Recenzja Zombie Army 4: Dead War – Zabijanie zombie już dawno nie było tak przyjemne

Zalety:

  • System strzelania (znakomity kill cam)
  • Projekt broni (każdą naprawdę czuć)
  • Dużo modyfikacji wyposażenia
  • Rozbudowany rozwój postaci
  • Uzależniająca rozgrywka
  • Przyjemna rozgrywka solo i jeszcze lepsza w grupie
  • Zróżnicowani przeciwnicy

Wady:

  • Niewielka liczba broni
  • Mało rewolucyjna rozgrywka (choć tu to wcale nie przeszkadza)

Panie i panowie, mamy to! Jedną z największych niespodzianek growych pierwszych miesięcy 2020 roku. Studio Rebellion, za sprawą Zombie Army 4: Dead War, sprawiło, że zombie znów są w szczytowej formie.

They're Coming To Get You Barbara!

Zombie jakie znamy dzisiaj, są obecne w popkulturze już od ponad 100 lat (choć sam termin po raz pierwszy pojawił się znacznie wcześniej). Rola i wizerunek żywych trupów były na przestrzeni lat wielokrotnie modyfikowane. Od kontrolowanych przez haitańskich czarowników (bokorów) ludzi, przez powstające z martwych zwłoki, aż po agresywne mutanty. Obecnie fenomen zombie trwa w najlepsze, a te wyjątkowe, nadprzyrodzone istoty wciąż nas fascynują. Nieumarłych w grach wideo nie brakuje, szczególnie ostatnio. Za nami już premiera znakomitego Days Gone czy Resident Evil 2 Remake, a przed nami odświeżony Resident Evil 3 i The Last of Us 2 (poniekąd również inspirowany historiami o żywych trupach). W natłoku wielkich i znanych produkcji, często umykają nam te nieco mniejsze dzieła, które również zasługują na naszą uwagę. Tak jest w przypadku wydanego właśnie Zombie Army 4: Dead War od studia Rebellion. Ten doświadczony brytyjski deweloper zasłynął przede wszystkim ze swojej serii Sniper Elite, która w 2013 roku doczekała się spin-offu o podtytule Nazi Zombie Army. Produkcja ta tak spodobała się graczom, że wkrótce doczekała się dwóch kolejnych części. Debiutujący właśnie na rynku Zombie Army 4: Dead War z pewnością nie jest ostatnią odsłoną cyklu, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo zabijanie zombie już dawno nie było tak przyjemne.

Diabelnie dobre zombie

Historia przedstawiona w grze dzieje się wkrótce po wydarzeniach z ostatniej odsłony, nieumarła armia Hitlera, choć już pozbawiona swojego lidera, wciąż zagraża ludzkości. Nasi bohaterowie, z ruchu oporu przeciwko żywym trupom, dostają wezwanie do oblężonego Mediolanu, gdzie zaczyna się właściwa akcja gry. Główna kampania Zombie Army 4: Dead War składa się z dziewięciu dużych misji, a każda z nich podzielona jest na kilka mniejszych rozdziałów. Nie ma co ukrywać, że przedstawiona historia nie należy do wybitnych.

Śledzi się ją całkiem przyjemnie i zręcznie spina ona wszystkie zadania, ale raczej nie zapadnie nam na długo w pamięci. Nie zabraknie tu zarówno poważniejszych okultystycznych wątków, jak i humorystycznych elementów. Na szczęście, te ostatnie zrobione są ze smakiem i dialogi pomiędzy postaciami niejednokrotnie sprawią, że na waszych twarzach pojawi się uśmiech. Warto też docenić wszystkie smaczki i odwołania do popkultury m.in. do filmów „Martwe Zło” czy „Noc żywych trupów”, ale również do twórczości Stephen Kinga czy… Gwiezdnych Wojen. Z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że przedstawiona historia to jedynie pretekst do walki z setkami, a nawet tysiącami umarlaków, a walka ta moi mili, należy do niezwykle przyjemnych i satysfakcjonujących.

