DoubleClick, największa firma zajmująca się reklamą internetową, wkrótce może być własnością Google.Pytanie brzmi, czy możemy zaufać Google? Czy nie wykorzysta zebranych informacji przeciwko nam? A jeśli jesteśmy gotowi zaufać, co z innymi grupami, które mogą próbować uzyskać dostęp do tych danych: instytucjami państwowymi, hakerami czy konkurentami firmy? Eksperci od bezpieczeństwa i ochrony prywatności uważają, że ryzyko jest znaczące, nawet jeśli Google będzie konsekwentnie trzymać się swojego motta "Don't Be Evil".
Google oferuje kilkanaście usług, które oprócz tego, że są przydatne dla użytkowników, gromadzą ogromne ilości danych.Zdaniem badacza Bena Edelmana z Harvard Business School, firmy korzystające z oprogramowania webowego, jak to oferowane przez Google, wystawiają się na ryzyko naruszenia prywatności, narażają swoje zasoby na wykradzenie i mogą stracić kontrolę nad przepływem firmowych dokumentów. Kto ma dostęp do twoich danych, kiedy i jakie warunki musi spełnić? Google ma pełny w nie wgląd, bo nie są szyfrowane. A to dlatego, że przeszukiwanie i indeksowanie zgromadzonych informacji to podstawa, jeśli Google chce sprzedawać reklamy kontekstowe.
Google bardzo dokładnie przeszukuje Internet. Trafia także na strony z poufnymi danymi, np. hasłami. Doświadczony internauta może je łatwo wyszukać.Inne niebezpieczeństwo wiąże się z korzystaniem z aplikacji działających w przeglądarce, jak Google Docs, Spreadsheets czy Calendar. Tutaj narażasz się na utratę dostępu do danych. Co się stanie, gdy wystąpi awaria połączenia z Internetem? Albo jak nanieść ostatnie poprawki w dokumencie, gdy jest się poza zasięgiem Sieci? Uruchomienie niedawno usługi Google Gears, która umożliwia włączanie webowych aplikacji w komputerze bez połączenia z Internetem, pokazuje, że można obejść to ograniczenie, ale przez kilka najbliższych miesięcy serwis będzie dostępny tylko dla stosunkowo wąskiej grupy użytkowników. W tym czasie twoje dane będą poza zasięgiem, gdy nie będziesz mieć dostępu do Sieci. Zapewne korzystanie z webowych aplikacji Google będzie wymagało bardziej złożonych operacji na plikach. Przechowywanie danych na zewnątrz przynosi korzyści, np. firmy nie muszą uruchamiać własnych serwerów, ale wiąże się to z koniecznością synchronizacji tych dokumentów z wersjami na lokalnych dyskach.
Google Docs służy do edycji i przechowywania dokumentów. Jest przydatny, ale gdy utracisz dostęp do Sieci, nie dostaniesz się również do swoich plików.Również instytucje państwowe mogą być zainteresowane spenetrowaniem twojej skrzynki Gmail czy plików utworzonych w Google Docs i Spreedsheets. Interesująca jest nie tylko ich zawartość, ale także czas utworzenia, dostępu czy skasowania. Ponieważ za każdym razem, gdy logujesz się na swoje konto, musisz dokonać uwierzytelnienia (podać nazwę użytkownika i hasło), Google może korzystać z archiwum adresów IP oraz archiwum firm oferujących dostęp do Internetu i w ten sposób weryfikować, czy to faktycznie ty wysyłasz wiadomości ze swojego konta lub edytujesz dokumenty.
Awaria moze nastapic lokalnie i wtedy dane z sieci ratuja de. Korporacje narazaja sie na niebezpieczenstwo uzywajac oprogramowania Win. Google nie odpowiada, ze ktos na scianie domu wymalowal se pesel i tak samo umiescil spis dluznikow w sieci - a nie bylo to jego intencja. Tu chyba kto inny odpowiada? Historia wyszukiwania ostatecznie przekonala mnie do gugla. Gugiel nie odpowiada za zabicie zony a slad pozostawiony przez (ewentualnego) morderce dobry jest na procesie (rozwodowym).