"W lesie dziś nie zaśnie nikt 2" to horror i udręka - recenzja

Pod koniec października na platformie Netflix premierę miał sequel filmu "W lesie dziś nie zaśnie nikt" z Julią Wieniawą w roli głównej. No cóż, miał być horror, a wyszło... po polsku.

“W lesie dziś nie zaśnie nikt” to film wyreżyserowany przez Bartosza Kowalskiego. Co ciekawe, jest to jeden z pierwszych polskich slasherów, czyli gatunku horroru filmowego, w którym to liczba bohaterów zmniejsza się wraz z postępem fabuły. Ich popularność była szczególnie duża w latach 70. i 80. XX wieku, kiedy to powstawały takie hity jaki: "Piątek trzynastego", "Halloween", czy "Koszmar z ulicy Wiązów". Slashery charakteryzują się bardzo utartym schematem, w którym to grupa osób gromadzi się w jednym miejscu (takim jak camping w lesie, obóz letni), gdzie stają się celem tajemniczego mordercy.

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

fot. Netflix

Podobnie jest oczywiście “W lesie dziś nie zaśnie nikt”. Fabuła opowiada o grupie nastolatków, którzy zmuszeni są do wyjazdu na obóz na camping “Adrenalina”. Co ważne, po przyjeździe zostają oni pozbawieni telefonów komórkowych oraz wszelkich urządzeń elektrycznych, gdyż wyjazd tam ma być dla uczestników swojego rodzaju odwykiem od technologii. Następnie obozowicze zostają podzieleni na mniejsze grupy, a jedna z nich składa się z: Zosi Wolskiej, Julka Rosiejki, Anieli Turek, Bartka Sokołowskiego, Daniela Czajki oraz Izabeli, opiekunki. Po rozpoczęciu wędrówki okazuje się, że poluje na nich dwóch zdeformowanych kanibalów.

Zobacz również:

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

fot. Netflix

Pierwsza część historii “W lesie dziś nie zaśnie nikt” osiągnęła ogromną popularność na platformie Netflix. Naturalną koleją rzeczy wydawało się, że powstanie kontynuacja — i tak się w istocie stało. Rzecznik Netflixa już pod koniec marca 2021 ujawnił, że ruszyły prace nad sequelem. Dodał on wtedy także, że w obsadzie filmu poza Julią Wieniawą (Zosia Wolska) i Wojciechem Mecwaldowskim (kierownik obozu) pojawią się: Andrzej Grabowski oraz Mateusz Więcławek.

Co ważne i w drugiej części rolę reżysera oraz autora scenariusza objął Bartosz Kowalski. Warto tutaj jednak zaznaczyć, że nie jest to jego debiutująca seria, ponieważ w przeszłości pracował on nad takimi tytułami jak “Plac zabaw”, “Moja Wola” i “Niepowstrzymani”. Pierwszy z nich pozwolił mu na wygranie statuetki Złotego Lwa oraz nagrody specjalnej na Festiwalu Mediów. Niestety, tak na dobrą sprawę nie mówi to nam za wiele o tym, czy możemy się spodziewać, że sequel “W lesie dziś nie zaśnie nikt” będzie chociaż na równi tak dobry, jak pierwsza część. No bo tak, biorąc pod uwagę filmografię reżysera, można zauważyć, że nie jest to jego jedyny sukces. Równocześnie jednak współpraca z Netflixem jest jego największym osiągnięciem jak do tej pory, trudno więc na dobrą sprawę ocenić w jakim stopniu powtarzalnym i nieprzypadkowym.

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

fot. Netflix

Fabuła “W lesie dziś nie zaśnie nikt 2” zaczyna się w momencie, w którym została urwana pierwsza część. Tym razem jednak głównym bohaterem jest młody i nieszczęśliwy policjant zapomnianej przez świat wsi na Podlasiu. Adaś (Mateusz Więcławek) szuka swojego miejsca na świecie zakochany platonicznie w Wanessie, swojej koleżance z pracy. Sprawy przyjmują nieoczekiwany obrót, gdy na komisariat trafia Zosia Wolska. Moim zdaniem nie dało się rozpocząć fabuły w lepszym miejscu niż ten. Co prawda ominęłabym pierwszą scenę, która jest dla mnie zupełnie niezrozumiała oraz kiepsko wykonana pod względem efektów specjalnych. Oczywiście jasny jest dla mnie jej motyw, jednak w moim odczuciu, gdyby znikła, to film zyskałby na ocenie. Całe szczęście cała sprawa szybko odchodzi w zapomnienie, gdy tylko fabuła rusza.

