Wiedźmin 2 sezon - obiektywna recenzja fana uniwersum

Siedemnastego grudnia premierę ma 2 sezon jednego z największych hitów Netflixa o tytule “Wiedźmin”. Czy twórcy utrzymali poziom poprzedniej części?

"Wiedźmin" to amerykańsko-polski serial, który jest adaptacją cyklu książek fantasy autorstwa Andrzeja Sapkowskiego. Akcję produkcji osadzono w inspirowanej średniowieczem krainie znanej jako Kontynent, a tytułowy wiedźmin to w rzeczywistości Geralt z Rivii. Mężczyzna, spędzający życie na walce z potworami, zostaje pewnego dnia wplątany w wydarzenia, które zaważą na losach świata.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Historia „Białego Wilka” doczekała się już niezbyt udanej (delikatnie ujmując) serialowej, jak i filmowej ekranizacji, które zostały nakręcone w naszym kraju prawie dwie dekady temu. Całe szczęście, gdy rodzime studio CD Projekt RED podjęło się tego tematu, uniwersum wiedźmina zdobyło szerokie uznanie na całym świecie w postaci przebojowej trylogii gier. To właśnie dzięki niej marka zdobyła ogromną popularność, która pozwoliła na zainteresowanie postacią Geralta z Rivii kogoś, kto potrafi tworzyć dobre produkcje filmowe.

Zobacz również:

  • Władca Pierścieni od Amazon z pełnym tytułem. Zobacz nowy materiał
  • Brooklyn 9-9 z 7 sezonem na Netflix. Kiedy premiera?
  • Archiwum 81, sezon 2 - co wiemy o kontynuacji serialu
Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Następnie platforma Netflix ogłosiła rozpoczęcie prac nad serialem “Wiedźmin”. Już krótko po premierze nieśmiałych jeszcze wtedy zapowiedzi, fani odpowiedzieli z entuzjazmem. Nie ma się co dziwić, w końcu połączenie ciekawej historii z gwiazdorską obsadą musiało skończyć się sukcesem, co miało swoje przełożenie na popularność pierwszego sezonu. Tym samym przedstawiciele platformy zdecydowali o kontynuacji opowieści o wyjątkowym pogromcy potworów i jego przygodach.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

I tak jesteśmy tutaj, na przededniu premiery 2 sezonu serialu “Wiedźmin”. Dzięki uprzejmości przedstawicieli platformy Netflix miałam okazję zapoznać się z nim przedpremierowo i nie omieszkam uchylić Wam rąbka tajemnicy i odpowiedzieć na pytanie: “Czy warto oglądać 2 sezon serialu Wiedźmin?”. Zanim jednak to zrobię, przypomnę co nieco z poprzedniej części.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Pierwszy sezon serialu został zrealizowany na podstawie wybranych opowiadań ze zbiorów "Miecz przeznaczenia" i "Ostatnie życzenie". Generalnie każdy fan, który miał już do czynienia z uniwersum wiedźmina, czy to w postaci książek, czy serii gier, wie, co się dzieje na ekranie. Niestety, dla zupełnie niezaznajomionych widzów pierwszy sezon posiada chaotyczną narrację powodującą problemy z połapaniem się w linii czasowej produkcji. Działo się to głównie ze względu na to, że producenci starali się prowadzić równolegle trzy przewodnie wątki mające miejsce na przestrzeni wielu lat bez żadnej chronologii. Dopiero w ostatnich odcinkach losy bohaterów się splotły, a tym samym, zrównały się w czasie.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Naturalnie więc drugi sezon kontynuuje opowieść od tego momentu, przez co nie napotykamy już różnic w czasie, pomijając oczywiście retrospekcje. Teoretycznie więc problem poczucia chaosu powinien zniknąć, prawda? Otóż, nie. Szczególnie na początku (pomimo że wiedzę na temat uniwersum wiedźmina mam) to nie do końca byłam pewna, co właściwie dzieje się na ekranie. Jedno jednak trzeba oddać twórcom — historia Geralta z Rivii nie jest łatwa do ukazania za pomocą liniowej opowieści ze względu na liczne warstwy nakładających się kontekstów. Mimo to spróbowali po raz drugi i tym razem, porównując to z pierwszym sezonem, wyszło o niebo lepiej.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Istotny wpływ na tę kolej rzeczy z pewnością ma zmiana ekipy reżyserskiej. Tym razem producenci zdecydowali się na zatrudnienie: Ed Bazalgette ("The Last Kingdom", "Doctor Who"), Sarah O'Gorman ("Jamestown", "Przeklęty"), Geetę Patel ("Atypowy", "Już nie żyjesz") oraz Stephena Surjik ("Daredevil", "The Umbrella Academy"). Już szybki rzut na tytuły, przy których pracowali, daje nam obraz tego, że są to doświadczeni profesjonaliści. I w rzeczy samej taki właśnie jest drugi sezon, który pod względem rozłożenia akcentów fabularnych oraz akcji prezentuje się o wiele dojrzalej i po prostu lepiej niż pierwszy.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Nie można tutaj nie wspomnieć o tym, że na taki odbiór kluczowy wpływ ma także ekipa aktorska, do której dołączyli między innymi: Basil Eidenbenz (Eskel), Adjoa Andoh (Nenneke), Cassie Clare (Philippa Eilhart), Liz Carr (Fenn), Graham McTavish (Djikstra), Simon Callow (Codringher) oraz Chris Fulton (Rience). Szczególnie chcę zwrócić uwagę na postać Nenneke, która grana przez Adjoa Andoh nie skradła niestety mojego serca, pomimo, że jest to jedna z moich ulubionych bohaterek serii. Głównie ze względu na to, że aktorka znana także z serialu “Bridgertonowie” ma bardzo specyficzną mimikę aktorską, która w tym przypadku zgrzytała mi z ogólnym odbiorem postaci, chociaż nie wątpię, że odnajdzie swoich wielbicieli.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Lojalnie ostrzegam także, że fani gier z serii “Wiedźmin” mogą poczuć szok po poznaniu Eskela oraz Djikstry. W tym wypadku twórcy nie zaczerpnęli inspiracji z dzieła CD Project RED. Uważam jednak, że była to słuszna decyzja, która pokazuje bohaterów z zupełnie nowej, wcześniej niewidocznej perspektywy.

