Recenzja Darksiders Genesis (PS4) – najlepszy Darksiders w historii

Zalety:

  • Emocjonujący system walki
  • Ciekawe zagadki
  • System rozwoju postaci
  • Wojna i Waśń jako bohaterowie
  • Elementy zręcznościowe sprawiają frajdę, choć momentami mogą frustrować, a to przez...

Wady:

  • ... problemy z kamerą
  • Przeciętna historia (nie licząc wątków poświęconych Waśni i Wojnie)

Seria Darksiders za sprawą swojej najnowszej odsłony, zatytułowanej Genesis, przechodzi prawdziwą rewolucję. Twórcom – studiu Airship Syndicate, udało się jednak zachować ducha cyklu i Genesis śmiało można określić mianem najlepszej gry z uniwersum Darksiders.

Powrót króla

Seria Darksiders zadebiutowała w 2010 roku za sprawą studia Vigil Games, na którego czele stał wówczas utalentowany artysta – Joe Madureira, to głównie dzięki niemu gra otrzymała specyficzną, nieco przejaskrawioną i komiksową oprawę graficzną. Tytuł ten wyraźnie czerpał inspiracje z serii gier akcji God of War. Gracze mogli zatem liczyć na liczne i efektowne starcia z przeciwnikami, ale również na zagadki logiczne i elementy zręcznościowe. Cykl już dwa lata później doczekał się kontynuacji, pomimo ciepłego przyjęcia i dobrej sprzedaży, wydawca gry - firma THQ, zbankrutował, a oryginalni twórcy pożegnali się z marką. Madureira nie porzucił jednak swojego zespołu i z częścią współpracowników z Vigil Games uformował nowe studio Airship Syndicate, które opracowało m.in. świetnego jRPG-a Battle Chasers: Nightwar.

Recenzja Darksiders Genesis (PS4) – najlepszy Darksiders w historii

W 2018 roku, już z nowym właścicielem i twórcami, marka Darksiders powróciła w trzeciej odsłonie cyklu. Niestety, choć tytuł ten nie należał do najgorszych, to zarówno recenzenci, jak i fani cyklu zgodnie przyznali, że jest to najgorsza część serii.

Wydawało się, że wydawca rozwiał nadzieję na chwalebny powrót Darksiders - prezentując w ubiegłym roku Darksiders Genesis, czyli spin-off będący jednocześnie prequelem oryginalnej trylogii. Po pierwszych zwiastunach gra zapowiadała się na przeciętnego hack & slasha, a nie na godnego następcę pierwszych dwóch części. W tym całym zamieszaniu wielu graczy przeoczyło jeden bardzo ważny szczegół - za Genesis odpowiada Airship Syndicate, co oznacza, że po latach rozłąki, ojciec serii znów jest odpowiedzialny za jej tworzenie. Tu należy pamiętać, że dobry rodzić nie da skrzywdzić swojego dziecka i zrobi dla niego wszystko.

Nowe szaty króla

Darksiders Genesis zrywa z typowym dla trzecioosobowych gier akcji rzutem kamery i zastępuje go widokiem izometrycznym, charakterystycznym dla staro-szkolnych gier RPG bądź hack & slashy, pokroju Diablo czy Path of Exile. Produkcja, na szczęście, nie doczekała się zmian w aspekcie artystycznym i po raz kolejny możemy podziwiać charakterystyczną dla serii, komiksową kreskę. Pomimo znacznego oddalenia kamery, przedstawiony świat urzeka jakością wykonania i pieczołowitością z jaką został wykonany. Podczas zabawy niejednokrotnie zatrzymywałem się w miejscu, aby podziwiać piękne, choć momentami niepokojące krajobrazy. Podczas podróży w Darksiders Genesis zwiedzimy zarówno lasy, kamienne fortece, tereny pustynne, jak o ośnieżone, górzyste obszary. Twórcy postawili na różnorodność i z całą pewnością należą im się za to brawa.