Ręka, noga, mózg na ścianie

Jak przystało na dobrą produkcję o żywych trupach, Zombie Army 4: Dead War jest brutalne – eksplodujące czaszki, klatki piersiowe i… genitalia, są na porządku dziennym. Z całą pewnością nie jest to gra dla osób wrażliwych. Choć wydarzenia w Zombie Army 4: Dead War obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby, to z całą pewnością nie jest to klasyczny przedstawiciel trzecioosobowych strzelanek z systemem osłon. Ze względu na rodzaj przeciwników, starcia są tu znacznie bardziej dynamiczne, nieprzewidywalne, a momentami nawet chaotyczne. Dzięki zapożyczeniom z serii Sniper Elite system strzelania jest niesamowicie przyjemny, a zgładzenie każdego kolejnego umarlaka zapewnia ogrom satysfakcji. Szczególnie, że twórcy zadbali o takie detale, jak wpływ grawitacji na balistykę pocisków czy niezwykle efektowny tzw. kill cam. Sprawia on, że przy wyjątkowo, nazwijmy to artystycznych, zabójstwach uruchamia się krótki przerywnik, który prezentuje nam dokładny tor lotu kuli i efekt jej zderzenia z zombie.

Choć oczywiście do zombie będziemy najczęściej strzelać, to nie jest jedyny sposób ich eksterminacji. Twórcy oddali do naszej dyspozycji również specjalny atak w zwarciu, który w zależności od wybranej modyfikacji, zapewnia nam różnego rodzaju bonusy. Na przykład podstawowa maczeta zadaje ogromne obrażenia i jest zdolna zabić kilku przeciwników naraz, ale na niewielkim obszarze. Jeśli jednak działamy w drużynie, lepiej może sprawdzić się święty młot, który po uderzeniu w ziemię przewraca przeciwników na niewielkim obszarze i uzdrawia postać gracza i jego towarzyszy. Istotne są również egzekucje, jest to kolejna zdolność specjalna, którą „ładujemy” poprzez seryjne zabijanie zombie. Nie tylko wyglądają one efektownie (i to bardzo), ale są w stanie przywrócić nam amunicję i część zdrowia. Strategiczne wykorzystanie tej umiejętności jest kluczowe dla gry na wyższych poziomach trudności.

Wróćmy jednak do broni palnych, tych niestety nie ma za wiele, ale dużym plusem jest możliwość ich modyfikacji. Każda z czterech dostępnych postaci (więcej ma pojawić się po premierze) ma dostęp do trzech rodzajów broni: karabinów (głównie karabiny snajperskie), broni dodatkowych (np. strzelby, pistolet maszynowy czy karabin szturmowy) oraz pistolety. Do każdego z nich przypisana jest specjalna zdolność, którą możemy aktywować po zabiciu odpowiedniej liczby przeciwników. Karabiny pozwalają na oddanie potężnego strzału penetrującego, bronie dodatkowe pozwalają nam na spowolnienie czasu, które nie tylko zapewnia precyzyjne oddawanie strzałów, ale również zwiększa szybkość naszych działań, natomiast pistolety pozwalają automatycznie namierzyć głowy kilku przeciwników i rozprawić się z nimi niczym John Wick.

Choć w sumie otrzymujemy zaledwie 10 broni do naszej dyspozycji, to możliwości ich modyfikacji w pełni rekompensuje nam ubogi arsenał. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wybrany przez nas karabin snajperski wyposażyć w moduł podpalający wrogów, bądź lunetę, która przy krytycznych obrażeniach będzie przywracać nam zdrowie. Przydatny może być również pistolet z „boską” amunicją, która nie tylko zadaje zombie większe obrażenia, ale może również leczyć naszych towarzyszy. Co równie istotne, każdą broń naprawdę „czuć”, a różnice w ich użytkowaniu są naprawdę znaczące.

Będąc już przy modyfikacjach, to warto wspomnieć, że Zombie Army 4: Dead War oferuje rozbudowany system rozwoju postaci. Dzięki licznym profitom, które mamy możliwość dodatkowo ulepszać, możemy bez względu na wybranego przez nas bohatera, stworzyć postać, która będzie odpowiadała naszemu stylowi rozgrywki. Zatem nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć alter ego Johna Wicka w świcie Zombie Army i rozprawiać się z umarlakami za pomocą pistoletu i jego zdolności specjalnej. Bardziej drużynowi gracze mogą również stworzyć bojowego medyka, który nie tylko będzie leczył, ale również szybciej wskrzeszał swoich towarzyszy.

Wszyscy jesteśmy żywymi trupami

Zombie są na tyle elastyczne, że właściwie można je wykorzystać w niemal każdym gatunku. Studio Rebellion postanowiło postawić na klasyczną prezentację zombie, nieco wzbogaconą swoim uniwersum. Oznacza to, że tutejsze zombie są pokłosiem okultystycznych rytuałów, które pomogły wskrzesić martwych i wcielić ich do nazistowskiej armii. Jak w każdej wielkiej formacji wojskowej, jej trzon stanowią szeregowi żołnierze, których w Zombie Army 4: Dead War reprezentują klasyczne, powolne zombie, groźnie głównie w zwarciu. Niech to was jednak nie zwiedzie, o ile w niedużych grupach są one typowym „mięsem armatnim”, to przy większych starciach potrafią dosłownie „zalać” nawet najlepiej zgraną grupę, o pojedynczym graczu nie wspominając. Oczywiście, to nie jedyny gatunek zombie jaki czeka na nas w produkcji studia Rebellion.

