Recenzja "Ferajna z Baker Street" - Sherlock Holmes, na pomoc!

Dwudziestego szóstego marca odbędzie się premiera serialu „Ferajna z Baker Street”, który na pewno zaciekawi fanów Sherlocka Holmesa. Niestety, w poszukiwaniu dobrych stron tej produkcji nawet on nie pomoże.

Sherlock Holmes to fikcyjna postać stworzona przez pisarza sir Arthura Conana Doyle’a. Jest on najbardziej znanym detektywem Londyńskiego świata XIX wieku, który do rozwiązywania zagadek kryminalnych wykorzystywał metody, jak sam autor określał, dedukcji. Łącznie zostały napisane 4 powieści („Studium w szkarłacie”, „Pies Baskerville’ów”, „Znak czterech”, „Dolina trwogi”) oraz 56 opowiadań. Co ciekawe, pisanie przygód Sherlocka Holmesa było dla sir Arthura na tyle nużące, że postanowił go uśmiercić. Zdruzgotani taką historią fani książek na znak żałoby nosili czarne przepaski. Efektem protestów było sprowadzenie detektywa zza grobu, gdyż w opowiadaniu „Pusty dom” okazało się, że Holmes sfingował swoją śmierć.

Recenzja Ferajna z Baker Street

Mimo, że książki o Sherlocku Holmesie były wydawane w latach 1887-1927 to nawet dzisiaj liczba jego fanów stale się zwiększa. Konsekwencją tej popularności jest tworzenie coraz to nowszych ekranizacji, w których pojawia się znany na cały świat detektyw. Jednym z ostatnich przykładów tytułów umieszczonych w uniwersum Holmesa jest chociażby film „Enola Holmes”, który swoją premierę miał na Netflixie. Debiut okazał się ogromnym sukcesem, z tego powodu platforma VOD postanowiła pójść za ciosem i wypuścić kolejną produkcję z genialnym detektywem w tle. A mowa tutaj o nowym serialu „Ferajna z Baker Street”.

Recenzja Ferajna z Baker Street

Twórcą serialu oraz autorem scenariusza jest Tom Bidwell, znany z takich produkcji jak „My Mad Fat Diary”. Producentami wykonawczymi są Jude Liknaitzky i Greg Brenman. Co ciekawe, jedną z reżyserek jest Polka Weronika Tofilska, absolwentka Szkoły Filmowej Krzysztofa Kieślowskiego oraz Narodowej Szkoły Filmowej i Telewizyjnej w Wielkiej Brytanii. Do tej pory napisała i wyreżyserowała kilka filmów krótkometrażowych, z czego największy sukces osiągnął „Ostatni pociąg” wygrywając statuetkę Złotego Grona w kategorii „Najlepszy film krótkometrażowy”.

Osadzony w wiktoriańskim Londynie serial śledzi losy grupy niepokornych nastolatków z ulic miasta zaangażowanych w rozwiązywanie zbrodni dla nikczemnego doktora Watsona i jego tajemniczego partnera biznesowego, nieuchwytnego Sherlocka Holmesa. Kiedy zbrodnie przybierają paranormalny obrót i pojawia się złowroga, mroczna siła, to właśnie ci młodzi bohaterowie będą musieli połączyć siły, by ocalić nie tylko Londyn, ale cały świat.

Stosując moją ulubioną metodę poznawania filmów i seriali, zasiadłam do oglądania bez żadnego przygotowania. Znaczy to, że nie zapoznawałam się ze zwiastunem oraz nie czytałam opisu produkcji przed seansem. Ma to na celu zminimalizowanie wpływów zewnętrznych na moją ocenę. Dzięki temu jestem w stanie recenzować tytuł z pełnej perspektywy widza, który przypadkowo na niego trafia.

Recenzja Ferajna z Baker Street

Kiedy włączyłam pierwszy odcinek (z ośmiu dostępnych) przyznam, że zupełnie mi się nie spodobał. Już po kilku minutach miałam ochotę go wyłączyć i gdyby nie fakt, że musiałam go zrecenzować to z pewnością porzuciłabym go w tym momencie. Jednak nauczona doświadczeniem po recenzowaniu filmu „Malcolm i Marie” postanowiłam dać „Ferajnie z Baker Street” kolejną szansę. Ogólnie szans podarowałam kilkanaście i za każdym razem dochodziłam do tego samego wniosku - nie było warto.