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

fot. Netflix

Pomysł na śledzenie historii z perspektywy strachliwego policjanta jest moim zdaniem genialny. Adaś (Mateusz Więcławek) to bohater, który już od pierwszych chwil ukazuje się z nieśmiałej i mało asertywnej strony. Chłopak pełni służbę popychadła, którego marzeniem jest się zakochać. Niestety, nie pomaga mu w tym ani jego aparycja, ani nawet aplikacja randkowa. Mimo to nie powiedziałabym, że jest on postacią bezbarwną i słabą. Wręcz przeciwnie, gdy na jego oczach dzieje się komuś krzywda to pierwszy staje do obrony. Poza tym pomimo swojego strachu jest w stanie myśleć trzeźwo i logicznie odkładając na bok wewnętrzne przekonania. To wszystko razem sprawia, że Adaś jest bohaterem wielowymiarowym i ciekawym.

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

fot. Netflix

Drugą najważniejszą postacią jest tutaj znana fanom serii Zosia Wolska (Julia Wieniawa). W moim guście jej potencjał w “W lesie dziś nie zaśnie nikt” nie został w ogóle wykorzystany, tym bardziej cieszę się, że inaczej jest w sequelu. Tutaj postać Zosi nabiera zupełnie nowego sensu. Niestety, uważam, że jej motywacje nie zostały przez reżysera odpowiednio wyeksponowane, co sprawia, że w pewnym momencie fabuła trochę traci sens. Zupełnie nową bohaterką jest Wanessa Kowalczyk (Zofia Wichłacz) - nieustraszona, pewna siebie i trochę zbyt mocno zadzierająca nosa policjantka. Przyznam, że tylko jej postać wydaje mi się prawdziwa. Jednocześnie nie zbudza we mnie ani krzty sympatii po tym jak traktuje wszystkich z góry.

Taka mieszanka głównych postaci zagwarantowała ciekawą fabułę utrzymującą widza aż do ostatniej minuty. Co ciekawe, reżyser znalazł miejsce na wątki humorystyczne, a także sceny strachu. W moim odczuciu nie warto się zrażać po kiepskiej pierwszej scenie filmu, ani niezręcznymi momentami na początku oglądania. Generalnie gdy tylko historia nabiera tempa, robi się coraz lepiej i… mroczniej.

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

fot. Netflix

Nie można nie pochwalić wspaniałej scenografii, za którą odpowiada Dorota Rakowiecka i Łukasz Trzciński. Otoczenie wyjęte wprost z lat, które pamiętam z dzieciństwa na Podlasiu, jest wręcz idealnie odwzorowane. Nie mówię tutaj tylko o pomieszczeniach, ale także dodatkach, które migają gdzieś w rogach ekranu, a to właśnie one w głównej mierze tworzą niesamowity klimat filmu “W lesie dziś nie zaśnie nikt 2”. Z przykrością jednak muszę stwierdzić, że efekty specjalne wypadają niezwykle blado na tle pięknej scenografii. Oderwane części ciała wyglądają równie sztucznie jak w pierwszej części, co nie pozwala wczuć się w klimat grozy. Podobnie jest zresztą z krwią, która przypomina mi raczej dziwną, czarną magmę oraz wnętrznościami.

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

fot. Netflix

Sprawę ratuje za to naprawdę dobre aktorstwo Julii Wieniawy, Mateusza Więcławka oraz Zofii Wichłacz. Na szczególne wyróżnienie zasługują tutaj sceny z Wojciechem Mecwaldowskim, w mojej ocenie są wręcz wybitne i chociażby dla jego monologów warto obejrzeć “W lesie dziś nie zaśnie nikt 2”. Są one przykładem na to, jak utalentowany aktor jest w stanie słowem i mimiką twarzy w pełni oddać charakter postaci. Za każdym razem, gdy pojawiał się na ekranie kierownik obozu, byłam zachwycona!

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

fot. Netflix

Podsumowując, w ogólnym rozrachunku “W lesie dziś nie zaśnie nikt 2” to taki gorszy brat bliźniak pierwszej części. Klimat ten sam, fabuła też podobna. To, co wyróżnia jednak obie te wersje to przede wszystkim grupa aktorska oraz inny poziom humoru. Właściwie to w moim odczuciu twórcy przestali mieć parcie na stworzenie horroru i przeszli na klimat bardziej odpowiadający polskim gustom. Co prawda wychodzi czasem żenująco, ale częściej jest śmiesznie — o ile oczywiście nie macie zbyt wygórowanych oczekiwań. Z całą pewnością nie jest jednak strasznie, a kategoria wiekowa określona na 18+ to zdecydowanie przerost formy nad treścią. No, chyba że przeraża Was widok popaćkanych rzeczy w czerwonej farbie, to tego akurat jest sporo i wszędzie.