Recenzja Darksiders Genesis (PS4) – najlepszy Darksiders w historii

Z nowym stylem prezentowania rozgrywki, przyszły również inne zmiany. Genesis wyraźnie mocniej stawia na walkę, jednak mogę uspokoić fanów serii - absolutnie nie można powiedzieć, że najnowsza odsłona serii Darksiders to hack & slash. Jeśli już miałbym użyć jakiegoś porównania, to znacznie bardziej przypomina ona gry z serii Zelda, czy ostatnio Star Wars Jedi: Upadły Zakon. Twórcom udało się zachować ducha oryginału, a co za tym idzie, w rozgrywkę wypełnioną dynamicznymi, często brutalnymi starciami, wpleść liczne zagadki logiczne oraz elementy zręcznościowe.

Recenzja Darksiders Genesis (PS4) – najlepszy Darksiders w historii

Co istotne, twórcy nie potraktowali po macoszemu żadnego z głównych aspektów rozgrywki, walka, o której dokładniej opowiem nieco później, angażuje gracza i wymaga od niego zręczności i pomyślunku. Podobnie jest w przypadku zagadek, które choć momentami trudne, potrafią sprawić mnóstwo satysfakcji. Warto tu też dodać, że wiele ścieżek będzie dla nas zamkniętych na starcie i warto wracać do starszych obszarów, po przejściu pewnych znaczących fragmentów fabuły. W Genesis nie brakuje również elementów zręcznościowych, te potrafią naprawdę podnieść ciśnienie, jednak nie zawsze w pozytywnym znaczeniu. Niektóre etapy zostały zaprojektowane znakomicie i uciekanie przed lejącą się lawą, czy przebieganie po walącym się moście daje naprawdę spory zastrzyk adrenaliny. Problem w tym, że dość często musimy walczyć nie tylko z emocjami, ale również z samą grą. Jak to? Jak już wspomniałem kamera w Darksiders Gensis jest zawieszona nad obszarem, po którym się poruszamy. Niestety, twórcy nie dali nam żadnej możliwości jej przybliżenia, oddalenia czy przesunięcia. Sprawia to, że w niektórych etapach po prostu nie widzimy gdzie jest dokładnie nasza postać, albo gdzie wyląduje po skoku. Zdarza się również, że kamera nie „nadąża za akcją” i przy pokonywaniu trudniejszych etapów zręcznościowych musimy „zginąć” kilkukrotnie, aby dokładnie zapoznać się z trasą. Na szczęście, spadek w przepaść nie oznacza od razu „game over”, a tracimy jednie fragment paska życia. Nie zmienia to jednak faktu, że izometryczny rzut kamery nie zawsze sprawdza się w Darksiders Genesis idealnie, przez co niektóre elementy rozgrywki mogą frustrować.

Zawsze dwóch ich jest, nie więcej, nie mniej

Darksiders to trochę alternatywna wersja apokalipsy św. Jana. Mamy tu zatem Lucyfera i innych panów piekła, mamy chaos i zagładę oraz oczywiście czterech jeźdźców apokalipsy. Ci jednak nie są tutaj czarnymi charakterami, ich zadaniem jest strzec równowagi. Do tej pory sympatycy serii mogli bezpośrednio pokierować losami Wojny, Śmierci oraz Furii. Ostatnim z jeźdźców jest Waśń, który nie doczekał się jeszcze swojej solowej produkcji. Zmienia to właśnie Genesis, choć nie do końca. W produkcji Airship Syndicate dane nam będzie pokierować losami Waśni, ale zawsze towarzyszyć będzie mu Wojna. W zasadzie cała rozgrywka, od historii, poprzez walkę, na zagadkach kończąc, oparta jest na ścisłej współpracy wspomnianej dwójki. Wojna to typowy wojownik, dzierżący wielki miecz i rozprawiający się w wrogami w (bardzo) bezpośrednich starciach. Waśń to zwinny łotrzyk, który woli utrzymywać bezpieczny dystans od przeciwników i ranić ich za pomocą dwóch potężnych rewolwerów. W razie konieczności, jest on w stanie zadać serię szybkich cięć za pomocą sztyletów. Podczas zabawy możemy bezpośrednio kierować tylko jednym bohaterem (oczywiście inaczej sprawa wygląda w kooperacji), na szczęście przełączenie się między nimi jest niezwykle proste i intuicyjne, a kluczem do sukcesu jest właśnie sprawne operowanie obydwoma jeźdźcami.