Recenzja Ferajna z Baker Street

Fabuła serialu „Ferajny z Baker Street” zgodnie z tym co podpowiada nam tytuł, opowiada raczej o paczce znajomych, niż o Sherlocku Holmesie. Jest to małe zaskoczenie, bo jednak historia anonimowych dzieciaków jest o wiele mniej interesująca dla fanów detektywa niż on sam. Sherlock pełni tutaj rolę raczej osoby w tle i trzeba to powiedzieć głośno: serial opiera się tylko i wyłącznie na sławie detektywa, bo w sumie za dużo na ekranie to go nie ma...

Recenzja Ferajna z Baker Street

To, co za każdym razem powodowało u mnie dyskomfort to sceny z muzyką w tle. Biorąc pod uwagę klimat XIX-wiecznego Londynu to puszczanie w tle muzyki techno nie jest chyba najlepszym pomysłem. Oczywiście, czasem takie eksperymenty dają super efekt, ale częściej jednak nie. Jednym z przykładów takich nieudanych prób może być scenie pocałunku w filmie „Miasto 44”, która została zmontowana pod muzykę dubstep. Przyznaję, że podczas oglądania obu z tych eksperymentów montażowych czułam dokładnie te same ciarki żenady.

Recenzja Ferajna z Baker Street

Ale to nie koniec minusów. Mimo, że próbowałam maksymalnie skupić się na opowiadanej historii to bezskutecznie, bo zupełnie jej nie rozumiałam. Fabularnie historia po prostu nie trzyma się żadnej logicznej linii wydarzeń. Jestem fanką wytłumaczalnych, nawet paranormalnych epizodów, chociażby w taki sposób jak zrobili to twórcy „Dark”. Niestety, w „Ferajnie z Baker Street” wiele rzeczy dzieje się trochę bez udziału widza, jakby dając mu przestrzeń do wytłumaczenia pewnych spraw po swojemu. Moim zdaniem to ogromny minus.

Recenzja Ferajna z Baker Street

Scenografia, za którą odpowiada Víctor Molero to jeden z niewielu plusów serialu „Ferajna z Baker Street”. Trzeba przyznać, że stroje, ulice oraz charakteryzacja stoją na wysokim poziomie. Wielu twórców kręcących w realiach XIX-wieku powinno brać z niego przykład - wszystko było dopracowane ze szczególną uwagą.

Recenzja Ferajna z Baker Street

To o czym koniecznie muszę wspomnieć to efekty specjalne, na których ewidentnie twórcy zaoszczędzili. Sceny z elementami nadprzyrodzonymi wyglądają po prostu tandetnie, przez co zupełnie odbierany jest urok całej historii. Dziwię się takiemu podejściu, bo serial promuje się jako Fantasy, więc efekty specjalne powinny być podstawą produkcji. Niestety, tu jest inaczej - i moim zdaniem wyszło to na niekorzyść w odbiorze.

Recenzja Ferajna z Baker Street

W rolach głównych obsadzono: Thaddea Graham (Bea), Darci Shaw (Jessie), Jojo Macari (Billy), Mckell David (Spike), Harrison Osterfield (Leopold), Royce Pierreson (Dr John Watson) oraz Henry Lloyd-Hughes (Sherlock Holmes). Gra aktorska nie jest wybitnych lotów i w żaden sposób nie ratuje ogólnego odbioru całej produkcji. Jednocześnie, nie jest ona taka najgorsza. Biorąc pod uwagę wszystkie odcinki określiłabym ten poziom jako przeciętny i raczej żaden z aktorów nie zasługuje na jakieś szczególne wyróżnienie.

Recenzja Ferajna z Baker Street

Serial „Ferajna z Baker Street” ze względu na promocję i tematykę może wydawać się, że jest odpowiedni dla dzieci i stanę okoniem wobec tej opinii. Absolutnie nie jest to tytuł, który polecałabym komukolwiek w wieku poniżej 16 roku życia ze względu na sceny przemocy i widoki nieprzeznaczone dla dziecięcych oczu. Na szczęście Netflix podziela moje zdanie, bo na platformie kategoria wiekowa określona jest na 16+, z czym całkowicie się zgadzam.

Recenzja Ferajna z Baker Street

Podsumowując, być może fani będą zadowoleni z takiej produkcji umieszczonej w uniwersum Sherlocka Holmesa - ja, niestety, nie jestem. Czas przeznaczony na oglądanie tego serialu uważam za stracony. Porównując z ostatnim tytułem związanym z londyńskim detektywem, film „Enola Holmes” jest wielokrotnie bardziej ciekawy i wartościowy niż „Ferajna z Baker Street”. Naprawdę szkoda, bo potencjał może i był, ale został całkowicie niewykorzystany.