10. Pytanie

Z Andrzejem i Mikołajem Korzyńskimi rozmawia Paulina Kozłowska

Z Andrzejem i Mikołajem Korzyńskimi rozmawia Paulina Kozłowska

1. Czy w kulturze popularnej jest miejsce dla autorytetu?

Andrzej Korzyński:

Wydaje mi się, że w Polsce autorytety mają mniejsze znaczenie niż w Europie. Wszystko niszczy populizm. Ważniejsze wydają się krótkotrwałe wzloty i błyskotki niż poważne przedsięwzięcia związane z większymi wartościami.

Mikołaj Korzyński:

Na pewno. Chociaż wydaje mi się, że ostatnio sens istnienia autorytetów został podważony wraz z powstaniem programu Big Brother. Ludzie, którzy przez trzy miesiące siedzieli na kanapie w domu BB, stali się autorytetami dla tysięcy - jak to trafnie ujął Jerzy Gruza, tłumacząc tytuł filmu Gulczas, a jak myślisz?. Kiedyś radzono się Tadeusza Kotarbińskiego, a dziś ludzie radzą się Gulczasa. Sadzę, że to oszołomienie wkrótce minie. Poza tym kiedyś wszystkiego było mniej - jedna telewizja, dwie gazety, trzech dziennikarzy i trzy autorytety. A teraz można wybierać, mamy Internet, kilka kanałów, pojawiły się autorytety lokalne, środowiskowe. Każdy z nas szuka i próbuje znaleźć coś zgodnie ze swoimi zainteresowaniami. Kultura nie jest jak kiedyś filtrowana przez centralne sito. Ale też nic dziwnego, że ludzie w tej masie możliwości mogą się czuć zagubieni i mogą mieć problemy z wyborem.

2. Czy powszechność dostępu degeneruje kulturę?

Andrzej Korzyński:

I tak, i nie. Zależy to od tego, w czyich rękach znajdują się media. Jeśli zajmują się tym mali ludzie, to rezultat jest oczywisty - nie może być dobry.

Mikołaj Korzyński:

Dla jednych to degeneracja, dla innych nieuniknione zmiany. Jedno jest pewne - kultura przestaje być elitarna.

3. Czy ignorancja jest jeszcze możliwa?

Andrzej Korzyński:

Media mają nieprawdopodobną siłę rażenia. Dowodem na to są sukcesy programu Big Brother. Ja tego nie oceniam, to po prostu symbol czasów, w jakich żyjemy. Wydaje mi się jednak, że kiedyś to się skończy. Ludziom potrzeba przywódcy duchowego. Dla niektórych to kościół, dla innych telewizja, dla jeszcze innych popularne tygodniki dla kobiet. Teraz ludzie są upojeni wolnością. Kiedyś była jedna telewizja i parę gazet, które w gruncie rzeczy pisały to samo. Teraz jest "pseudowolność", bo istnieją ludzie, którzy tym manipulują, narzucają swój dyktat. Nie na darmo media nazywane są czwartą władzą. A media to potęga, nie powinniśmy ich lekceważyć, bo wydaje mi się, że to właściwie pierwsza lub druga władza.

Mikołaj Korzyński:

Zależy, gdzie się leży. W postpegeerowskim krajobrazie pojęcia takie jak Internet czy dostęp do kultury to zupełna abstrakcja.


Zobacz również