Wróćmy jednak do stałej trójki aktorskiej, która składa się z: Henry’ego Cavilla (Geralt), Anyi Charlotry (Yennefer) i Freyi Allan (Ciri). Nie będę ukrywać, że moim zdaniem ich role odegrane są fenomenalnie. Z każdą akcją bohaterowie nabierają głębi i kolejnych warstw, które poszerzają spektrum ich problematyki. Na szczególną uwagę zasługują sceny, gdy zamiast słowami zaczynają grać oczami, co jest bardzo trudną sztuką, ale w tym wypadku udaną. Ta pochwała tyczy się głównie Henry’ego Cavilla, jak i także Anyi Charloty.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Wisienką na smakowitym (ale nie za słodkim) torcie jest absolutnie klimatyczna scenografia, której piorunujący efekt został podkręcony dodatkowo przez pracę operatorską i oświetleniową. Sami możecie się przekonać, dzięki umieszczonym w tym artykule zdjęciom, że nie przesadzam — praktycznie każdy kadr wygląda niemal jak obraz lub chociaż profesjonalnie wykonane zdjęcie. Drugi sezon “Wiedźmina” to przykład na to, jak powinno się kręcić — jest pięknie, klimatycznie i zgodnie ze sztuką filmową. Jeżeli nie jesteście fanami uniwersum, to i tak warto obejrzeć serial, by zobaczyć, jak zjawiskowe rzeczy jesteśmy w stanie tworzyć we współczesnych czasach.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Nie byłoby to jednak możliwe bez dopracowanych kostiumów. Część strojów, w tym projekty nilfgaardzkich zbroi oraz sukni czarodziejki Fringilli Vigo, mogliśmy podziwiać w przeciekach oraz prywatnych zdjęciach z planu. Już wtedy robiły ogromne wrażenie, jednak na wielkim ekranie ten efekt jest zdecydowanie zwielokrotniony. Kostiumy nie wyglądają tandetnie i nie odciągają uwagi widza od tego co się dzieje na ekranie, a co najważniejsze, podkreślają charakter postaci.

Wiedźmin sezon 2

fot. Jay Maidment/Netflix

Jest jednak zbyt pięknie, żeby było prawdziwie — czas więc na wady produkcji. Piętą achillesową drugiego sezonu serialu “Wiedźmin” jest zdecydowanie przedstawienie potworów, które są przecież podstawą świata uniwersum. Mam naprawdę wysokie wymagania wobec Netflixa, nic więc dziwnego, że zaskoczyłam się w tym wypadku negatywnie. Nie jest może najgorzej, powiedziałabym raczej, że mocno przeciętnie. Wygląd potworów nie wywalił mnie z przysłowiowych "kapci". Stwory są, jakie są i… tyle.

Już się trochę zdradziłam, ale podkreślę to dobitnie. Kontynuacja serialu “Wiedźmin” wyprodukowana przez Netflixa to krok do przodu w porównaniu do pierwszej części. Uważam, że nie tyle warto, co trzeba go obejrzeć, gdyż jest to istna uczta dla oczu i poczucia estetyki. Odpowiadając więc na pytanie: czy warto oglądać 2 sezon? Zdecydowanie tak. Premiera 17 grudnia, tylko na Netflix.