Recenzja Darksiders Genesis (PS4) – najlepszy Darksiders w historii

Wielkie brawa należą się twórcom za projekt Waśni i Wojny, każdym z nich gra się zupełnie inaczej, i to do tego stopnia, że w zasadzie momentami można odnieść wrażenie, że gra się w dwie zupełnie różne produkcje. Wojna podczas walki rzuca się w wir wydarzeń - atakujemy, stosujemy uniki, ale najczęściej blokujemy ataki przeciwników. Nie brakuje przy tym znanych fanom serii ataków kombinacyjnych (które w trakcie zabawy możemy ulepszać), ładowanych ataków specjalnych, brutalnych „finisherów” i ikonicznych zdolności. Podczas zabawy Wojną każdy fan serii poczuje się jak w domu. Zupełnie inaczej sprawa ma się z Waśnią. Oczywiście on również posiada pełną gamę zdolności specjalnych i może wykonywać proste kombinacje w zwarciu, jednak jego prawdziwa siła tkwi w dystansowej walce za pomocą rewolwerów. Podczas starć z udziałem Waśni od razu poczułem inspirację twin-stick shooterami, poruszanie się, sposób namierzania przeciwników, wszystko to żywcem przypomina najlepszych przedstawicieli gatunku. Najlepsze w tym jest jednak, że wciąż czuć tu magię serii Darksiders.

Rozwój postaci w Darksiders Genesis odbywa się na kilku płaszczyznach. Standardowo możemy w trakcie rozgrywki zbierać dusze i wydawać je na liczne ulepszenia. Jednak do odblokowania większości z nich, potrzebne będą nam również specjalne monety, rozsianie po całym świecie gry - często w trudno dostępnych miejscach. Nie mniej istotne jest odszukiwanie specjalnych wzmocnień czy ulepszeń, które podobnie jak inne elementy, często są ukryte poza głównym szlakiem. Esencją rozwoju Waśni i Wojny są jednak „rdzenie istot”, które „wypadają” nam z pokonanych przeciwników i gwarantują różnorakie bonusy. Specjalne drzewko rozwoju, pozwala nam dowolnie dopasowywać rdzenie do odpowiednich slotów i tak tworzyć pajęczynę powiązanych ze sobą ulepszeń. Każdy rdzeń możemy dodatkowo ulepszać, co powoduje, że możliwości tworzenia własnych „buildów” jest naprawdę sporo.

Recenzja Darksiders Genesis (PS4) – najlepszy Darksiders w historii

Historia gry dzieje się przed wydarzeniami z oryginalnej trylogii, dzięki czemu możemy spojrzeć na pewne wydarzenia z nowej perspektywy. Daje ona nam również szansę na lepsze poznanie Wojny i, przede wszystkim, Waśni. Ten pierwszy, to wciąż pewny siebie wojownik, który najchętniej wszelkie spory rozwiązywałby siłą. Waśń to już znacznie bardziej skomplikowana postać, która pod maską (dosłownie i w przenośni) wesołka, ukrywa dramatyczną i mroczną przeszłość. Dialogi pomiędzy „braćmi” bywają komiczne, szczególnie, że ich charaktery tak mocno się od siebie różnią. Przedstawiona historia może się podobać, ale należy ją traktować bardziej jako uzupełnienie uniwersum, a nie podłoże pod większą opowieść. Szkoda, że twórcy nie zdecydowali się bardziej skupić na samych jeźdźcach, bowiem fragmenty rozmów pomiędzy nimi zwiastowały naprawdę interesujące wątki.

To wciąż stary, dobry Darksiders

Darksiders Genesis, wbrew wcześniejszym obawom fanów, to wciąż stary dobry Darksiders. Choć zdecydowano się na małą rewolucję, to z pewnością nie zaszkodziła ona serii. Mamy tu wszystkie elementy, za które gracze pokochali Darksiders, plus coś ekstra. Ja już czekam na DLC z przygodami Śmierci i Furii, bądź kolejną część ze wszystkim jeźdźcami do wyboru. Genesis to nowy start dla cyklu i jedna z najlepszych jego odsłon. Dla mnie prywatnie – najlepsza.