smok. Wszystko to sprawia, że w Pathfinder: Wrath of the Righteous, jak w mało której grze, możemy faktycznie stworzyć wymarzoną postać.

Mniej gadania, więcej walki!

W Pathfinder: Wrath of the Righteous czeka na was mnóstwo czytania. Choć linii dialogowych z podkładem głosowym jest znacznie więcej niż w oryginale, to ilość tekstu, która pojawia się w grze jest tak ogromna, że sądzę, iż koszta nagrania wszystkiego z aktorami byłyby po prostu za duże. W niczym to jednak Wrath of the Righteous nie ujmuje, szczególnie, że cały czas towarzyszy nam znakomita oprawa dźwiękowa oraz muzyczna.

Pathfinder: Wrath of the Righteous (fot. Maciej Persona/PCWorld.pl)

Pathfinder: Wrath of the Righteous (fot. Maciej Persona/PCWorld.pl)

Dobra historia to jednak nie wszystko, porządna przygoda nie może odbyć się bowiem bez niezapomnianych starć i pojedynków. Tych w nowym Pathfinderze nie brakuje, a drobne poprawki oraz usprawnienia sprawiają, iż system walki jest jeszcze bardziej satysfakcjonujący, niż w Kingmaker. Na początek warto podkreślić, że do naszej dyspozycji oddano dwa sposoby prowadzenia potyczek – z aktywną pauzą i turowy. Ten pierwszy oferuje nam doznania podobne do tych z klasycznych gier RPG, jak Baldur's Gate czy znacznie młodszego - Pillars of Eternity. Oznacza to, że wszystkie postacie biorące udział w walce działają jednocześnie. Możemy jednak zatrzymać akcje i wydać rozkazy naszym podkomendnym. Tryb turowy to rozwiązanie najbliższe papierowemu systemowi Pathfinder. Poszczególni uczestnicy bitwy biorą w niej udział po kolei (w zależności od poszczególnych statystyk). Każdy znajdzie zatem coś dla siebie. Szczególnie, że pomiędzy trybami można się dowolnie przełączać (nawet podczas trwającego już starcia). Przyznam, że większość czasu spędziłem w systemie turowym, który wydaje mi się lepiej pasować do Pathfindera.

Pathfinder: Wrath of the Righteous - recenzja gry. RPG roku?

Pathfinder: Wrath of the Righteous (fot. Maciej Persona/PCWorld.pl)

Wielkie niebezpieczeństwa kryją w sobie wielki urok

Jak już wspomniałem, rozgrywkę w Pathfinder: Wrath of the Righteous obserwujemy w rzucie izometrycznym. Studio Owlcat Games tym razem postanowiło dać graczom nieco więcej swobody i kamerę możemy dowolnie przybliżać, oddalać oraz obracać. Nie tylko znakomicie sprawdza się to podczas eksploracji i walki, ale pozwala nam również na dostrzeżenie wszystkich detali. Wrath of the Righteous to bowiem niezwykle urokliwy tytuł. Poszczególne lokacje, modele postaci i wrogów, wygląd broni czy efekty specjalne zaklęć – to wszystko robi znakomite wrażenie. Przedzieranie się przez pochłonięte przez ciemność korytarze z pochodnią w dłoni dawno już nie sprawiało mi tyle przyjemności, a przy tym wyglądało tak dobrze. Na pochwałę zasługują również animacje, których jest znacznie więcej niż w oryginale, co automatycznie przekłada się na lepszą immersję i przyjemniejsze wrażenia podczas licznych starć.

Pathfinder: Wrath of the Righteous - recenzja gry. RPG roku?

Pathfinder: Wrath of the Righteous (fot. Maciej Persona/PCWorld.pl)

Pathfinder: Wrath of the Righteous - recenzja gry. RPG doskonały?

Chwaliłem i chwaliłem Pathfinder: Wrath of the Righteous, to teraz pora na kilka uwag. Pierwsza z nich dotyczy głównie pomniejszych błędów, jak np. „rozjeżdżające” się UI czy problemy z zebraniem skarbów z poległego przeciwnika. Na szczęście występują one rzadko i większość „wyleczy” wczytanie ostatniego zapisu z rozgrywką. Co jeszcze bardziej istotne, wy już możecie tego nie doświadczyć, bowiem twórcy cały czas poprawiają grę. Druga uwaga dotyczy zachowania postaci podczas walki, a konkretnie niektórych animacji. Podczas starć możemy wykonać np. okazjonalne ataki albo jednocześnie uderzyć bronią dwóch przeciwników. Niestety twórcy nie przygotowali żadnych dodatkowych animacji na tę okazję i bardzo często wygląda to tak, jakby ktoś klasyczny atak przyspieszył kilkadziesiąt razy, a nasza postać macha wielkim, dwuręcznym mieczem z niewiarygodną prędkością. Wiem, że to detal i może się czepiam, ale mi osobiście mocno psuje to immersję.

Koniec końców mogę jednoznacznie stwierdzić, że Pathfinder: Wrath of the Righteous to gra pod każdym względem większa, lepsza i bardziej dopracowana od pierwowzoru. Jeśli lubicie rozbudowane gry RPG wierne „papierowym” odpowiednikom, to obecnie nie znajdziecie lepszej produkcji na rynku. Wrath of the Righteous imponuje na każdym kroku, a studio Owlcat pokazało, że ma w swoich szeregach niezwykle utalentowanych i pełnych pasji ludzi. Takich gier jak Pathfinder: Wrath of the Righteous - „z duszą”, jest już coraz mniej, dlatego szczerze zachęcam was do sięgnięcia po dzieło Owlcat Games już jutro. Gwarantuje wam, że lepszego RPG w tym roku nie było i nie będzie.