Na naszej drodze staną również: oficerzy, którzy są w stanie m.in. wskrzeszać innych nieumarłych nazistów (chyba, że odstrzelimy im głowy albo rozczłonkujemy), nekromanci zdolni do pochwycenia nas nawet z dużej odległości, demoniczni snajperzy, grenadierzy chowający się za tarczami, olbrzymy wyposażone w miotacze płomieni, bądź potężne karabiny maszynowe czy niewielkie „pełzacze”, które choć mało wytrzymałe, to mogą poruszać się po ścianach i sufitach, dzięki czemu z łatwością mogą nas zaskoczyć. Choć w większości prezentują się oni znakomicie i są ciekawie zaprojektowani, to jednak widać, że twórcy nie starali się „wymyślać koła na nowo” i postawili na sprawdzone rozwiązania. Zrobili to jednak na tyle dobrze, że w zasadzie ciężko się tu do czegoś przyczepić.

W grupie raźniej

Zombie Army 4: Dead War pozwala nam na zabawę w pojedynkę, zarówno w kampanii, jaki i trybie przetrwania, o którym za chwilę. Choć trzy dostępne poziomy trudności i skalująca się do liczby graczy ilość przeciwników zapewniają sporo możliwości zabawy, to nie da się ukryć, że w produkcję Rebellionu po prostu lepiej gra się w grupie. Nawet w najmniejszym – dwu osobowym zespole, radość z rozgrywki jest nieporównywalnie większa, szczególnie na najwyższym poziomie trudności, na którym nasze strzały ranią towarzyszy. Twórcy sami zachęcają do takiej zabawy, bowiem sporo profitów i modyfikacji promuje właśnie granie w zespole. Nie zabrakło również licznych gestów czy komend, które możemy odblokować i wykorzystać do, czasami zabawnej, komunikacji z innymi. Jednak jednym z najbardziej urzekających „smaczków” jest możliwość przemiany w zombie. Jeśli nie zdążycie ocucić członka drużyny, to ten umiera, a po chwili powstaje jako zombie, który będzie starał się was zagryźć (niestety w formie zombie gracz traci kontrolę nad postacią). Z oczywistych względów, podczas samotnej rozgrywki nigdy tego nie doświadczycie.

Do grupowej zabawy zachęca również dodatkowy tryb - przetrwanie, który jest niczym innym, jak klasycznym trybem hordy. Zadaniem graczy jest przetrwanie odpowiedniej liczby rund, podczas których nacierają na nich kolejne fale wrogów. Zawodnicy zaczynają z losowo wybranym pistoletem, a w trakcie zabawy muszą zdobyć lepszy oręż. Na start do naszej dyspozycji otrzymujemy cztery mapy, ale twórcy już zapowiedzieli, że następne wszyscy gracze otrzymają za darmo. Może przetrwanie nie jest najbardziej innowacyjnym trybem, ale w Dead War zapewnia masę świetniej zabawy, szczególnie, że za każdym razem przeciwnicy są generowani losowo, co nie pozwala na nudę.

Zombie Army 4: Dead War to list miłosny do fanów zombie

Studio Rebellion tworząc swoją najnowszą produkcję pokazało nie tylko, że wciąż jest w stanie tworzyć znakomite kooperacyjne produkcje, z dynamiczną rozgrywką i ciekawymi rozwiązaniami, ale że na zombie zna się obecnie jak mało kto. Od rewelacyjnej muzyki inspirowanej klasycznymi filmami o zombie, poprzez oprawę wizualną, projekty poziomów, po liczne sekrety i „znajdźki”. Na każdym kroku czuć, że grę robili prawdziwi pasjonaci. Zombie Army 4: Dead War pod żadnym pozorem nie jest grą rewolucyjną, ba, można jej nawet zarzucić, że nie prezentuje tak naprawdę nic nowego, to wszystkie jednak blednie przy uzależniającym gameplay'u. Wierzcie mi, takich gier jak Zombie Army 4: Dead War – od pasjonatów dla pasjonatów, jest już coraz mniej. Jeśli zombie nie są wam obce, to musicie zagrać w produkcję Rebellionu, w innym przypadku, cóż… też powinniście spróbować. Kto wie? Może i wy stracicie głowę dla żywych trupów.